Porażka Widzewa z Liderem. Na własne życzenie

Koszykarki Widzewa mogły wygrać z Liderem Pruszków, ale przegrały na własne życzenie.
Zespół z Pruszkowa był w zasięgu Widzewa. Co prawda w składzie ma kilka zawodniczek z reprezentacyjną przeszłością i dodatkowo Amerykankę Laurie Koehn, mistrzynię w rzutach z dystansu, ale w hali Parkowa zaprezentowały się bardzo słabo. - Laurie zagrała krótko, bo miała kłopoty ze stopą - tłumaczył po meczu Arkadiusz Koniecki, trener Lidera. Amerykanka tylko raz - na trzy próby - trafiła z dystansu, choć w sobotę w meczu z AZS Gorzów udanych takich rzutów miała osiem.

Gospodynie zaczęły nawet obiecująco. Po siedmiu punktach Anny Tondel był remis, a o trafieniu Natalii Małaszewskiej wygrywały 14:11. I było to ich najwyższe prowadzenie w meczu, który miał dziwny przebieg. W koszykówce jest takie powiedzenie, że kto wygrywa trzecią kwartę, będzie cieszył się ze zwycięstwa. Tak się stało. Lider wygrał 22:16, a w pewnym momencie nawet prowadził już 55:35. Skąd więc taka przepaść? Po prostu Widzew zaczął grać chaotycznie i popełniać mnóstwo błędów. Gospodynie stanęły, przestały biegać do kontr, przegrywały walkę na tablicach. Co najgorsze - po stratach piłki przez łodzianki rywalki zdobyły aż 21 punktów. Tymczasem po błędach przeciwniczek widzewianki zdobyły tylko cztery punkty.

W ostatniej kwarcie gospodynie ruszyły do odrabiania strat, które zmniejszyły do siedmiu punktów (54:61) i to było wszystko, na co było stać łodzianki.

Widzew - Lider Pruszków 62:75

Kwarty: 16:18, 14:19, 16:22, 16:16

Widzew: Misiek 19, Tondel 11, Jankowska 9, Głocka 6, Małaszewska 5, Kopczyk 5, Trojanowska 3, Pawlak 2, Kotonowicz.

Więcej o: