Widzew - ŁKS, czyli 61. święto Łodzi. Jak świętowano przed laty, a jak teraz. Smuda, Biernat, Niesiołowski, Probierz...

Kiedyś derby Łodzi były jedną z wizytówek polskiej piłki. Nawet gdy nie padały gole, to emocji nigdy nie brakowało. Teraz z poziomem jest gorzej, ale mecze Widzewa z ŁKS-em wciąż wywołują wielkie emocje
W latach 90. Poprzedniego wieku derby Łodzi były dla polskiej piłki tym, czym dla Włochów są spotkania to były najważniejsze derby w Polsce, porównywane ze spotkaniami Interu z Milanem, a dla Anglików - Liverpoolu z Evertonem. -Pamiętam jeden mecz, na który przyjechało mnóstwo dziennikarzy z Zachodu. Wygraliśmy 3:2 po świetnym spotkaniu i karnym w końcówce - wspomina Franciszek Smuda, selekcjoner reprezentacji Polski.

Było to w listopadzie 1997 roku, w sezonie, kiedy mistrzem Polski został ŁKS, detronizując Widzew. Gole strzelali wówczas Mirosław Trzeciak, Marek Saganowski, Mirosław Szymkowiak czy świetny Mołdawianin Aleksander Curtian.

To nie był jednak wyjątkowy mecz, bo w latach 70., 80. i 90. takich było znacznie więcej. Każde spotkanie było wydarzeniem sportowym. Maciej Szczęsny, który brał udział w derbach Warszawy i Krakowa, twierdził, że najlepsze były właśnie łódzkie. W jednym w wywiadów opowiadał, że spotkaniem Widzewa z ŁKS miasto żyło długo przed nim i jeszcze dłużej po jego zakończeniu.

Trybuny wypełniały się do ostatniego miejsca, a spóźnialscy kibice musieli kupować bilety od koników. Stałym elementem był też przemarsz kibiców z jednego stadionu na drugi. Nikomu nie przeszkadzało, że ruch na łączących oba obiekty (dzieli je 6 km) al. Mickiewicza i Piłsudskiego przez ponad godzinę był ograniczony. To było coś, z czego słynęła Łódź. Pochody fanów ubranych na biało (ełkaesiaków) czy czerwono (widzewiaków) pokazywały wszystkie telewizje.

Wirtualne derby Łodzi: Lepszy Widzew czy ŁKS? Oceń sam!


Piłkarze, którzy grali w ŁKS i Widzewie w latach 70. i 80. wspominają, że przed meczem spotykali się na piwie, ale w derbach nie było sentymentów. Nikt nie odstawiał nogi, nie zwracał uwagi na to, że fauluje kolegę z reprezentacji. Z drugiej strony, jeśli jednej z drużyn potrzebny był punkt, zwykle go dostawała. - Najważniejsze, że punkty zostały w Łodzi - mówił trener Leszek Jezierski, legenda obu łódzkich klubów. Jednak nawet gdy zawodnicy się umówili na remis, to robili to tak, żeby kibice nie mogli narzekać na brak emocji. Wtedy mecze kończyły się na przykład wynikiem 3:3.

Niestety, w XXI wieku derby Łodzi zaczęły podupadać. Nie mogło być jednak inaczej, skoro obie drużyny z krajowych potentatów zaczęły się zmieniać w outsiderów. Zamiast o poziomie sportowym, częściej mówiło się o fatalnym zachowaniu kiboli. Rywalizację piłkarzy zastąpiła walka chuliganów. Telewizje nie pokazywały akcji i goli, lecz bójki, palenie flag czy szalików, informowały o stratach i rannych.

- To także wina mediów, skupiających się na rozróbach, a nie na sporcie - uważa Andrzej Biernat, poseł PO, kibic ŁKS. Zaś Stefan Niesiołowski, którego często można zobaczyć na trybunach, uważa, że upadek derbów Łodzi to także odzwierciedlenie degradacji całej polskiej piłki nożnej. Jej poziom się obniżył, więc tak samo musi być w Łodzi.

Trudno jednak mieć pretensje o relacje medialne, skoro poziom meczów pozostawia wiele do życzenia. Pochodzący w większości spoza Łodzi lub zza granicy zawodnicy lub trenerzy nie czują atmosfery derbów. Ilustruje to sytuacja sprzed trzech lat, kiedy ŁKS pokonał na własnym boisku Widzew 2:0. Przegraną drużynę prowadził Marek Zub, który po meczu powiedział do piłkarzy, że nic się nie stało, bo derby to taki sam mecz jak każdy inny.

W 61. spotkaniu ŁKS z Widzewem coś takiego na pewno się nie powtórzy, bo obaj szkoleniowcy są związani z Łodzią i dobrze wiedzą, czym są dla niej derby. Radosław Mroczkowski w Widzewie przeszedł drogę trenerską od juniorów do pierwszej drużyny (w międzyczasie był asystentem Leo Beenhakkera). - Marzyłem, żeby przeżyć taki dzień. To najważniejszy mecz i dla mnie, i dla moich piłkarzy - podkreśla.



