Sport.pl

Adam Kszczot o szansach na medal w Londynie: "Śpię spokojnie..."

- Nie wybiegam daleko w przyszłość. To do niczego dobrego nie prowadzi. Skupiam się na najważniejszych, najbliższych dla mnie planach - mówi Adam Kszczot, zawodnik RKS Łódź i kandydat do olimpijskiego medalu w biegu na 800 metrów.
Łódzki lekkoatleta jest w kapitalnej formie. Po miesięcznym obozie w St. Moritz w pierwszym tegorocznym starcie na otwartym stadionie uzyskał minimum na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Jest pierwszym łódzkim sportowcem, który zapewnił sobie występ w stolicy Anglii.

Na mityngu w Ostrawie zajął pierwsze miejsce z wynikiem 1.44,90. Dwa dni później w Hengelo uzyskał o ponad sekundę lepszy czas niż w Czechach - 1.43,83, pokonując m.in. Kenijczyków: Timothy'ego Kituma, Joba Kinyora oraz rodaka Marcina Lewandowskiego. Ostatni wynik Kszczota jest czwartym najlepszym na świecie w tym sezonie. Szybciej pobiegli tylko David Rudisha (1.43,10), Mohammed Aman (1.43,51) i Job Koech Kinyor (1.43,76). To zdecydowanie najlepsze rozpoczęcie sezonu w karierze 23-letniego łodzianina. - Gdyby w Holandii obsada była jeszcze silniejsza, Adam pobiłby rekord Polski [1.43,22 Pawła Czapiewskiego sprzed 11 lat - przyp. red.] - mówi Stanisław Jaszczak, trener Kszczota.

Damian Bąbol: Jesteś w niesamowitej formie...

Adam Kszczot: I tak miało być. Plan był taki, żeby już od początku sezonu zacząć mocno startować. Na razie wszystko przebiega po mojej myśli.

Jak oceniasz treningi w St. Moritz? Pogoda raczej ci nie pomagała w przygotowaniach.

- Rzeczywiście, była kiepska. Było zimno. Średnio około 8-10 stopni, a były dni, że było nawet chłodniej i temperatura spadała do 2 stopni. Żadnej rewelacji nie było, ale to wystarczyło do tego, żeby mocno potrenować.

Trener Stanisław Jaszczak twierdzi, że najbardziej lubisz przygotowywać się, kiedy jest gorąco.

- Zgadza się. Wolę cieplejsze dni. Na szczęście w Szwajcarii codziennie nie lało. Wtedy mówilibyśmy o tragedii. Było kilka deszczowych dni, ale gorsze warunki nie miały przełożenia na treningi.

W Hengelo pobiegłeś niezwykle szybko. Uzyskałeś czwarty najlepszy czas na świecie w tym sezonie. Uważasz, że przy nieco lepszej obsadzie pobiłbyś rekord Polski, który od 11 lat należy do Pawła Czapiewskiego (1.43,22)?

- Jestem przekonany, że jeżeliby ktoś dłużej poprowadził w biegu, to byłaby na to spora szansa. Na pewno mocniejsza stawka pozwoliłaby na przybliżenie się do tego rekordu. Tak się jednak nie stało i możemy teraz tylko spekulować, co by było gdyby...

Powoli jesteś zaliczany do jednych z naszych kandydatów do olimpijskiego medalu. Czujesz rosnącą presję?

- Szczerze mówiąc - nie. Podchodzę do tego na razie na spokojnie, z dystansem. Do igrzysk zostało jeszcze dużo czasu, przede wszystkim sporo treningów. Zacznę pewnie myśleć o tej imprezie, jak będzie bardzo blisko startu w Londynie.

Naprawdę w ogóle o tym nie myślisz? Nie marzysz, nie śnisz o miejscu na podium?

- Śpię spokojnie. Zapewniam. Trudno, żebym teraz mówił, co się będzie działo za dwa miesiące. Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. To do niczego dobrego nie prowadzi. Skupiam się na najważniejszych, najbliższych dla mnie planach.

Czyli?

- Przede mną występ w Eugene w USA [2 czerwca w ramach Diamentowej Ligi - przyp. red.], na który wyjeżdżam w czwartek. Później są mistrzostwa Polski [15-17 czerwca w Bielsku-Białej - przyp. Red.], a potem czeka mnie wyjazd na następne zgrupowanie, podbicie formy, kolejne starty, a później igrzyska...



Więcej o: