Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Horror w Kielcach. PGE GKS Bełchatów ratuje remis w 92. minucie

Choć piłkarze z Bełchatowa przez ponad godzinę grali z przewagą jednego zawodnika, to tylko zremisowali z Koroną Kielce.
Podobno siłę drużyny poznaje się po jej wynikach na wyjazdach. Jeśli to prawda, to PGE GKS potentatem nie jest, bo od 14 miesięcy wygrywa tylko w Bełchatowie. Ostatnio jednak wiedzie mu się coraz lepiej, o czym świadczy choćby pechowa porażka w Białymstoku. Jagiellonia strzeliła jedynego gola ze spalonego, a wcześniej sędzia nie podyktował jedenastki dla PGE GKS.

Później jednak podopieczni trenera Kamila Kieresia pewnie pokonali Zagłębie Lubin, co dawało powody do optymizmu przed spotkaniem w Kielcach. Był on jeszcze większy, gdy spojrzało się na statystyki Korony, która przegrała trzy mecze z rzędu. Ostatnio bogatszy o trzy punkty wyjechał z jej stadionu ŁKS.

Ale bardzo szybko okazało się, że o przełamanie fatalnej passy będzie bardzo trudno, bo bardziej zmotywowani wyszli na boisko gospodarze. Już w 11. min Łukasz Sapela z najwyższym trudem obronił strzał Macieja Korzyma. Cztery minuty później musiał wyciągać piłkę z siatki po dośrodkowaniu z wolnego Aleksandara Vukovicia i główce Pavola Stano.

W 27. min miało miejsce wydarzenie, które powinno odmienić losu pojedynku. Grzegorz Lech brutalnie sfaulował Miroslava Bożoka. W obronie kolegi stanął Kamil Kosowski i na boisku - jak to bywa w meczach Korony - doszło do awantury. Sędzia przeczekał zamieszanie, po czym pokazał żółte kartki Lechowi, Kosowskiemu i Jackowi Kiełbowi. Dla tego ostatniego była to już druga kartka, więc musiał zejść z boiska.

Jednak bełchatowianie bardzo długo nie potrafili tego wykorzystać. Mało tego, stracili drugiego gola po kapitalnym uderzeniu Tomasza Lisowskiego z rzutu wolnego. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. Nie popisał się Sapela, który interweniował jakoś niemrawo.

Po przerwie trener Kamil Kiereś postawił wszystko na jedną kartę i szybko wprowadził na boisko dwóch dodatkowych napastników. Ale to kielczanie szybciej stworzyli sobie okazje. Trzy kapitalne szanse zmarnował Michał Zieliński, który przegrał pojedynki z Sapelą. O ile w pierwszej połowie bramkarz PGE GKS mógł interweniować lepiej, to w drugiej spisywał się wyśmienicie. I to on dał kolegom możliwość odrobienia strat.

Trwało to długo, ale w końcu się udało. Przewaga gości rosła z minuty na minutę. Sygnał do ataku dał Dawid Nowak, który jednak zmarnował świetną szansę. W 62. min Paweł Buzała trafił w poprzeczkę. To zaczęło wymianę ciosów. Bliski podwyższenia wyniku był Stano, ale z bliska nie trafił w bramkę, chwilę wcześnie jego rodak Bożok o pięknym rajdzie kopnął za wysoko. Wreszcie jednak udało się Tomaszowi Wróblowi, który w zamieszaniu skierował piłkę do bramki. Dwie minuty później Zbigniew Małkowski rewelacyjną paradą zapobiegł wyrównaniu po uderzeniu Marcina Żewłakowa.

Bełchatowianie nie rezygnowali, a nagrody doczekali się w doliczonym czasie gry. Po rzucie rożnym Maciej Mysiak wepchnął piłkę do bramki, załamując kibiców i piłkarzy Korony.

Korona - PGE GKS 2:2 (2:0)

Gole: Stano 15., Lisowski 45.+3 - Wróbel 74., Mysiak 90. +2

Korona: Małkowski - Kijanskas, Stano Ż, Hernani, Lisowski - Kiełb Ż, Cz, Kiercz, Vuković Ż, Sobolewski (87. Cichos) - Lech Ż (46. Zieliński) - Korzym (64. Kal)

PGE GKS: Sapela Ż - Modelski, Szmatiuk, Lacić, Tanevski (69. Mysiak) - Fonfara (46. Żewłakow), Baran - Wróbel, Bożok, Kosowski Ż (59. Buzała Ż) - Nowak

Sędziował Daniel Stefański z Bydgoszczy

Więcej o: