Jest śledztwo w sprawie pobicia Mateusza Matczaka, reprezentanta Polski w pływaniu

Śródmiejska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ciężkiego pobicia 23-letniego Mateusza Matczaka. Reprezentant Polski w pływaniu w nocy z soboty na niedzielę został znaleziony nieprzytomny w centrum Łodzi.
- Na tym etapie nie wykluczamy żadnej wersji wydarzeń - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej. - Obrażenia mogły powstać wskutek nieszczęśliwego wypadku, ale mogły też być efektem przestępczego działania innych.

23-letniego Matczaka na chodniku przy ul. Struga znaleźli po godz. 3 w nocy strażnicy miejscy. Nieprzytomny został odwieziony do szpitala. Był w śpiączce, a jego obrażenia - zwłaszcza głowy - były bardzo poważne. Lekarze mówią o stłuczeniu mózgowia.

W poniedziałek były mistrz świata juniorów, wielokrotny mistrz i rekordzista Polski, przeszedł operację w szpitalu im. Barlickiego. Na szczęście Matczak nie ma problemów z krążeniem.

Policja sprawdza, co mogło się stać w nocy z soboty na niedzielę. Jedną z hipotez było pobicie byłego zawodnika Trójki Łódź. - Z naszych informacji wynika, że wersja o pobiciu jest równie prawdopodobna, jak nieszczęśliwy upadek i uderzeniem głową o chodnik - mówi Joanna Kącka, rzecznik łódzkiej policji. - Gdy został znaleziony przez strażników miejskich wymiotował. Nie wiadomo jednak, czy wynikało to z zatrucia alkoholem, czy też powody były inne. Nie miał żadnych śladów świadczących o pobiciu, nie krwawił, nie miał siniaków i otarć. Nie został też okradziony, miał przy sobie m.in. telefon.

Po operacji jest jeszcze jedna wersja wydarzeń. - Na podstawie tego co zobaczyliśmy, bardzo prawdopodobne jest, że pacjent nie był pobity, tylko potrącony przez samochód - mówi prof. Wojciech Gaszyński. - Na razie utrzymujemy go w głębokiej śpiączce farmakologicznej. We wtorek urządzamy konsylium z neurochirurgami. Musimy zdecydować, czy wybudzać pacjenta i zbadać go neurologicznie, czy jeszcze przez dwa trzy dni utrzymywać go w śpiączce.

Śledczy przejrzeli już zapis z miejskiego monitoringu. - Kamera nie zarejestrowała momentu, w którym powstały obrażenia - mówi prokurator Kopania. - Zabezpieczyliśmy odzież pokrzywdzonego, którą obejrzą eksperci. Zabezpieczymy też dokumentację medyczną i poprosimy o opinię biegłego medyka. Apelujemy też do wszystkich, którzy mogą pomóc w wyjaśnieniu tej sprawy, aby zgłaszali się do śródmiejskiej prokuratury.