Sport.pl

Kibole GKS przesiąknięci nienawiścią. "Najważniejsze to bić żydków z Widzewa"

Dla kiboli z Bełchatowa zbliża się najważniejszy dzień w roku - mecz GKS z Widzewem. W derbach województwa bardziej od wspierania swojej drużyny zależeć im będzie jednak na czymś innym - pokazie nienawiści wobec najważniejszego wroga
"Dobra, słuchajcie panowie! My was nie zostawiamy, macie u nas kredyt zaufania i będziemy za wami dalej jeździli. Ale musicie, k..., wiedzieć, że musicie, k..., zapier...! I mecz z Widzewem to jest dla nas jak całe życie! Nawet jak, k..., przej... z Widzewem, to my chcemy widzieć krew, taką, jaką oddajemy na ulicach Bełchatowa! - wrzeszczał jeden z kiboli GKS do piłkarzy z Bełchatowa po przegranym meczu z Polonią Warszawa.

Przelewanie krwi na ulicach to nie puste hasło wykrzyczane w emocjach. Dla bełchatowskich chuliganów to codzienność. Pseudokibice GKS nikogo nie nienawidzą bardziej niż tych z Widzewa. I robią wszystko, by miasto należało właśnie do nich. Śpiewają o tym piosenki, chodzą w koszulkach z hasłem "Dbaj o czystość w mieście" i znaczkiem RTS wrzucanym do kosza. W Bełchatowie stara się im przeciwstawić grupa kiboli Widzewa. Z każdym rokiem coraz mniej liczna, ale wciąż istniejąca. Swą siłę pokazuje zwłaszcza wtedy, gdy przyjeżdżają wesprzeć ją koledzy z Łodzi.

Większość piłkarzy GKS nie chciała komentować sytuacji z Warszawy. Jeśli już zabrali głos, to w strachu przed narażeniem się kibolom, przyznawali im rację. Tylko Jacek Popek, kapitan drużyny, stwierdził, że z tak ostrą reakcją jeszcze nigdy się nie spotkał. - Odebrało nam mowę. Można dyskutować, ale nie w ten sposób - tłumaczył.

Inni zawodnicy o wydarzeniach z Bełchatowa chcą mówić tylko anonimowo. - Żądają od nas walki i krwi, ale co tak naprawdę mają na myśli? Czego oni oczekują? Mamy łamać nosy rywalom czy po każdym meczu podchodzić do ich sektora w zakrwawionych koszulkach? Wtedy dopiero będą się czuć zaspokojeni? - dziwi się jeden z nich.

Po pierwsze: nienawidzić Widzew

Mieszkańców Bełchatowa takie zachowanie nie zaskakuje. Bitwy kiboli zakończone rozlewem krwi zdarzają się tutaj notorycznie. - Jak często słyszy się takie historie? Często. Zbyt często. Chyba nie ma tygodnia, w którym nie mówiłoby się o bójkach między kibicami - opowiada 24-letnia mieszkanka Bełchatowa. Prosi o niepodawanie jej nazwiska. - Napiszcie, że mam na imię Monika. Wolę się nie narażać.

Z Moniką spotkaliśmy się w centrum Bełchatowa. W ostatnich latach na jego rewitalizację wydano ponad 20 mln zł. Pojawiły się ogródki, są kolorowe fontanny, plac zabaw. I nowy deptak. To właśnie on stał się miejscem spotkań kiboli. Często opanowują go wieczorami, a gdy w Bełchatowie rozgrywany jest mecz, siedzą tam cały dzień.

- Jakiś czas temu grał u nas ŁKS. Piątek wieczór, koniec spotkania, i kto jest na deptaku? Oczywiście kibice GKS. Nie wiem, co oni tam robili, skoro ich drużyna wtedy nie grała. Z tego, co wiem, bardziej trzymają z ełkaesiakami, więc chyba pilnowali miasta przed najazdem kibiców Widzewa - mówi Monika. - W każdym razie na wszystkich patrzyli podejrzliwie i obserwowali, kto kręci się po okolicy. Strach było tamtędy przejść. Nie wiadomo przecież, czy czasami nie przybiegnie zaraz garstka kiboli Widzewa i nie zaczną się między sobą bić.

