Sport.pl

Dlaczego Mariusz Wlazły jest nielubiany. Bo mówi prawdę

- Uwierzcie mi, że jeżeli gra w reprezentacji byłaby tylko zaszczytem i honorem, to na pewno bym w niej grał - napisał w oświadczeniu do kibiców Mariusz Wlazły, najlepszy polski atakujący
POLECAMY! Oświadczenie Mariusza Wlazłego. Gwiazda PGE Skry ujawnia, dlaczego nie chce grać w kadrze

Kapitan PGE Skry Bełchatów odmówił występów w reprezentacji Polski. Zapłacił za to ostracyzmem w siatkarskich halach. Podczas niedawnego meczu w Rzeszowie był wyzywany i wygwizdywany. Podobnie było już w poprzednim sezonie, choć niechęci nie było tyle co teraz. Przyczyn jest kilka, ale najważniejsza to właśnie rezygnacja z kadry. Mimo próśb Wlazły nie chciał podać powodów swojej decyzji. - Bez komentarza - odpowiadał na pytania o reprezentację. Wyjaśniał, że tak się umówił z szefami Polskiego Związku Piłki Siatkowej. - Dałem słowo i go dotrzymam. Chyba że prezesi złamią umowę - zaznaczył po spotkaniu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

Długo nie czekał. Prezes Mirosław Przedpełski w wywiadzie dla "Polski The Times" stwierdził: - Mariusz jest trudnym człowiekiem do rozmów i wydaje mi się, że nie da się wygrać z jego charakterem. Cały czas ma jakieś swoje żale, pretensje do wszystkich dookoła.

To przelało czarę goryczy. Wlazły opublikował oświadczenie, w którym ujawnia kulisy swojego rozstania z reprezentacją. Wylicza w nim, kiedy został przez działaczy oszukany, zlekceważony i potraktowany przedmiotowo. "(...) Gdyby nie Raul Lozano, który zażądał, by wysłać mnie na badanie do Barcelony, żadnej pomocy [od PZPS-u - przyp. red.] bym się nie doczekał. I to był ostatni raz, gdy związek mi pomógł. Działo się to po mistrzostwach Europy w 2007 roku, na których nie mogłem już zagrać. A to był czas, w którym zupełnie nie panowałem już nad własnym organizmem. Skurcze łapały mnie nawet po dziesięciu wyskokach (...). Tuż przed igrzyskami wybiłem sobie palec - lewy kciuk. Ten sam palec złamałem potem podczas igrzysk w Pekinie, w meczu z Serbią. Drugą połowę igrzysk, czyli trzy mecze, grałem na blokadach i nie miałem żadnej wątpliwości, że warto podjąć takie ryzyko. To chyba ostatecznie obala zarzuty, że nie chcę grać dla kadry lub że nie zależy mi na jej sukcesach. (...) Znając swoje wcześniejsze doświadczenia z kontuzjami w meczach kadry, postanowiłem zadbać o pełną dokumentację medyczną urazu z Pekinu. Gdy zadzwoniłem do PZPS, odesłano mnie do odpowiedzialnego za to Pana Marka Irka, który stwierdził, że nie może właśnie rozmawiać i oddzwoni następnego dnia. Nie mieliśmy kontaktu aż do spotkania w 2010 roku, czyli przez dwa lata. Podczas tego spotkania wraz z prezesem Przedpełskim rozmawialiśmy - żeby było śmieszniej, a może tragiczniej - o ubezpieczeniach. Po tym spotkaniu podszedłem do Pana Irka, przypominając sprawę kontuzji z Pekinu i naszej rozmowy. Odpowiedział, że kojarzy sprawę, pamięta i zadzwoni jutro. Nie zadzwonił do dziś" - pisze siatkarz PGE Skry. Przypomina, że gdy przez pół roku leczył kontuzję kolana, jedyny telefon ze związku dotyczył... odebrania mu stypendium.

Jak Przedpełski namawiał Wlazłego do powrotu do kadry

Wlazły wyjaśnia też ubiegłoroczną "aferę skarpetkową". Napisałem wówczas w "Gazecie", że reprezentanci Polski przygotowujący się do mistrzostw świata nie mają w czym trenować. Przypomina, że następnego dnia sprzęt się znalazł. "(...) Dlaczego piszę to wszystko? Bo zniszczono moje marzenia. Bo czuję się kopany i poniewierany niesłusznie (...). Działania Związku zrujnowały moje marzenia. Uwierzcie mi, że jeżeli gra w reprezentacji byłaby tylko zaszczytem i honorem, to na pewno bym w niej grał. Nie mam większych sportowych marzeń niż olimpijski medal, niż wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego z najwyższego stopnia podium. Niestety, coraz wyraźniej widzę, że nie będę miał możliwości tych marzeń zrealizować. I z pewnością nie jest to moja wina" - kończy.

Z pewnością Wlazły to najbardziej kontrowersyjny polski siatkarz. Kontrowersje nie wynikają jednak z jego gry czy zachowania na boisku, ale z tego, że ma odwagę mówić prawdę. Nawet niewygodną. Nie bał się poprosić trenera Lozano o zwolnienie z Ligi Światowej, żeby mógł wypocząć przed ważniejszymi imprezami. Gdy nie czuł się na siłach pojechać na mistrzostwa Europy, zrezygnował.

Na tle atakujących swojego formatu - Michajłowa, Połtawskiego, Miljkovicia czy Stanleya - bełchatowianin wygląda niczym chucherko. Chce więc dbać o swoje zdrowie, bo gra na tej pozycji wymaga największego wysiłku. Jak wielkiego, pokazuje przykład Bartosza Kurka. Młody skrzydłowy w tym sezonie w kadrze atakował tak często jak wcześniej Wlazły. Dlatego już ma problemy ze skurczami, choć przy kapitanie PGE Skry jest prawdziwym atletą.

Ci, którzy wyzywają i wygwizdują Wlazłego, wolą patrzeć na polską siatkówkę przez różowe okulary. Udawać, że nie ma problemów z terminowym wypłacaniem stypendiów, premii czy zwrotu kosztów. Nie wiedzą, że mistrzowie Europy z Izmiru od dwóch lat czekają na obiecane przez prezesa pamiątkowe zegarki. Już ponad dwa miesiące temu minął termin wypłaty premii za trzecie miejsce w ostatniej Lidze Światowej. Wlazły z czymś takim się nie godził, dlatego stał się wrogiem nr 1. Wrogiem działaczy i ślepo wierzących im kibiców.Pełny tekst oświadczenia Mariusza Wlazłego

Niesamowita metamorfoza Jana Tomaszewskiego. Stawia na Zbigniewa Bońka!


Więcej o: