T-Mobile Ekstraklasa. Dramat PGE GKS w Krakowie. Wrócił koszmar minionej jesieni!

Dla piłkarzy PGE GKS Bełchatów stadion Cracovii jest pewnie najbardziej znienawidzonym obiektem w ekstraklasie. Po raz drugi z rzędu przegrali na nim w fatalnym stylu.
POLECAMY! 90 minut tortut. Czy to wciąż piłka nożna?

W Krakowie PGE GKS miał do zrealizowania trzy cele. Po pierwsze, wygrać i zapewnić sobie komfortową pozycję w środku tabeli. Po drugie, przełamać fatalną passę bez zwycięstwa na obcym boiskach, która ciągnie się od ponad roku. Po trzecie zaś, zmazać plamę z ubiegłego roku, kiedy na stadionie przy ul. Kałuży bełchatowianie prowadzili już 2:0, ale w ostatnich pięciu minutach stracili aż trzy gole.

Ale już w 5. min meczu nadzieje na korzystny wynik PGE GKS znacznie zmalały. Pierwszy strzał w wykonaniu gospodarzy zakończył się dla nich golem. Rzut rożny wykonywał Aleksander Suvorov, piłka trafiła pod nogi Mateusza Żytki, a ten najbliższej odległości pokonał Łukasza Sapelę. Błąd popełnił Grzegorz Baran, który stał najbliżej strzelca gola.

Po objęciu prowadzenia Cracovia miała zdecydowaną przewagę. Niemal co chwila stwarzała groźne okazje, mimo że w pierwszym składzie brakowało dwóch czołowych zawodników: Saidiego Ntibazonkizy i Mateusza Bartczaka.

W 30. min powinno być 2:0 dla gospodarzy. Aleksiej Viśniakovs otrzymał znakomite podanie z głębi pola, ale w sytuacji sam na sam z Sapelą stracił kontrolę nad piłką i zmarnował świetną okazję. Tuż przed końcem pierwszej części gry równie dobrej okazji nie wykorzystał Andrzej Niedzielan. Niepilnowany przez obrońców zdecydował się na uderzenie z woleja sprzed pola karnego, ale piłka minimalnie minęła słupek.

W drugiej połowie po kolejnych ostrzeżeniach ze strony Cracovii, bełchatowianie zabrali się do pracy i w końcu zaczęli grać znacznie lepiej. Jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy był Kamil Kosowski, który po karze za żółte kartki wrócił do podstawowego składu. W 60. min po dośrodkowaniu byłego reprezentanta Polski bełchatowianie doprowadzili do wyrównania. Pecha miał Milos Kosanović, który głową skierował piłkę do własnej bramki.

Siedem minut później Kosowski znowu świetnie zagrał, tym razem do Dawida Nowaka, który po strzale głową trafił w słupek. Napastnik PGE GKS miał jeszcze kilka niezłych sytuacji, w których mógł wpisać się na listę strzelców. 27-letni napastnik znajduje się jednak w słabej formie, a rundę jesienną już dawno spisał na straty.

Kiedy wszystko wskazywało na to, że spotkanie zakończy się remisem, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Baran w bezmyślny sposób sfaulował Viśniakovsa tuż przed polem karnym. Rzut wolny perfekcyjnie wykonał Vladimir Boljević, który zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Czarnogórzec z radości zdjął koszulkę, za co został ukarany drugą żółtą i czerwoną kartką. Chwilę po strzelonym golu sędzia Robert Małek zakończył spotkanie.

Historia zatoczyła koło. Stadion Cracovii jest pewnie najbardziej znienawidzonym obiektem przez piłkarzy PGE GKS. W ubiegłym roku również w ostatniej minucie przegrali spotkanie w fatalnym stylu. W dodatku bełchatowianie znowu udowodnili, że nie potrafią grać na wyjazdach.

Najśmieszniejsze, najdziwniejsze i najbardziej brutalne walki MMA w historii [WIDEO]