W okolicach deptaka bójki zdarzają się często. Rzadko kiedy są to jednak starcia większych grup. Zazwyczaj kilku chuliganów podchodzi po prostu do przechodzącego parkiem chłopaka i pyta się go, za kim jest. Jeśli odpowie źle, dostanie "nauczkę". Zresztą nie tylko wtedy. - Niedawno była taka sytuacja, że chłopak nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Że się nie odezwał. No i za to też dostał. Jednego mojego znajomego zaczepiali już kilkukrotnie, ale na szczęście za każdym razem odpowiadał prawidłowo - mówi Monika. Podobnych historii zna więcej. - Raz chłopak został tak dotkliwie pobity, że jedną nogą był już w grobie. Skakali mu po głowie, kopali go, choć leżał już ledwie żywy. Przeżył, ale nie słyszy na jedno ucho. Słyszałam też, że wciągnęli kogoś do piwnicy w bloku, w którym mieszkał, i miażdżyli mu ręce siekierą.

Po drugie: nienawidzić Widzew

Najważniejszy dla miejscowych kibiców mecz sezonu, czyli spotkanie Widzewa z GKS, zostanie rozegrany w sobotę. Dla bełchatowskich kiboli derby województwa oznaczają jedno - mobilizację. W Bełchatowie obie drużyny po raz ostatni grały ze sobą 11 maja. Wówczas w ciągu trzech dni policja odnotowała cztery bójki z udziałem kiboli. 9 maja. W jednym miejscu kilkunastoosobowa grupa kiboli Widzewa atakuje trzech bełchatowian. 17-latek ze złamaną żuchwą zostaje przewieziony do szpitala.

9 maja. Około północy. Bandyci atakują 19-latka. Chłopak ze złamaną kością czaszki ląduje w szpitalu. Doznaje także wstrząśnienia mózgu oraz krwotoku. Policjanci zatrzymują trzech 20-letnich bełchatowian.

9 maja. Tego samego dnia policja zatrzymuje siedmiu kiboli. Powód? Pobicie dwóch nastolatków.

11 maja. Dzień meczu. Restauracja McDonald's. Kilku młodych mężczyzn w kominiarkach obstawia ogródek lokalu. Trzech kolejnych z odkrytymi twarzami zaczepia gości siedzących przy stolikach. Pytają o ich miejsce zamieszkania. 16-letni wychowanek "poprawczaka" przyznaje, że mieszka w Łodzi i kibicuje Widzewowi. Po chwili trójka kiboli usiłuje go wyprowadzić. Grożą pobiciem. W obronie łodzianina staje wychowawca. Rzucają się na niego z pięściami.

Czy obecne derby przyniosą równie tragiczny bilans? Kibice z Łodzi na mecz do Bełchatowa nie przyjadą. To kara nałożona przez komisję ligi na łódzki klub za wulgarne okrzyki na ostatnim meczu. Ale zakaz nie oznacza, że na stadionie fanów Widzewa zabraknie. Wiadomo, że na mecz planuje wybrać się grupa kilkuset miejscowych fanów łódzkiej drużyny.

Chociaż dla kiboli obu drużyn i tak to nie mecz jest najważniejszy. "Najważniejsze to bić mordować żydków z Widzewa, reszta to drugorzędna sprawa ŚŻK [śmierć żydzewskiej k... - przyp. red]" - brzmi jeden z wpisów na oficjalnym forum kibiców GKS. Można też na nim znaleźć specjalny wątek. Tytuł: "Informacje o wrogu". Cel: dotarcie do kibiców Widzewa. I ich pobicie.

Z forum kibiców GKS: "Wszystkie ciekawe informacje, które mogą być odpowiednio spożytkowane, dotyczące osobników z resztek fan clubu z naszego miasta pewnej łódzkiej drużyny. [...] Gdzie poszczególni goście bywają, pracują, uczą się itd. Jednym słowem, gdzie można ich spotkać i »porozmawiać « w tematach kibicowskich - pisze VB05.

Poniżej ten sam autor zamieszcza drugi wpis: "Grupa Valiant Boys`05 ogłasza konkurs na największą liczbę skrojonych wrogich barw (bluz, smyczy, koszulek, itd.)! [... ] Konkurs trwa do dnia derbów z Widzewem. Dla zwycięskiej grupy bardzo atrakcyjne nagrody. Liczą się tylko skrojone barwy Widzewa i Ruchu".

Chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego chuligani z Bełchatowa tak bardzo nienawidzą widzewiaków. Spytaliśmy o to na forum. Nasz wpis został szybko usunięty jako "niezwiązany z tematem".

31 sierpnia. Dziesięć dni do meczu z Widzewem.

Na portalu YouTube pojawiła się zapowiedź sobotniego meczu. Trwa 1 minutę i 32 sekundy. To nie jest zwykła zapowiedź. Nie zobaczy się na niej ani goli, ani najlepszych akcji obu drużyn. Pierwszym obrazkiem jest siedem trupich czaszek. Później zaczyna się pokaz zdjęć. Na wielu z nich widać ubranych w kominiarki kiboli GKS oraz płonące koszulki i szaliki Widzewa. Wszystkie to zdjęcia z ostatnich derbów województwa w Bełchatowie. Na koniec filmiku wyskakują dwa logo kibolskich grup GKS. Pierwsze to "Bełchatowscy Patrioci: władcy brunatnej stolicy", drugi to "Grupa Piątek 13.". Całość kończą okrzyki "j...ć RTS!"

Po trzecie: nienawidzić Widzew

Takie emocje wśród kibiców GKS wywołuje tylko rywalizacja z Widzewem. Dla nich najważniejsze nie jest wspieranie bełchatowskiej drużyny, lecz nienawiść do łódzkiej. Widać to na meczach ekstraklasy, gdy młyn GKS, gdzie siedzą najbardziej zagorzali fani, świeci pustkami. Zapełnia się właśnie podczas meczów z Widzewem. Wiosną działacze dziwili się, że na wyjazd do Łodzi zapisało się więcej osób, niż przychodzi do sektora zajmowanego przez szalikowców na spotkaniach w Bełchatowie. W Łodzi się nie pojawili, bo policja cofnęła zgodę.

Tydzień przed meczem spotkaliśmy się ze Zbigniewem Szewczykiem, naczelnikiem wydziału prewencji w Bełchatowie. W jego pokoju wiszą proporczyki GKS. Na biurku leży wydanie "Gazety Wyborczej" opisujące niedawne skandaliczne zachowanie kiboli w Warszawie. - Na tych wszystkich kibiców w stolicy ilu tak krzyczało? Czterech? Pięciu? To garstka. Choć oczywiście takie zachowania nie powinny mieć miejsca. Ale przecież do podobnych wydarzeń dochodziło też na Śląsku, w Poznaniu czy innych miastach. W złości mówi się dużo rzeczy, których później się żałuje - umniejsza problem Szewczyk.

Choć naczelnik przyznaje, że do bijatyk kiboli dochodzi w Bełchatowie coraz częściej, wydaje się sprawę bagatelizować. - Jak walczymy z pseudokibicami? Nie walczymy. Mamy realizować to, co realizujemy. Patrole są w miejscach, w których przewidujemy zagrożenie. To typowa prewencja. Czasami służby są widoczne, a czasami działają z ukrycia - opowiada Szewczyk. I dodaje: - Nie można napędzić spirali strachu, bo ludzie zaczną się bać wychodzić z domu. Nie dajmy się zwariować. Miasto jak miasto.

W ostatnich dziewięciu miesiącach policja odnotowała w Bełchatowie 18 kibolskich wydarzeń. Wśród nich przeważają pobicia. Są także rozboje i kradzieże. Przy zatrzymanych znajduje się kije bejsbolowe, noże, tasaki czy maczety.

W Bełchatowie mieszka 60 tys. osób.

Monika: - Jak byłam młodsza, to czasami chodziłam na mecze. Teraz nie pójdę. Boję się. Znam zresztą wiele osób, które kiedyś chodziły na spotkania GKS z całymi rodzinami, ale po tych ostatnich historiach zrezygnowali. Chciałabym, żeby to się kiedyś zmieniło, ale nie wiem, czy ten problem da się rozwiązać. Wiem jednak, że kiedyś, gdy będę miała już dzieci, chciałabym mieć pewność, że są w swoim mieście bezpieczne. Teraz takiej pewności nie mam.

Czy znasz kibica GKS, który koleguje się z widzewiakiem? - pytamy.

- Nie. To niemożliwe. Coś takiego tutaj nie istnieje.

Więcej o: