Siatkarki Budowlanych miały meczbola, lecz dobyły tylko punkt

Dla łódzkich siatkarek mecze powinny rozpoczynać się przy wyniku 0:2. Drugi raz z rzędu udało im się odrobić stratę dwóch setów, ale tym razem nie zdobyły dwóch punktów. Choć były bardzo bliskie
Po pięciomiesięcznej przerwie PlusLiga Kobiet w końcu wróciła do hali sportowej przy ul. Skorupki. W środę po raz pierwszy łódzcy kibice mogli więc zobaczyć odmienioną drużynę Budowlanych. Zespół prowadzony przez Włocha Mauro Masacciego miał pokazać, że ostatnie zwycięstwo z PTPS-em (3:2) nie przypadkowe, a gładka porażka z Gwardią Wrocław tylko falstartem.

Na przeszkodzie w odniesieniu pierwszego zwycięstwa przed własną publicznością stanęła drużyna z Bydgoszczy, który dotychczas uchodziła za wygodnego rywala dla łodzianek. W zespole Pałacu wystąpiła Julia Szeluchina, była zawodniczka Budowlanych. Ukrainka z polskim paszportem znowu grała się na równym i wysokim poziomie. W pierwszej partii trzykrotnie zatrzymała blokiem ataki Budowlanych.

Inna sprawa, że od początku łodzianki wyglądały na spięte i nie zmuszały rywalki do popełniania błędów. W drużynie gospodyń znowu bardzo przeciętnie spisywała się rozgrywająca Ana Grbac.

Pierwszy set był zacięty, ale stał na bardzo niskim poziomie. Jego końcówka należała jednak do drużyny prowadzonej przez Rafała Gąsiora, a całą partię skutecznym atakiem zakończyła Patrycja Polak.

Druga odsłona spotkania była podobna, ale to zawodniczki z Bydgoszczy kontrolowały wydarzenia na boisku. Szybko odskoczyły od łodzianek (13:9), by za chwilę..., jak to często bywa w kobiecej siatkówce, przegrywać 13:14. Efektownym atakiem, który wyprowadził łodzianki na prowadzenie popisała się Karolina Kosek. Ale zaledwie kilka ciekawych akcji okazało się za mało, żeby powalczyć o wygranie tej partii. Gospodynie prowadzone przez Masacciego tak naprawdę nie robiły żadnej krzywdy zagrywką.

Łodzianki przegrywały więc już 0:2, co staje się już tradycją w tym sezonie. Ale znakiem rozpoznawczym Budowlanych staje się zapewnianie kibicom emocji i wychodzenie z wielkich opresji. Tak było w sobotę w Pile i wczoraj. W trzeciej partii łodzianki wzięły się do pracy. Przede wszystkim zaczęły lepiej serwować i blokować. Efektem była szybko uzyskana wysoka przewaga. Ambitne zawodniczki z Bydgoszczy co jakiś czas zbliżały się gospodyń i były nawet blisko wyrównania. Zdołały obronić dwie piłki setowe, ale trzeciej po uderzeniu Kosek nie dały już rady.

Kolejna partia w wykonaniu łodzianek, to niemal kopia czwartego seta rozgrywanego w Pile. Rozpędzone Budowlane nie dały żadnych szans rywalkom. Znakomitą zmianę dała Anita Kwiatkowska, a na środku nie do zatrzymania była Katarzyna Mróz.

Tie-breaka rewelacyjnie zaczęły gospodynie. Najpierw od dwóch mocnych uderzeń zaczęła punktować Belgijka Helene Rousseaux. Znakomicie zagrywała Marta Wójcik, która popisała się świetnym asem, dzięki czemu było już 5:0. Ale mylił się ten, kto pomyślał, że to już koniec emocji. Kobieta przecież zmienną jest...

Pałac postawił wszystko na jedną kartę i odrobił straty. Druga część piątego seta, to już walka punkt za punkt. Dzięki blokowi Katarzyny Mróz, byłej zawodniczki drużyny klubu z Bydgoszczy, łódzki zespół prowadził 12:10. Rywalki jednak błyskawicznie wyrównały i obroniły piłkę meczową. Niestety, po autowym ataku Katarzyny Brydy stanęły przed szansą na zdobycie dwóch punktów. I jej nie zmarnowały, bo spotkanie potężnym zbiciem zakończyła Adluz Martinez.

Organika - Pałac 2:3

Sety: 21:25, 19:25, 25:23, 25:14, 14:16

Organika: Grbac, Rousseaux, De Paula, Mirek, Kosek, Golec, Ciesielska (libero) oraz Wójcik, Mróz, Bryda, Kwiatkowska

PTPS: Mazurek, Martinez, Szeluchina, Czyżnielewska, Polak, Zemtsova, Kuehn-Jarek (libero) oraz Mucha, Krzywicka, Sosnowska