Dwa mecze siatkarek Budowlanych Łódź. Pierwszy do połowy trzeciego seta, później drugi

To już nawet nie jest śmieszne. W trzecim kolejnym meczu drużyna Budowlanych przegrała dwa pierwszy sety, po czym odrobiła straty. Tym razem na tyle skutecznie, że zdobyła dwa punkty
Ciekawe, ile razy jeszcze łodziankom uda się taka sztuka. Bo sztuką jest przez pół meczu grać niczym zespół, który zebrał się pierwszy raz w dniu meczu, na dodatek jego zawodniczki są ciężko przestraszone. I nagle wszystko się zmienia: zagrywka staje się trudna, przyjęcie jest lepsze, ataki są skuteczne, dobrze działa blok i przede wszystkim obrona. Tego nie można nawet wytłumaczyć zmiennością kobiet.

Wydawało się, że koszmary z meczów z Gwardią Wrocław, PTPS-em Piła i Pałacem Bydgoszcz już nie powrócą, bo Budowlane zaczęły mecz ze Stalą Mielec nieźle. Mimo prowadzenia 19:16 czuć było jednak, że są bardzo zdenerwowane. Najlepiej było to widać po obronie - wpadały im w boisko piłki, które przy normalnym nastawieniu nie miały prawa. Wystarczyło, że mielczanki przebiły piłkę przez siatkę, by cieszyć się z punktu. Poza tym fatalnie rozgrywała Ana Grbac, co rusz wysyłając swoje koleżanki na podwójny blok, albo wystawiając bardzo niedokładnie.

Gdy gospodynie wyrównały (19:19), ręce łodzianek zaczęły trząść się jeszcze bardziej. Na nic zdała się skuteczność Heleny Rousseaux, bo Stal wygrała seta. Następnie łatwo drugiego i prawie trzeciego, bo prowadziła już 21:14. Trener Mauro Masacci nie zdecydował się zdjąć z boiska Grbac, ale wprowadził Anitę Kwiatkowską, byłą mielczankę. I to ona w końcówce poderwała swoją obecną drużynę do walki. Wsparła w ataku Rousseaux, a Katarzyna Ciesielska i Karolina Kosek opanowały drżenie rąk i zaczęły dobrze przyjmować zagrywkę. Łodzianki obroniły dwie piłki meczowe - Kwiatkowska najpierw zdobyła punkt po zbiciu, a następnie zablokowała Ritę Liliom. I zamiast wygranej Stali za trzy punkty, był remis 24:24. Gospodynie miały jeszcze jedną szansę na zwycięstwo, ale znów nie zdołały zatrzymać łódzkiej atakującej.

Mariusz Wlazły: - Czuję się kopany i poniewierany przez PZPS


Od tego czasu mecz wyglądał tak samo jak w drugim secie. Z tym, że odwróciły się role, bo to przyjezdne dominowały zdecydowanie. Grbac pokazywała, że potrafi precyzyjnie rozgrywać, ataki zaczęły kończyć środkowe, Ciesielska przyjmowała i broniła na swoim normalnym poziomie. Tylko jedno się nie zmieniło - Katarzyna Mróz przez cały czas kapitalnie spisywała się w bloku (w sumie osiem punktów).

Dominacja Budowlanych trwała także w tie-breaku. Ale podopieczne trenera Masacciego nie byłyby sobą, gdyby spokojnie wygrały. Prowadziły 13:6 i... stanęły, tracąc pięć punktów z rzędu. Na nic zdawały się czasy brane przez Włocha. Przyjęcie zagrywki znikło, Grbac zaczęła grać jak w dwóch pierwszych partiach. Na szczęście Rousseaux przebiła się przez blok, a następnie razem z Luaną de Paulą zablokowały Małgorzatę Sadowską. W nagrodę Belgijka dostała nagrodę dla MVP spotkania.

Ale jeśli Budowlani dalej będą fundować wszystkim takie horrory, to serce trenera, szefów klubu i kibiców mogą tego nie wytrzymać. W czwartek o godz. 19 zmierzą się w Łodzi z AZS-em Białystok. Na razie z pięcioma punktami zajmują siódme miejsce.

Stal - Budowlani 2:3

Sety: 25:23, 25:18, 25:27, 18:25, 11:15

Stal: Szymańska 8, Babicz 7, Pycia 11, Kociova 17, Liliom 14, Pykosz 18, Wojtowicz (libero) oraz Sadowska 8, Kandora, Wilczyńska

Budowlani: Grbac 7, Rousseaux 19, Mróz 14, Mirek 4, Kosek 14, de Paula 6, Ciesielska (libero) oraz Bryda, Wójcik, Kwiatkowska, Koczorowska