Zwycięstwo Budowlanych z niesmakiem. Związek nie dopuścił zawodnika do gry... na dwie godziny przed półfinałem

Już w pierwszym meczu z Posnanią rugbiści Blach Pruszyński Budowlanych praktycznie zapewnili sobie awans do finału mistrzostw Polski. Radość ze zwycięstwa popsuła im jednak niezrozumiała decyzja związku, który w skandalicznych okolicznościach nie dopuścił do gry Jeana Boutesa.
Do sobotniego półfinału łodzianie przystąpili bez wielu podstawowych graczy. Z różnych powodów w Poznaniu na boisku nie mogli się pojawić m.in. Merab Gabunia, Paweł Grabski, Michał Mirosz, Davit Gugushwili, Mindia Abashidze, Tomasz Grodecki i Łukasz Żórawski. Jakby tego było, w ostatnim momencie z podstawowego składu wypadł Boutes. Reprezentant Polski, który dołączył do Budowlanych dwa tygodnie temu, miał być solidnym wzmocnieniem młyna i wraz z Michałem Królikowskim i Kamilem Bobrykiem stworzyć najlepszą trójkę filarów w polskiej lidze.

Niestety, urodzony we Francji Boutes, który zadebiutował w drużynie z ul. Górniczej tydzień temu, z niewiadomych przyczyn nie został dopuszczony do sobotniego meczu. - Decyzją zarządu Polskiego Związku Rugby, którą otrzymaliśmy drogą mailową, na dodatek zaledwie dwie godziny przed meczem, zawodnik posiadający ważną licencję PZR nie został dopuszczony do gry - tłumaczy Mirosław Żórawski, trener łodzian. I dodaje, że zarówno on, jak i reszta zespołu byli zaskoczeni i zdenerwowani "bezprecedensowym posunięciem PZR".

- Nerwowa atmosfera z szatni udzieliła się zawodnikom, którzy popełniali błędy i nie wykorzystywali dogodnych sytuacji pod polem. Posnania zaskoczyła nas przy tym destrukcyjnymi działaniami oraz dobrą i agresywną obroną - dodaje Żórawski. Przedmeczowe zamieszanie oraz dobra gra Posnanii sprawiła, że początek nieoczekiwanie należał do gospodarzy, którzy jeszcze na minuty przed przerwą prowadzili 10:8. Dwa wykorzystane przez Teimuraza Sokhadze karne sprawiły jednak, że po 40. min bliżsi zwycięstwa byli goście.

Spotkanie uspokoiło się dopiero w drugiej połowie, gdy po dwóch kolejnych karnych Sokhadze oraz przyłożeniu Bobryka i podwyższeniu gruzińskiego łącznika Budowlani prowadzili 27:10. Warto również podkreślić, że autorem ostatniego przyłożenia był powracający do gry po dwuletniej przerwie Maciej Pabjańczyk, który zagrał w Budowlanych w trybie awaryjnym (trzech łączników młyna nie mogło pojechać do Poznania). Były lider i kapitan rugbistów z ul. Górniczej wytrzymał jednak trudy całego spotkania i zdaniem Żórawskiego poprawnie kierował grą zespołu.

- Spodziewaliśmy się trudnego meczu, jednak podeszliśmy do niego bez odpowiedniej mobilizacji i zaangażowania przez wszystkich zawodników - podsumowuje spotkanie Żórawski. - Boisko Posnanii przypominało nasze klepisko i zdecydowanie zniechęcało do gry w rugby. Można było mieć zastrzeżenia prawie do wszystkich elementów, zarówno w stałych fragmentach jak i w grze otwartej. Można być tylko zadowolonym że zespół, który nie funkcjonował dobrze jako całość, potrafił pewnie wyjść z tej sytuacji.

W drugim półfinale Lechia Gdańsk w niemal identycznym stylu pokonała w Gdyni Arkę, ogrywając ją 34:16. Wszystko wskazuje więc na to, że w zaplanowanym na 24 czerwca finale łodzianie zmierzą się z Lechią. Byłby to rewanż za finał z 2010 roku, w którym górą byli Budowlani.

Posnania - Budowlani 15:34

Punkty dla Budowlanych: Sokhadze 19, Łuczak, Bobryk, Pabjańczyk po 5

Budowlani: Królikowski, Szyburski, Bobryk, Marek Mirosz, Karpiński, Skwarciak, W. Grabowski, Fortuna, Pabjańczyk, Sokhadze, Kaniowski, M. Grabowski, Łuczak, Kozakiewicz, Stępień. Zagrali również: Andrzejczak, P. Kotasa, Ignaczak, Dułka, Matyjak, Gomulak, Rydzyński.