Budowlani pokonali Arkę w hicie ekstraligi. Łodzianie uratowani w ostatnim kwadransie

Przez większość hitowego spotkania pomiędzy Budowlanymi i Arką przewagę mieli goście. Dzięki fantastycznej końcówce ze zwycięstwa mogli cieszyć się jednak łodzianie, którzy tym samym niemal zapewnili sobie pierwsze miejsce na koniec sezonu zasadniczego.
Na inaugurację 2012 roku Blachy Pruszyński Budowlani, którzy jesienią wygrali wszystkie osiem spotkań, zmierzyli się z drugą w tabeli Arką. Klasa rywala, stawka meczu (zwycięstwo niemal zagwarantowałoby łodzian pierwsze miejsce na koniec sezonu zasadniczego), piękna pogoda i blisko pięć miesięcy przerwy w rozgrywkach, sprawiły, że na stadionie przy ul. Górniczej zasiadło grubo ponad trzy tysiące spragnionych rugby kibiców.

Ku ich zaskoczeniu pierwsze punkty w meczu zdobyli jednak gdynianie, którzy już w pierwszej minucie wykorzystali rzut karny. Przez kolejne minuty żadna z drużyn nie potrafiła przycisnąć rywala i w efekcie oglądaliśmy mało ciekawe spotkanie. Gospodarze przełamali się w 10 min, gdy również z rzutu karnego (blisko z połowy) między słupy trafił Teimuraz Sokhadze. Na pierwszą ciekawszą akcję trzeba było czekać do 16 min., gdy najpierw Merab Gabunia, a później Sokhadze przebiegli z piłką kilkadziesiąt metrów. Efektem był kolejny rzut karny dla Budowlanych, który na punkty ponownie zamienił gruziński kopacz.

W kolejnych minutach zdobycia punktów była Arka. W jednej z akcji goście byli od metr od pola punktowego, ale ich próba przeciśnięcia się przez obronę łodzian skończyła się błędem. Po pół godzinie gdynianie dopięli jednak swego, wykorzystali rzut karny, a na tablicy wyników ponownie pojawił się remis, który utrzymał się już do końca pierwszej połowy.

Druga część gry zaczęła się najgorzej jak mogła, bo od przyłożenia Arki. Jego autorem był Siergiej Garkawyj, który wykończył bardzo ładną akcję lewym skrzydłem. Chwilę później Tomasz Stępień został ukarany żółtą kartką i na 10 min. musiał opuścić boisko, a gdynianie wykorzystali podwyższenie i prowadzili 13:6. Mając w pamięci pierwszą połowę, gdy więcej z gry mieli goście, można było zacząć się martwić o końcowy wynik.

Gospodarze próbowali odrobić straty, ale ich akcje były szarpane i mało składne. Brakowało i dobrego rozegrania, i zawodników, którzy przebiegliby z piłką przynajmniej kilkanaście metrów (wyjątkiem był Merab Gabunia). Bardzo dużo było za to błędów. Po jednym z nich Arka miała kolejny rzut karny, ale Beka Tsiklauri tym razem się pomylił. Minutę później Gruzin mógł się zrehabilitować, ale znów uderzył obok słupa. Gdyby obie próby zakończyły się punktami, przewaga Arki wynosiłaby już 13 punktów. Tak się jednak nie stało, dzięki czemu gospodarzy dzieliła od rywali wciąż tylko jedna siedmiopunktowa akcja.

Budowlanym odrabiania strat nie ułatwiali sędziowie, którzy wyraźnie się pogubili i zaczęli podejmować kompletnie niezrozumiałe decyzje. Pretensje mogli mieć jednak przede wszystkim do siebie, ponieważ w niczym nie przypominali drużyny, która jesienią zgarnęła komplet punktów.

Na szczęście w końcówce gospodarze zachowali więcej sił, a trener Mirosław Żórawski przeprowadził kilka udanych zmian. W efekcie w 68 min. niesieni dopingiem kibiców Budowlani przepchnęli się na pole punktowe rywali i zdobyli wreszcie długo oczekiwane przyłożenie, Chwilę później podwyższenie Sokhadze dało gospodarzom wyrównanie. Do końca meczu pozostawało nieco ponad 10 minut i sprawa wyniku wciąż była otwarta.

Na kilka minut przed końcem kibice mogli mieć jeszcze większe powody do zadowolenia. W 77 min. po zaskakująco rozegranym aucie łodzianie błyskawicznie wbiegli na pole punktowe Arki i znów wyszli na prowadzenie. Po kolejnym udanym podwyższeniu Sokhadze Budowlani prowadzili już 20:13 i byli o krok od odniesienia niezwykle ważnego zwycięstwa. Rywale do końca próbowali odrobić straty, ale ich próby rozbijały się na niezwykle szczelnej obronie gospodarzy, która wytrzymała napór do ostatniej sekundy.

Ostatecznie choć na przekroju całego meczu zdecydowanie lepiej zaprezentowała się Arka, to jednak dzięki kapitalnemu ostatniemu kwadransowi Budowlani mogli się cieszyć z niezwykle cennej wygranej. Dzięki zwycięstwu wicemistrzowie Polski są już niemal pewni zajęcia pierwszego miejsca na koniec sezonu zasadniczego. A jeszcze 15 minut przed końcem wszystko wyglądało zupełnie inaczej...

Budowlani - Arka 20:13 (6:6)

Punkty dla Budowlanych: Sokhadze 10, Grabowski, M. Fortuna po 5

Budowlani: Królikowski, Szyburski, Grabski, Karpiński, Guguszwili, Michał Mirosz, W. Grabowski, Gabunia, Żórawski, Sokhadze, Matyjak, Dułka, Kaniowski, Kozakiewicz, Stępień. Zagrali również: Grodecki, Marek Mirosz, Ignaczak, Skwarciak, Rydzyński

Niezwykła prezentacja Budowlanych. Zobacz przystojnych rugbistów w basenie... i na zjeżdżalni [ZDJĘCIA + WIDEO]