W Łodzi tenis to sport zimowy. W hali AZS tylko 7 stopni Celsjusza. "Tam nie da się grać!"

Podczas zakończonego niedawno turnieju Australian Open tenisiści narzekali na ogromny upał. Za to w Łodzi, na kortach w hali AZS-u, zawodnicy marzną na kość. I to kolejny rok z rzędu
Pani Anna Kuliś w hali AZS przy ul. Lumumby gra od dziesięciu lat. - Z jednej strony z sentymentu, bo tutaj studiowałam, z drugiej z wygody, bo obiekt jest blisko centrum - opowiada. Już podjęła jednak decyzję, że od lutego przestaje grać w tenisa na AZS-ie. - Dłużej już nie dam rady - mówi "Gazecie". - W hali jest przeraźliwie zimno, termometr pokazuje nawet 9 stopni. W takich warunkach nie da się grać. A na korty przychodzą też dzieci i muszą biegać w czapkach i szalikach.

O problemie pisaliśmy już rok temu, wtedy tenisiści też marzli na kość. Ale w AZS-ie zmieniły się władze i pojawiała się nadzieja, że w hali w końcu będzie ciepło. - A właśnie, że nic się nie zmieniło - dodaje Kuliś.

Sprawdziliśmy - w czwartek termometr zawieszony w hali, tuż przy kortach, wskazywał 9 stopni Celsjusza. - Optymalna temperatura do gry w hali to 15, 16 stopni - mówi jeden z pracowników AZS.

Jego przełożeni zapewne są tego samego zdania. Na początku roku na drzwiach hali powiesili kartkę z informacją, że postarają się, by na kortach było ciepło od 10 stycznia. Teraz wisi też nowa, z nową datą - 1 lutego. Z dopiskiem, że ze względu na niską temperaturę obniżona zostanie cena za grę, o 40 proc. Normalnie godzina na kortach AZS-u kosztuje od 35 zł wzwyż. Ale nic za darmo - światło włączone będzie dopiero od godz. 15. Gdy na dworze jest szarówka, włączone lampy się przydają.

Józef Pawicki, sekretarz AZS, tłumaczy, że problemy w hali wzięły się z problemów finansowych związku. - Obiekt ogrzewany jest olejem opałowym, którego cena za litr wynosi prawie cztery i pół złotego. Obliczyliśmy, że przy obecnych mrozach, ogrzanie hali, tak aby temperatura wynosiła około 15 stopni Celsjusza, to wydatek około 40 tys. zł miesięcznie. To jest dla nas niewyobrażalna kwota. Nie stać nas na to - przyznaje Pawicki. I dodaje, że najlepiej byłoby wymienić cały system grzewczy na nowy. - Ale to jeszcze większy wydatek - mówi.

Anna Kuliś i inni tenisiści amatorzy w kolejne obietnice kolejnych już władz AZS-u już raczej nie wierzą. - Podają nowe terminy, obiecują, że będzie ciepło, a w hali jak zimno było, tak jest. I to kolejny już rok - mówią. Kuliś: - Ja mam dosyć. Podjęłam decyzję, że od lutego już na kortach AZS nie gram. Po dziesięciu latach...

Niewykluczone jednak, że i tak nie miałaby wyjścia. - Zastanawiamy się, czy do końca miesiąca nie zamknąć hali - przyznaje Pawicki. - Rozumiem zdenerwowanie zawodników, że nie chcą dłużej grać w takich warunkach. W styczniu zapewnialiśmy, że w hali będzie cieplej, ale niestety, nie udało nam się zebrać pieniędzy. Oczywiście bardzo przepraszamy wszystkich za tą sytuację.

Niewykluczone jednak, że na samych przeprosinach się nie skończy. Tenisiści zastanawiają się, czy sprawy nie zgłosić do Państwowej Inspekcji Pracy. Według przepisów, pracujący w tego typu obiektach powinni mieć zapewnioną temperaturę nie niższą niż 14 stopni Celsjusza. Wtedy szefowie AZS-u będą się musieli gęsto tłumaczyć.