PlusLiga. Sensacja w Bełchatowie. Wicemistrz Polski rozbił mistrza

Po raz pierwszy od trzech lat PGE Skra przegrała w swojej hali do zera. Wcześnie dokonało tego VfB Friedrichshafen w Lidze Mistrzów.
W bełchatowskim klubie do końca robiono wszystko, żeby z Zaksą Kędzierzyn-Koźle mógł zagrać Michał Winiarski. Okazało się jednak, że palec reprezentanta Polski jest złamany i mimo specjalnego plastikowego usztywnienia nie da się grać. - To moja decyzja, bo Michał może i by zaryzykował - tłumaczył Jacek Nawrocki. Zamiast niego pojawił się Konstantin Cupković. Serb nie jest mistrzem przyjęcia, co potwierdziło się już po kilku akcjach. Po asie Guillaume'a Samiki Zaksa wygrywała 15:11, a na boisku pojawił się Robert Milczarek.

Pierwszy set był zacięty, lecz nie stał na wysokim poziomie. Mnóstwo było błędów, autowych zagrywek i nieskończonych ataków. Najlepszym przykładem jest fragment od wyniku 17:18 do 20:22, kiedy obie drużyny popsuły po sześć serwów. W sumie mistrzowie Polski oddali zagrywką aż dziewięć punktów.

PGE Skra cały czas goniła wynik. Najlepiej wychodziło to po zagrywkach Daniela Plińskiego. Właśnie po takiej serii bełchatowianie odrobili trzy punkty i doprowadzili do remisu 23:23. Niestety, środkowy gospodarzy minimalnie pomylił się przy serwie, a w kolejnej akcji Miguel Falasca źle wystawił piłkę Bartoszowi Kurkowi, którego zablokował Paweł Zagumny.

Pod nieobecność Winiarskiego rolę skrzydłowego, który przyjmuje najwięcej, musiał wziąć na siebie Bartosz Kurek. I robił to naprawdę świetnie - miał 100 proc. pozytywnego przyjęcia. A przecież musiał w niektórych ustawieniach chronić Cupkovicia. Trochę gorzej szło mu jednak w ataku, ale tutaj zapewne powód był inny. W tygodniu poprzedzającym mecz młoda gwiazda polskiej siatkówki miała wielkie problemy ze zdrowiem, z powodu bólu kolana opuszczał nawet treningi. - Gram na tabletkach przeciwbólowych - opowiadał.

Widać to było choćby po braku zwykłej dla Kurka dynamiki. Poza tym najlepszego dnia nie miał Falasca, mylący się stanowczo za często. Wielokrotnie jego koledzy zmuszeni byli ratować piłki zamiast wykorzystać swoje możliwości w ataku.

Wydawało się, że drugi set będzie inny, bo PGE Skra prowadziła już 14:10. Wtedy jednak klasę pokazał Antonin Rouzier, który był nie do zatrzymania. Bez kłopotów radził sobie z podwójnym czy nawet potrójnym blokiem, a dodatkowo świetnie serwował. To po jego serii Zaksa doprowadziła do remisu 14:14. Francuz w dwóch setach atakował aż 25 razy, zdobywając w ten sposób aż 15 punktów. - Dzięki niemu Zaksa to drużyna kompletna - zapowiadał trener Nawrocki. I tak było. Niestety, wśród gospodarzy takiego lidera nie było.

Najgorsze jednak było to, że mozolnie zbudowaną przewagę PGE Skra traciła w bardzo prosty sposób. Tylu serii, po który rywale zdobyli po kilka punktów, mistrzowie Polski nie mieli chyba w całym poprzednim sezonie. Dlatego Zaksa, choć nie grała nadzwyczajnie, spokojnie ich rozbijała. W trzecim secie zacięli się w ataku Kurek i Cupković. O ile ten pierwszy szybko się pozbierał, to drugi z uporem celował w blok.

Goście mieli też szczęście, które jak wiadomo sprzyja lepszym. Piłka wielokrotnie zahaczała o siatkę i zamiast zostać po ich stronie, wpadała na boisko po stronie PGE Skry. Przede wszystkim jednak bełchatowianie nie potrafili powstrzymać Rouziera. Pawel Zagumny nie silił się na kombinacie, tylko wystawiał do Francuza. A ten zdobywał punkt za punktem.

PGE Skra - Zaksa 0:3

Sety: 23:25, 21:25, 19:25

PGE Skra: Falasca, Kurek, Możdżonek, Wlazły, Cupković, Pliński, Zatorski (libero) oraz Milczarek, Atanasijević, Woicki

Zaksa: Zagumny, Ruciak, Kaźmierczak, Rouzier, Samica, Gacek (libero) oraz Pilarz

Liga będzie ciekawsza? Podyskutuj na Facebook Sport.pl »


Zobacz także
  • Mariusz Wlazły z PGE Skry Bełchatów Były gorące telefony, ale reprezentacja Polski na Puchar Świata bez Mariusza Wlazłego
  • Najlepszy był środkowy, a oni meczów nie wygrywają. Oceny siatkarzy PGE Skry Bełchatów po meczu z Zaksą
  • Hit w PlusLidze. Osłabiona PGE Skra przeciw silniejszej Zaksie