Sport.pl

Skąd kontuzje polskich skoczków? Bednarek: PZLA każe robić minima na czas, spieszymy się, a później łapiemy urazy! To bez sensu!

- Wszystko muszę sobie spokojnie przemyśleć, odpocząć i na nowo poukładać. Mam na to cztery lata. Najważniejsze, aby ścięgno Achillesa dobrze się zrosło - mówi Sylwester Bednarek, łódzki skoczek wzwyż. I narzeka na związek, który według skoczka przyczynił się do jego kontuzji.
Na lekkoatletycznych mistrzostwach Polski w Bielsku-Białej zawodnik łódzkiego RKS doznał groźnej kontuzji, która wyeliminowała go z przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. We wtorek wieczorem Bednarek przeszedł operację ścięgna Achillesa. Dla 23-letniego sportowca, to prawdziwa tragedia. Przez ostatnie dwa lata leczył bowiem skomplikowany uraz kolana. Kilka miesięcy temu zaczął regularnie trenować i wrócił do wysokiej dyspozycji. - Znowu w siebie uwierzyłem. Na pewno się nie poddam i dam z siebie wszystko, żeby wystąpić w Londynie - mówił niedawno.

Teraz, po fatalnych dla niego mistrzostwach Polski, znowu czeka go długa przerwa w treningach.

To nie jedyny przypadek, kiedy skoczek doznał kontuzji przed igrzyskami. Oprócz Bednarka o dużym pechu może mówić też Paweł Wojciechowski, skoczek o tyczce, który naderwał mięsień dwugłowy. Na szczęście najnowsze diagnozy są coraz bardziej optymistyczne, ale nie jest pewne, czy mistrz świata z Daegu zdąży uzyskać minimum na sierpniowe igrzyska.

Rozmowa z Sylwestrem Bednarkiem

Damian Bąbol: Jak się czujesz?

Sylwester Bednarek: Słabo. Zamiast trenować i myśleć o igrzyskach, przez sześć tygodni będę musiał leżeć. Dramat.

Ból zaczął się już na rozgrzewce?

- Tak, na próbnych skokach. Ale nie panikowałem. Usiadłem, trochę odpocząłem i przestało boleć. Kto, by się spodziewał, że skończy się to tak fatalnie. Żałuję, że nie oddałem nawet pierwszego konkursowego skoku. Gdyby mnie znowu bolało, to bym odpuścił, a tak nie miałem szans. Zrobiłem dwa kroki i to był koniec.

Trener Lech Krakowiak mówi o prawdziwym dramacie, podobnie wypowiada się Artur Partyka...

- Nikt, komu urwie się Achilles nie powie, że jest szczęśliwy. Ze mną jest tak samo. Co mogę dodać? Widocznie tak miało być i tyle. Przecież nie będę teraz płakał, ale nastroju owszem nie mam najlepszego. Na razie nie mogę w ogóle chodzić. Jak zacznę normalnie stąpać, to wróci wiara i pewnie doda mi to skrzydeł. Później czeka mnie rehabilitacja. Jak wszystko będzie przebiegało pomyślnie, to może znowu wrócę do tej wysokiej formy.

Większość ekspertów przyznaje, że do występu w Bielsku-Białej byłeś znakomicie przygotowany. A jak ty się oceniałeś swoją dyspozycję ?

- Czułem się świetnie. Wielka szkoda, że tak się to skończyło. PZLA też dziwnie do tego wszystkiego podchodzi. Każe robić minima na czas. Wszyscy zawodnicy się spieszą, a często efekt końcowy jest taki, że łapiemy kontuzje. Nie chodzi tylko o mnie, ale też o Pawła Wojciechowskiego [skoczka o tyczce - przyp. red], który ostatnio naderwał mięsień. To wszystko jest bez sensu. Musimy się spinać na dwa szczyty formy, zamiast tylko na jeden, wyłącznie pod kątem igrzysk.

Kiedy niedawno rozmawialiśmy, powiedziałeś mi, że dwuletnia przerwa w treningach po ostatniej kontuzji, to był rachunek, jaki musiałeś zapłacić za niesamowity sukces na mistrzostwach świata w Berlinie, gdzie zdobyłeś brązowy medal.

- Widocznie fatum wciąż trwa. Nie wiem, co jest grane... Chyba tym razem będę musiał trochę dłużej odpocząć. Staram się nie załamywać. Cały czas dostaję słowa wsparcia. Na Facebooku ludzie mi piszą, żebym się trzymał, nie poddawał i cały czas pozdrawiają. To bardzo miłe.

Jeszcze nie wszystko stracone. Kolejne Igrzyska Olimpijskie odbędą się w Rio de Janeiro. Będziesz miał wtedy 27 lat.

- Też tak się pocieszam. Ale najpierw wszystko muszę sobie spokojnie przemyśleć, odpocząć i na nowo poukładać. Mam na to aż cztery lata. Najważniejsze, aby Achilles dobrze się zrósł. Jak wystąpią komplikacje, to wiadomo, że szanse na występ w Brazylii będą mniejsze. Ale nie poddam się. Najgorszy będzie dla mnie najbliższy czas, który muszę przeleżeć. Wierz mi, że nagły przeskok z codziennych treningów do łóżka, to coś strasznego. Tragedia. Gdybym tylko mógł, to bym zasnął na ten okres i obudził się po sześciu tygodniach (śmiech).



Podyskutuj o rozgrywkach w naszym mieście na Facebooku Łódź - Sport.pl »


Więcej o:
Skomentuj:
Skąd kontuzje polskich skoczków? Bednarek: PZLA każe robić minima na czas, spieszymy się, a później łapiemy urazy! To bez sensu!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX