ŁKS i Widzew mogą mieć kłopot z licencją. Przez długi wobec piłkarzy

Nie wszyscy piłkarze Widzewa i ŁKS zgodzili się podpisać z klubami ugody. Przeciwni są m.in. Dudu, Bruno Pinheiro czy Marcin MIęciel
W sobotę minął termin składania wniosków licencyjnych przez drużyny z ekstraklasy. Widzew i ŁKS zrobiły to ostatniego dnia. "Nad przygotowaniem wniosku licencyjnego pracowało przez ostatnich kilka tygodni wiele osób i zapewniam, że został on przygotowany bardzo profesjonalnie. Teraz czekamy na decyzję PZPN" - napisał w oświadczeniu Andrzej Voigt, prezes klubu z al. Unii. Już wcześniej ŁKS poinformował o podpisaniu porozumień z piłkarzami, ZUS-em i urzędem skarbowym.

Przypomnijmy, że w lutym właściciele spółki zapowiedzieli złożenie wniosku o upadłość, bowiem część piłkarzy nie zgodziła się na rozłożenie zaległości na raty. Kryzys udało się opanować, mocno zmniejszyć koszty utrzymania drużyny. Mimo to większość rywali w walce o utrzymanie ma nadzieję, w wręcz jest przekonana, że tak jak w 2009 roku wniosek ŁKS-u zostanie odrzucony.

Voigt jest optymistą, jednak złożenie wniosku z terminie nie oznacza, że jest w nim wszystko, czego potrzeba do pozytywnej decyzji o licencji. Zapewne znów problemem będzie stadion, ale większy kłopot mogą sprawić długi wobec piłkarzy. Przy al. Unii nie chcą zdradzić, kto nie podpisał porozumienia z klubem. Nieoficjalnie padają jednak dwa nazwiska: Marcina Mięciela i Krzysztofa Mączyńskiego. Tego drugiego nie ma w Łodzi już od roku, ale ŁKS wciąż jest mu winien pieniądze. Chcąc spokojniej czekać na licencję, szefowie ŁKS-u muszą uregulować zaległości wobec obu graczy do połowy kwietnia. Nie będzie to łatwe, bo kasa jest pusta.

W Widzewie nie chwalili się złożeniem wniosku, co nie oznacza jednak, że wszystko obyło się bez problemów. Tutaj też największy kłopot był, i wciąż jest, z niepłaceniem w terminie. W ubiegłym miesiącu Komisja Ligi Ekstraklasy SA ukarała klub 40 tys. zł za zaległości wobec Wojciecha Szymanka, Niki Dzalamidze i Jurijsa Żigajevsa. Ówczesny prezes Widzewa Marcin Animucki twierdził, że kara jest niesprawiedliwa i zapowiedział odwołanie. Większość obecnych zawodników zespołu z al. Piłsudskiego dogadała się w sprawie rozłożenia na raty zaległości. - Mamy obiecane, że w lipcu dostaniemy wszystkie pieniądze - opowiadają.

Są jednak gracze, którzy nie chcą tyle czekać. Na ugodę nie zgodzili się Dudu i Bruno Pinheiro. Nie przekonała ich nawet rozmowa z właścicielem widzewskiej spółki Sylwestrem Cackiem, który w ubiegłym tygodniu był w klubie. Brazylijczyk nie ukrywa, że chce odejść (co zresztą widać po jego grze w rundzie wiosennej), Widzew też chętnie by się go pozbył, bo zarabia najwięcej w drużynie. Nie ma jednak chętnych do zapłacenia za niego kilkuset tysięcy euro.

Okazuje się jednak, że długi wobec zawodników to nie jest łódzka specjalność. W terminie nie płacą tacy potentaci jak Lech Poznań (Manuel Arboleda przyznał, że od trzech miesięcy nie dostał pensji), Śląsk Wrocław (dwa miesiące) czy Wisła Kraków.

Podobnie jak ŁKS Widzew stara się zmniejszać koszty. Od zakończenia poprzedniego sezonu odeszło aż 18 zawodników. Pięciu zostało sprzedanych (Riku Riski, Darvydas Sernas, Bartosz Kaniecki, Piotr Grzelczak i Adrian Budka), z pozostałymi nie przedłużono lub rozwiązano kontrakty (m.in. Bogdan Straton, Igor Alves czy Velibor Durić).

Stadion przy al. Piłsudskiego też nie spełnia wszystkich wymogów, przede wszystkim brakuje mu nowoczesnego monitoringu. Zainstalowanie go to wydatek 300 tys. zł. Tyle miasto zapłaciło za spełniający wymogi PZPN-u system na obiekcie ŁKS-u. Można będzie go jednak wykorzystać na nowym stadionie, którego budowa zacznie się na początku przyszłego roku. W komisji licencyjnej twierdzą jednak, że początek inwestycji nie będzie miał wpływu na łagodniejsze potraktowanie klubu z al. Unii przy rozpatrywaniu wniosku. - Wisła i Cracovia też musiały się wynieść z Krakowa w czasie budowy stadionów - przypomina Hilary Nowak, szef komisji licencyjnej.

Albo komplet, albo kara

- Komisja Licencyjna zaczynie pracę w połowie kwietnia, a w połowie maja zapadną ostateczne decyzje, które kluby otrzymają licencję - informuje Hilary Nowak, przewodniczący komisji. Według niego podręcznik licencyjny jest tak przejrzyście napisany, że nikt nie powinien mieć problemów z wypełnieniem wniosku. W kwietniu eksperci będą analizować dostarczone przez kluby dokumenty. - W szczególności będą sprawdzane źródła finansowania - dodaje. Specjalni eksperci Komisji Licencyjnej ocenią nie tylko dokumentację finansową i prawną, ale też stadiony, na których swoje mecze będą rozgrywać drużyny.

Przewodniczący Komisji Licencyjnej zapowiada, że specjalna uwaga zostanie zwrócona także na szkolenie młodzieży. - Zapewniam, że w tym temacie nie będzie żadnego pobłażania - twierdzi Nowak.

A co będzie, jeśli kluby nie złożyły pełnej dokumentacji? - Będę mogły ewentualnie dołączyć brakujące dokumenty, ale muszą się spodziewać kary nałożonej przez wydział dyscypliny PZPN - ostrzega.

Przypomnijmy, że jeśli klub nie dostanie licencji, będzie mógł odwołać się do komisji odwoławczej.