French Open. Jerzy Janowicz nie dał rady. Polak odpadł w ostatniej rundzie eliminacji

Jerzy Janowicz w trzech setach przegrał z Igorem Sijslingiem w trzeciej rundzie eliminacji do French Open (z pulą nagród 18,718 mln euro). Łodzianin już po raz trzeci w karierze odpadł z kwalifikacji wielkoszlemowego turnieju w decydującym spotkaniu.
W ostatnich tygodniach forma Janowicza poszła mocno w górę. Zawodnik łódzkiego MKT dwa tygodnie temu zwyciężył w Rzymie w challangerze Garden Tour 2012, pokonując po drodze aż trzech zawodników z pierwszej setki rankingu ATP (Ernesta Gulbisa, Rui Machado i Gillesa Mullera). Od końca lutego, gdy przegrał w finale challangera w Wolfsburgu, Janowicz przesunął się w rankingu z 236 na 151 pozycję.

Co ciekawe, w finale tamtej imprezy łodzianin przegrał... ze Sijslingiem (122 miejsce w rankingu), a o jego zwycięstwie zadecydował dopiero wygrany do dziewięciu tie-break trzeciego seta.

Tym razem pojedynek z Holendrem był równie zacięty. Przez pierwsze cztery gemy obaj tenisiści wygrywali swoje podania bez straty punktu. Pierwsza w meczu okazja do przełamania pojawiła się dopiero w 10 gemie. Stanął przed nią Holender, który od razu ją wykorzystał, zapewniając sobie jednocześnie zwycięstwo w pierwszym secie. Janowicza zawodził przede wszystkim serwis (37 proc. celnego pierwszego podania), który jest jedną z jego najgroźniejszych broni. Polak popełnił także aż pięć razy więcej niewymuszonych błędów (11 przy dwóch rywala).

Na początku drugiej partii wydawało się, że losy meczu rozstrzygną się bardzo szybko. Holender łatwo wygrał swoje podanie, a następnie przy podaniu Janowicza prowadził 40:0. Polak nie dość, że wybronił własnego gema, to jeszcze dwa razy z rzędu przełamał Sijslinga i wyszedł na prowadzenie 4:1. W następnym gemie łodzianin ponownie obronił break pointy, a przy podaniu Holendra miał pierwszą piłkę setową. Ostatecznie rywal wygrał jednak gema, a następnie przełamał Janowicza. Chwilę później tym samym odpowiedział jednak nasz tenisista, który ostatecznie wygrał seta do trzech. Duża zasługa w tym lepszego serwisu (58 proc. celnego pierwszego podania), a także zdecydowanie bardziej agresywnej gry (19 wygrywających piłek przy ośmiu rywala).

Trzeci set rozpoczął się dla Janowicza najgorzej jak tylko mógł, czyli od straty własnego podania. Co prawda przy wyniku 2:3 zawodnik MKT przełamał rywala do zera, ale w kolejnym gemie znów nie wykorzystał atutu własnego serwisu. Chwilę później łodzianin mógł doprowadzić do kolejnego remisu, jednak Holender wybronił break pointa. Przy prowadzeniu 5:4 i własnym podaniu Sijsling nie wypuścił szansy z rąk i ostatecznie to on mógł cieszyć się z awansu do głównego turnieju.

Ostatecznie mecz zakończył się wygraną Sijslinga 6:4, 3:6, 6:4.

Dla łodzianina była to trzecia w karierze porażka w meczu decydującym o awansie do Wielkiego Szlema. Janowicz równie blisko awansu do wielkoszlemowego turnieju był przed rokiem, gdy w trzeciej rundzie eliminacji do Wimbledonu przegrał w pięciu setach z Austriakiem Martinem Fischerem. Dwa lata wcześniej jeden mecz dzielił go także od awansu do US Open. Wówczas Polaka w dwóch szybkich setach ograł Sondev Devvarman z Indii.