Naprzeciw niego stanie Michał Probierz, jeszcze niedawno ulubieniec widzewskich kibiców. Pod jego wodzą Widzew pokonał w ekstraklasie ŁKS 2:1. Dlatego gdy przyjął ofertę ŁKS, fani lokalnego rywala przeżyli szok. Cały czas na forach kibicowskich trwa dyskusja, jak go przyjąć na stadionie. Radosław Michalski, były piłkarz, uczestnik Ligi Mistrzów, twierdzi, że Probierz wiele stracił i nie może liczyć na takie ciepłe powitanie, jak w czasie, gdy przyjeżdżał z Jagiellonią Białystok.

O derbach wciąż się dużo mówi i pisze. Czasami przynosi to jednak odwrotny skutek, bo w zawodników o małych umiejętnościach nadmierne sprężenie się często przynosi odwrotny skutek, pętając im nogi. Mroczkowski uważa jednak, że podgrzewanie atmosfery jest korzystne. - Rozmawiamy o tym w szatni, tłumaczymy naszym obcokrajowcom, jakie to ważne wydarzenie. Zresztą atmosfera w szatni gęstnieje i oni to czują - mówi. Probierz też przyznaje, że atmosfera z godziny na godzinę staje się coraz gorętsza. Obawia się jednak, żeby ten napompowany balon nie pękł.

Jak przed każdym spotkaniem słychać, że derby rządzą się swoimi prawami, dlatego zdecydowanego faworyta nie ma. - Atutem Widzewa jest to, że zagra u siebie - uważa Smuda. Gospodarze od roku są niepokonani na swoim stadionie. Selekcjoner przestrzega jednak przed ŁKS, który pod wodzą Probierza gra coraz lepiej i już nie jest traktowany jako pewny kandydat do spadku. - Ma bardzo doświadczonych piłkarzy, a to w derbach jest atut - dodaje trener, który doprowadził widzewiaków do dwóch mistrzostw Polski.

Do składu gospodarzy wraca reprezentant Tunezji Souheil Ben Radhia. To wielkie wzmocnienie, ponieważ on i Brazylijczyk Dudu przez wielu fachowców uważany są za najlepszą parę bocznych obrońców w ekstraklasie.

ŁKS, który w tym sezonie wrócił do ekstraklasy, postawił na doświadczenie. Para napastników - Saganowski i Marcin Mięciel ma w sumie 69 lat, a podstawowymi graczami są Michał Łabędzki, Marcin Kaczmarek, Sebastian Szałachowski czy Antoni Łukasiewicz. Młodość to bramkarz z Czarnogóry Pavle Velimirović czy urodzony w Polsce Ormianin Agwan Papikyan. Tego ostatniego na stadionie Widzewa jednak zabraknie, ponieważ został powołany do młodzieżowej reprezentacji Armenii.

Jak Michał Probierz może uratować swoją przyjaźń z kibicami Widzewa?

Ostatnie derby odbyły się w marcu 2010 roku na stadionie ŁKS. Wtedy jednak grę znów przyćmiły awantury chuliganów, którzy pobili się pod stadionem. Zamiast goli, telewizje pokazywały tłukących się kiboli czy podpalony przez nich budynek. Tak jak dziś na spotkanie nie zostali wpuszczeni kibice gości. Dlaczego? Bo oba łódzkie obiekty są w fatalnym stanie i nie można na nich zapewnić bezpieczeństwa. A derby bez kibiców drużyny przeciwnej są ułomne. Podkreślają to obecni trenerzy ŁKS i Widzew czy piłkarze. Zgadza się także Biernat, fan ŁKS: - Bez fanów rywala derby tracą smak - uważa poseł. Jego zdaniem nowych obiektach, jak w stolicy czy Gdańsku, kibice zachowują się lepiej. - Ładny stadion przez swoją estetykę łagodzi obyczaje. Mam nadzieję, że gdy za dwa lata w Łodzi taki powstanie, to i derby odzyskają swoją jakość - twierdzi Biernat.

Po raz pierwszy w 63-letniej historii derby Łodzi odbędą się w poniedziałek i będą transmitowane także za granicą (za pośrednictwem Eurosportu 2).. Piłkarze zapewniają, że będą walczyć. Oby tylko na tym się nie skończyło, bo jak mawia Orest Lenczyk: w piłkę się gra, a nie walczy. Pewne jest, że stadion Widzewa wypełni się po brzegi, to znaczy będzie na nim ok. 10 tys. ludzi.

Początek spotkania o godz. 18.30.

Matusiak, Szymkowiak, Danielewicz, Kłos - przypominamy bohaterów ostatnich derbów


Więcej o: