Siatkarz PGE Skry po śniadaniu z Donaldem Tuskiem: Premier ma pojęcie o siatkówce

Aż pięciu siatkarzy PGE Skry wróciło z mistrzostw Europy z medalami. Na treningach w Bełchatowie pojawią się w komplecie dopiero w przyszłym tygodniu
W przyszły piątek mistrzowie Polski zainaugurują sezon w PlusLidze. W pierwszym spotkaniu tradycyjnie zwycięzca ostatnich rozgrywek zagra na wyjeździe z beniaminkiem - Treflem Gdańsk. Wcześniej czeka ich jeszcze turniej w Oleśnicy, gdzie zagrają z SCC Berlin i vvivo Duren. Ostatnim sprawdzianem będzie sparing z Indykpolem AZS-em Olsztyn (27 września w hali Energia). Wcześniej, bo w niedzielę (o godz. 16), na placu Narutowicza w Bełchatowie podczas ogólnopolskiego zlotu kibiców PGE Skry oficjalnie zostanie zaprezentowana drużyna. Będzie można spotkać się z medalistami mistrzostw Europy, a także nowymi siatkarzami PGE Skry.

Na razie zespół trenuje w okrojonym składzie. W środę na zajęciach mają pojawić się pierwsi reprezentanci - Paweł Zatorski i Karol Kłos. Obaj ani razu nie zagrali w mistrzostwach, dlatego dwa dni po powrocie do Polski muszą pojawić się w klubie. - Mamy mało czasu, by popracować nad zgraniem ich kolegami - tłumaczy brak urlopu trener Jacek Nawrocki.

W czwartek do drużyny dołączy złoty medalista z Wiednia Aleksandar Atanasijević. 20-letni Serb był trzecim atakującym swojego zespołu, lecz dostał szansę występu w turnieju. Jak już pisaliśmy, zagrał w spotkaniu grupowym z Austrią i popisał się 100-procentową skutecznością w ataku. Jest już siódmym graczem PGE Skry, który ma w dorobku mistrzostwo Europy. Złote medali wcześniej zdobyli Miguel Falasca, Michał Bąkiewicz, Daniel Pliński, Paweł Woicki, Marcin Możdżonek i Bartosz Kurek.

Dwaj ostatni byli podstawowymi zawodnikami reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy, dlatego trener Nawrocki dał im więcej czasu na odpoczynek. W czwartek mają pojawić się w klubie, ale normalne treningi wznowią w przyszłym tygodniu.

Rozmowa z Marcinem Możdżonkiem

Jarosław Bińczyk: Przed wyjazdem na mistrzostwa wydawało się, że jesteś trzecim środkowym kadry. Pojawiły się nawet głosy, że powinieneś zostać w domu. Tymczasem w turnieju grałeś najlepiej i najrówniej.

Marcin Możdżonek: To pokazuje, że u nas część kibiców ma blade pojęcie o siatkówce. Miałem kryzys, ale trener uznał, że może na mnie postawić. Cieszę się bardzo, że podjął taką decyzję sam, bez żadnych rozmów, nacisków. Można powiedzieć, że grę wywalczyłem sobie na boisku.

Nie mówił ci, że chce wystawić cię w podstawowej szóstce?

- Nie, w kadrze nie ma takiego zwyczaju. Na treningach przed wyjazdem na mistrzostwa Andrea Anastasi ustawiał mnie w szóstce. Jestem bardzo zadowolony z tego, że nie zawiodłem i wykorzystałem szansę.

Muszę przyznać, że nie liczyłem, że uda się pokonać Rosję w meczu o brązowy medal.

- Ja też (śmiech ). Ale zagraliśmy bardzo dobrze i mamy trzecie miejsce.

Włochów nie dało się pokonać, żeby zagrać o złoto?

- Tego dnia byliśmy gorsi. W ogóle to był mecz stojący na słabym poziomie. Słabo serwowaliśmy, niewiele nam wychodziło. Włosi też grali przeciętnie, ale w końcówkach Włosi ryzykowali na zagrywce i trafiali. Dzięki temu wygrali.

We wtorek rano byliście na śniadaniu u premiera Donalda Tuska, który znany jest ze swojej miłości do piłki nożnej. A na siatkówce się zna?

- Z tego co zauważyłem, to ma pojęcie o siatkówce. Świadczyły o tym pytania, jakie nam zadawał. Rozmowa była naprawdę sympatyczna.

Jakie masz plany na najbliższe dni? Świętowanie...

- Nie, odpoczynek w domu [w Olsztynie - przyp. red.]. Dostaliśmy z Bartkiem Kurkiem od klubu wolne aż do przyszłego tygodnia, chyba najdłuższe z całej reprezentacji. Inni zawodnicy mówili, że od razu muszą dołączyć do swoich drużyn.

Czy po takiej przerwie łatwo jest wrócić do zajęć?

- Bez większych problemów. Przecież trenujemy cały rok, więc tych kilka dni przerwy nie ma znaczenia. Po powrocie przez dwa czy trzy dni pojawiają się zakwasy, ale szybko przechodzą.