Budowlani: Łódzki wzór sportowej normalności [FELIETON]

W naszym sporcie dawno nie było już tak źle. Jest jednak klub, który doszedł do poziomu organizacyjnego, za który nie musimy się wstydzić
Z medialnych dyscyplin najgorzej jest w piłce nożnej. Nie wiadomo, jak będą wyglądały składy Widzewa i ŁKS w nowym sezonie. Z powodu kłopotów finansowych obie drużyny przechodzą kadrowe rewolucje, których efekty końcowe zawsze są mocno niepewne. Poza tym nie wiadomo jeszcze, w jakiej klasie rozgrywkowej będzie grał ŁKS, bo nie dostał jeszcze licencji na występy w I lidze.

Finansowo-organizacyjna degrengolada dotknęła też łódzką koszykówkę. Pod znakiem zapytania stoi występ w ekstraklasie kobiecego zespołu ŁKS. Z kolei w Widzewie dotychczasowy prezes Ryszard Andrzejczak od nowego sezonu będzie pełnił funkcje trenera. Powód? Brak pieniędzy i oszczędności.

Koszykarze ŁKS zajęli ostatnie miejsce w zawodowej Tauron Basket Lidze (nikt z niej nie spada), ale pusta kasa sekcji sprawiła, że na własne życzenie chcą wrócić do pierwszej ligi.

Jedynym klubem, o którym mówi się wyłącznie pod kątem czysto sportowym, są Budowlani. W niedzielę rugbiści zagrają w dziesiątym z rzędu finale o mistrzostwo Polski.

Z funkcjonowaniem i utrzymywaniem drużyny w znacznie bardziej prestiżowych rozgrywkach, czyli w PlusLidze Kobiet, też sobie przyzwoicie radzą. Kadra siatkarskiego zespołu jest już prawie zamknięta. Kilka dni temu kontrakt z łódzkim klubem podpisała Courtney Thompson, reprezentantka Stanów Zjednoczonych, która walczy o znalezienie się w kadrze na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Wcześniej podpisano kontrakty m.in. z Brazylijką Soraią dos Santos, najskuteczniejszą zawodniczką drugiej ligi włoskiej.

W klubie zapewniają, że transfery są przemyślane, a wysokość umów z nowymi siatkarkami nie jest zbyt wygórowana. Prezes Marcin Chudzik twierdzi, że przedłużył umowy z dotychczasowymi sponsorami. Zdaje sobie sprawę, że pod względem wysokości budżetu nie może równać się z finansowymi potentatami naszej ligi, ale ma pewność, że w trakcie sezonu nie trzeba będzie informować o zaległościach wobec zawodniczek. Do czego zmierzam? Do tego, że w obecnych czasach kryzysu, nakłonienie do sponsorowania klubu sportowego jest dla wielu przedsiębiorców ostatnią rzeczą, w jaką zdecydowaliby się poważnie zaangażować. Kibice przestali marzyć o strategicznych, potężnych sponsorach pakujących miliony w kluby w Łodzi. Oczekują normalności. Budowlani ten poziom osiągnęli. Przekładając to na łódzkie realia, to już jest sztuka.