Sport.pl

Jacek Nawrocki: To najważniejszy mecz PGE Skry w tym roku

- Nie ma sensu mówić tylko o tych słabszych elementach, bo wtedy będziemy tylko rozdrapywać rany. Trzeba spojrzeć pozytywnie i poszukać swojego rytmu - uważa trener siedmiokrotnych mistrzów Polski
Jarosław Bińczyk: To najważniejszy mecz PGE Skry w pierwszej fazie sezonu?

Jacek Nawrocki: Myślę, że tak. Najważniejszy, ponieważ jego wygranie pozwoli spokojnie patrzeć na dalszą część rozgrywek grupowych, a co za tym idzie, da możliwość dysponowania całą kadrą. To ważne, bo po przerwie na Puchar Świata grania będzie bardzo dużo.

Chodzi o to, by najbardziej eksploatowanym zawodnikom na przykład dać wolne?

- Później będzie nasilenie spotkań w PlusLidze, Lidze Mistrzów, Pucharze Polski. Dzięki temu meczowi możemy już teraz uspokoić sytuację w grupie. Jeśli oczywiście wygramy.

Oglądał pan już jakieś mecze Tours?

- Tak. To drużyna francuska, ale bez żadnego Francuza w podstawowej szóstce. Podstawowe role odgrywają w niej zawodnicy zagraniczni. Myślę, że to zespół, który po odejściu lidera, jakim był Eearvin Ngapeth [reprezentant Francji, przeszedł do włoskiego Cuneo - przyp. red.], utrzymał poziom i siłę. Stałość składu to atut Tours. Tacy zawodnicy jak Terzić, Redwitz, Konecny w ataku stanowią o sile drużyny. Jest jeszcze jeden z najlepszych, w mojej opinii, libero na świecie, czyli Argentyńczyk Alexis Gonzalez. Pamiętamy go dobrze z poprzednich edycji Ligi Mistrzów, bo grał przeciw nam w Majorce i Dynamie Moskwa. Tours może zrobić dobry wynik nie tylko w grupie, ale w całej Lidze Mistrzów. Solidnie grający, popełniający małą liczbę błędów, z mocną zagrywką.

W reprezentacji Serbii na mistrzostwach Europy Terzić wchodził właśnie na zagrywkę.

- Tak, podobnie jak David Konecny w kadrze Czech. Nasz rywal bardzo dobrze zaczął rozgrywki w lidze, choć ostatnio przegrał mecz. Ze statystyk wynika, że słabiej wypadł atakujący Konecny, co od razu odbiło się na grze całej drużyny.

Ale przy wszystkich zaletach Tours PGE Skra nie powinna się go bać.

- Oczywiście, ale trzeba podkreślić solidną grę prezentowaną przez naszych przeciwników. Pokazał to łatwo wygrany mecz z Lublaną w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów. David Konecny w ataku miał w nim 67 proc. skuteczności.

W spotkaniu ze Słoweńcami siatkarze Tours bardzo dobrze przyjmowali zagrywkę.

- To zasługa Gonzaleza, który nie boi się brać odpowiedzialności za siebie i kolegów. Terzić to też dobry zawodnik pod tym względem, a Cala nie mylił się, bo miał mało boiska do pokrycia w odbiorze. Widać więc, że Tours ma zawodników solidnych, sprawdzonych, a atutem zespołu jest niewielka rotacja w porównaniu z poprzednim rokiem.

Odszedł jednak lider, jakim był Ngapeth.

- Owszem, był liderem, ale z reguły robił tyle samo dobrego, co i złego. Nie wiem, czy to jest osłabienie...

Przejdźmy do ważniejszych rzeczy, jak postawa pańskich podopiecznych. Nie niepokoi się pan falującą formą zespołu?

- Zawsze są powody do niepokoju, gdy zespół gra nierówno. Obawa jakaś na pewno jest. Jedyne, co teraz możemy zrobić, to pracować, by polepszyć naszą grę. Jakiekolwiek inne nerwowe ruchy nie pomogą, tym bardziej że jeszcze dwa, trzy mecze i będzie miesiąc przerwy.

Dużo ruchów kadrowych nie może pan zrobić, bo nie wszyscy siatkarze są zdrowi.

- W ostatnim tygodniu nasza sytuacja bardzo się poprawiła, bo wreszcie mamy wszystkich do treningów. To wiele zmieniło, bo parę rzeczy poszło do przodu. Oczywiście dla Michała Winiarskiego gra z usztywnieniem na ręce nie będzie wygodna [ma złamany palec lewej ręki - przyp. red.]. Za to Bartek Kurek już okrzepł i przyzwyczaił się do grania klubowego. Mimo przeciążenia jego organizmu to już naprawdę nieźle wygląda. Należą mu się słowa uznania. Problemem jest niższa skuteczność w pierwszym ataku po przyjęciu. Popełniamy za dużo błędów i często nie wykorzystujemy wszystkich atutów.

W poprzednim sezonie atutem PGE Skry były właśnie wysoka skuteczność w ataku, zagrywka i przyjęcie. W tym byliście najlepsi w PlusLidze. Teraz to wszystko jest na średnim poziomie.

- Dlatego robimy wszystko, by to poprawić. Nie ma sensu mówić tylko o tych słabszych elementach, bo wtedy będziemy tylko rozdrapywać rany. Trzeba spojrzeć pozytywnie i poszukać swojego rytmu.

Przed sezonem PGE Skra sprowadziła czterech nowych zawodników, a żaden z nich nie gra w podstawowej szóstce. Można wam zarzucić chybione transfery.

- Polityka kadrowa naszego klubu polega na stabilności. Części zawodników skończyły się kontrakty i to jest pierwsza rzecz decydująca o zmianach. W Bełchatowie przede wszystkim dba się o komfort siatkarzy, co uspokaja atmosferę. Jeśli chodzi o nowych, to uważam, że sporo wnoszą do naszej drużyny. Na razie w treningu, bo nie jest łatwo przebić się przez szóstkę ludzi, którzy grali z sobą przez ostatnie dwa lata...

I bardzo dużo wygrali, prawie wszystko...

- Jeśli ktoś uważa, że trzeba wzmocnić skrzydło, to zapytam: kogo ściągnąć za Kurka?

Mówiąc o nowych w podstawowej szóstce, miałem na myśli Wytze Kooistrę, środkowego z najlepszymi statystykami w ataku w lidze włoskiej. Atanasijević i Cupković to uzupełnienia składu, choć bardzo perspektywiczne.

- Obecnie Możdżonek i Pliński grają bardzo dobrze i pozostałym środkowym ciężko podjąć z nimi rywalizację. To dwa najsolidniejsze punkty naszego zespołu. Sportowo wygrywają rywalizację z Kooistrą. On dalej pokazuje wielki potencjał i z niego też skorzystamy. Ale gdy graliśmy w przyjęciu bez Winiarskiego, Bąkiewicza czy Milczarka, gra środkiem absolutnie nie wchodzi w rachubę. Ważny jest blok, a w nim Możdżonek i Pliński są zdecydowanie silniejsi od Holendra. Karol Kłos też nie jest słabszy. Różnice między tymi zawodnikami są tak minimalne, że mam duży dylemat, kto ma być w dwunastce na mecz, a kto poza nią. Z pewnością Wytze Kooistra będzie dużo grał w Lidze Mistrzów, gdzie nie mamy ograniczeń w liczbie obcokrajowców.

W meczu z AZS-em Politechniką Warszawa zabrakło Pawła Zatorskiego. Czy będzie mógł zagrać przeciwko Tours VB?

- Paweł z soboty na niedzielę miał dolegliwości jelitowe. Odesłaliśmy go więc do domu. Miał w szpitalu kroplówki i z dnia na dzień powinno być lepiej. W razie czego jest jeszcze Michał Bąkiewicz, który w Warszawie spisał się świetnie.

* Jacek Nawrocki już trzeci sezon jest pierwszym trenerem PGE Skry. Zdobył z nią dwa mistrzostwa Polski, Pucha Polski i dwa klubowe wicemistrzostwa świata

Mariusz Wlazły: - Czuję się kopany i poniewierany przez PZPS