Michał Probierz i Dawid Piasecki - oni popsuli derby Łodzi

Trener ŁKS podczas meczu zmienia się z doktora Jekylla w mister Hyde'a. I niestety przesadza
Lubię Michała Probierza jako człowieka, szanuję za dokonania trenerskie. Ale podczas meczu zmienia się z doktora Jekylla w mister Hyde'a. Wczoraj jednak poważnie przesadził, i to bardzo...

Nigdy nie zrozumiem takiego postępowania jak podczas derbów. Probierz po prostu przekroczył granicę dobrego smaku. Zapomniał, że przez takie zachowanie, jakie pokazał na stadionie przy al. Piłsudskiego, dochodzi do zadym wśród kibiców. A to szkoleniowcy powinni dawać przykład, a nie prowokować kibiców.

Wiem, że w jego stylu prowadzenia drużyny jest wywieranie presji na arbitrach. Czasami trzeba jednak pomyśleć o konsekwencjach. Aż strach pomyśleć, co mogło się stać, gdyby na stadionie byli sympatycy ŁKS-u?

Rozumiem, że trener Probierz mógł być zdenerwowany fatalnym powitaniem przez widzewskich fanów, ale on nie jest jednym z nich. W czasie meczów o takiej temperaturze jak derby czy z Legią trzeba robić wszystko, żeby studzić nastroje. Niestety, były szkoleniowiec Widzewa, a obecnie lokalnego rywala, o tym zapomniał.

Owszem, dopiął swego, bo Piotr Grzelczak dostał czerwoną kartkę. Ale czy o to chodzi w sporcie? Gdzie jest zasada fair play? Futbol to nie jest wolna amerykanka, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone. Probierzowi po prostu zabrakło klasy. Szkoda, że widzieli to nie tylko ludzie w Polsce, ale i za granicą.

Miał szczęście, że trafił na słabego arbitra, jakim jest Dawid Piasecki. Lecz później niech nie narzeka, że jest krzywdzony przez innych słabych sędziów.

Nigdy nie wiedziałem, żeby w podobny sposób reagowali Alex Ferguson, Arsen Wenger czy Josep Guardiola, a także Franciszek Smuda, Ryszard Polak. Z pewnością wróci do domu z podniesioną głową, ale te trzy punkty nie będą smakować tak, jak powinny. Szkoda, bo to on i sędzia popsuli derby, które mogły być świętem, ale skończyły się niesmakiem.

Patrząc na wyczyny szkoleniowca ŁKS przypomniała mi się sytuacja z piłki ręcznej, kiedy w ostatnich sekundach przy wyniku remisowym zawodniczka biegła sama na bramkę rywalek. Wtedy na boisko wybiegł trener drużyny przeciwnej i ją zatrzymał. Cel osiągnął, bo jego zespół nie przegrał. Mam wrażenie, że Michał Probierz niebezpiecznie zbliża się do takiego zachowania... Szkoda.