PlusLiga Kobiet. Budowlane przegrały z gigantem ligi

Siatkarki Budowlanych znowu zaczęły grać na wysokim poziomie dopiero od trzeciego seta, ale tym razem rywal był za silny, żeby mecz zakończył się dla łodzianek happy endem
POLECAMY! Marcin Gortat: "Zazwyczaj krytykują mnie internetowi kretyni

Główny faworyt do mistrzostwa Polski ze światowymi gwiazdami przyciągnął do łódzkiej hali sportowej około 3 tys. kibiców. To najwyższa frekwencja w tym sezonie na meczu Budowlanych. Podobny wynik odnotowano w poprzednich rozgrywkach, także podczas spotkania z drużyną z Sopotu. Wtedy po zaciętej pięciosetowej walce łodzianki okazały się nieznacznie gorsze od Atomu i przegrały 2:3.

Nic dziwnego, że fani znowu oczekiwali wielkich emocji. Początek meczu jednak wcale na to nie wskazywał. Siatkarki prowadzone przez Mauro Masacciego zaczęły grę zbyt spięte, a sopocianki to skutecznie wykorzystywały. Najbardziej widać to było po Karolinie Kosek, która została zablokowana dwa razy z rzędu. Później było na szczęście znacznie lepiej.

Niestety, gospodynie znowu popełniały podobne błędy jak w ostatnim meczu z Muszynianką. Po raz kolejny zawodziły w przyjęciu, ale przede wszystkim widać było, że Budowlane bały się podjąć ryzyko w pojedynku z dużo silniejszym rywalem.

Drużyna Alessandro Chiapiniego szybko odskoczyła na kilka punktów i wypracowanej przewagi nie oddała już do końca seta. Ostatnie nadzieje na szczęśliwe zakończenie partii prysły, kiedy na zagrywkę weszła Małgorzata Kożuch. Po serwisach Niemki Atom zdobył aż sześć punktów z rzędu. W sopockiej drużynie, gdzie każda rezerwowa zawodniczka miałaby pewne miejsce w pierwszej szóstce Budowlanych, trudno było szukać słabych punktów. Łodzianki miały ogromne problemy z zatrzymaniem rewelacyjnej Turczynki Neriman Ozsoy, najlepszej atakującej PlusLigi.

Najlepsza w drużynie Budowlanych była niezwykle waleczna Helene Rousseaux. Rewelacyjna belgijska przyjmująca nie miała jednak odpowiedniego wsparcia.

W drugiej partii kibice znowu oglądali jednostronny pojedynek. Łodzianki grały za miękko, nie ryzykowały zagrywką oraz wstrzymywały ręce przy atakach. Poza tym po kilku niezłych akcjach zdarzały im się dłuższe przestoje. Słabszy mecz rozgrywała także Joanna Mirek, która nie stwarzała żadnego zagrożenia na prawym ataku. Wcześniej najbardziej doświadczona zawodniczka łódzkiej drużyny najlepsze spotkania rozgrywała właśnie podczas meczów z Atomem. Masacci zdecydowanie za długo trzymał ją na boisku.

Ale jednego Budowlanym odmówić nie można było - waleczności. Zespół prowadzony przez włoskiego trenera w tym sezonie dokonywał już cudów i w niesamowitym stylu odmieniał losy przegranego meczu. Po przegranych dwóch setach łodzianki znowu rzuciły wszystko na jedną szalę i ruszyły w pogoń za Atomem. Dzięki atakowi Rousseaux i błędzie rywalek Budowlane po raz pierwszy wyszły na prowadzenie 2:1. Później w swoim stylu zafundowały kibicom prawdziwy horror. Łodzianki miały już piłkę setową, której w fatalny sposób nie wykorzystały. Na szczęście drugiego setbola skończyła genialna Rousseaux. Chwilę wcześniej kibice obejrzeli niecodzienną sytuację - piłka po zagrywce Katarzyny Brydy przeleciała... pod siatką.

Po zwycięstwie trzeciego seta odżyły nadzieje na sprawienie sensacji, jaką byłoby zwycięstwo z Atomem. Na czwartą partię sopocianki wyszły jednak zdecydowanie bardziej skoncentrowane i od początku partii zaczęły uzyskiwać wysoką przewagę. Łodzianki mimo że przegrywały, to i tak spisywały się o wiele lepiej niż w dwóch pierwszych setach. Może gdyby wszystkie zawodniczki Budowlanych od początku meczu grały z taką wolą walki jak Rousseaux, to wynik byłby inny...

Nagrodę MVP meczu otrzymała Turczynka Ozsoy.

Budowlani - Atom Trefl 1:3

Sety: 18:25, 19:25, 27:25, 17:25

Budowlani: Wójcik, Rousseaux, Mróz, Mirek, Kosek, Golec, Ciesielska (libero) oraz Grbac, Bryda, Mikołajewska, Kwiatkowska, De Paula.

Atom: Wilk, Ozsoy, Ssuchke-Voigt, Kożuch, Sieczka, Navarro-Fernander, Maj (libero) oraz Bełcik, Saad, Świeniewicz, Konieczna.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]