Wielki finał rugby przy al. Piłsudskiego. Budowlani grają z Lechią o sezon idealny

Jeśli w niedzielę rugbiści Blach Pruszyński Budowlanych pokonają przy al. Piłsudskiego Lechię Gdańsk, ich radość będzie podwójna. Nie dość, że odzyskają utracone przed rokiem mistrzostwo Polski, to jeszcze zapiszą się w historii jako jedyna drużyna, która zakończy sezon z samymi zwycięstwami.
Tak kapitalnego sezonu w wykonaniu łódzkich rugbistów chyba nikt się nie spodziewał. Podopieczni Mirosława Żórawskiego mają bowiem na koncie komplet 16 zwycięstw, po drodze dwukrotnie pokonując odwiecznych rywali z Trójmiasta - Lechię i Arkę Gdynia.

Wyczyn tym bardziej godny podziwu, że przed nimi sztuki tej nie dokonał nikt. Jeśli Budowlani w niedzielę wygrają po raz 17., nie dość, że przejdą do historii polskiego rugby, to jeszcze po raz szósty zdobędą mistrzostwo Polski.

- Jeśli przegramy, sezon wcale nie będzie stracony. Ewentualna jedna porażka, nawet w tak ważnym meczu, nie może przekreślić tak imponującego dorobku - uważa Żórawski. - Ale oczywiście porażki pod uwagę nie bierzemy. Lechię darzę wielkim szacunkiem, ale jeszcze większa jest wiara w moją drużynę, która każdego tygodnia pokazywała, że to mistrzostwo jej się należy. Wiemy, że odzyskanie korony, którą straciliśmy rok temu w przegranym finale z Arką, byłoby idealnym podsumowaniem idealnego sezonu. Jeżeli wygramy, już nikt nigdy nie rozegra lepszego sezonu niż my, bo będzie to po prostu niemożliwe. Motywację do zwycięstwa mamy więc niesamowitą.

Co ważne, równie silny co chęć zwycięstwa będzie skład Budowlanych. Po wyleczeniu kontuzji do gry wrócili już lider formacji młyna Merab Gabunia i mózg drużyny - łącznik młyna Łukasz Żórawski. Oprócz nich przeciwko Lechii zagrają także Kacper Ławski i Kamil Bobryk, czyli mistrzowie francuskiej Federale 2. - Z Merabem, Kacprem i Kamilem nasz młyn będzie naprawdę potężną bronią - ocenia trener.

Jego zdaniem problemem nie będzie również zgranie drużyny, która przez cały sezon w niemal każdym meczu musiała grać w innym składzie. - Z powodu kontuzji ciągle kogoś brakowało, a najsilniejszy skład rzadko pojawiał się na boisku. Takie jest po prostu rugby. Drużyna zgrywała się przez lata, jest poukładana i naprawdę silna. Dlatego uważam, że o złoto moglibyśmy zagrać nawet wcześniej - twierdzi Żórawski. - Problemem nie będzie również wprowadzenie do składu Kamila czy Kacpra. Owszem, nie było ich z nami przez cały sezon, ale w Łodzi i Budowlanych byli od małego, a styl tej drużyny i niemal wszystkich chłopaków znają doskonale.

W kadrze na niedzielny finał znalazł się również Maciej Pabjańczyk, który wznowił karierę w trybie awaryjnym przed meczami półfinałowymi. - Po tym, czego w tym sezonie dokonali chłopaki, ręce same składają się do oklasków. Osiągnięcie takiego wyniku to nie lada wyczyn - przyznaje Pabjańczyk. Nie ukrywa, że wszyscy w drużynie z niecierpliwością wyczekują już starcia z Lechią. - Chłopaki są nabuzowani i myślą tylko o niedzielnym pojedynku. Wiemy, że Lechia będzie w finale mocniejsza, ale trzeba pamiętać, że i my będziemy silniejsi. Nie można więc się bać. Trzeba wyjść na boisko, dać z siebie wszystko i po 80 minutach cieszyć się z odzyskania złota.

Skoro historyczny jest tegoroczny sezon Budowlanych, to historyczne musi być też i miejsce finału. Rugbiści z ul. Górniczej po raz pierwszy zagrają bowiem na stadionie przy al. Piłsudskiego, na którym są o wiele lepsze warunki do gry, a przede wszystkim - o wiele lepsza murawa. - Dla drużyny, która walczy o najwyższe cele i działa coraz bardziej profesjonalnie, granie na takiej murawie, jaka jest przy ul. Górniczej, to wstyd. Musieliśmy więc wykonać ten krok i przemieść mecz na stadion, który spełnia znacznie wyższe standardy - tłumaczy Żórawski.

Trener wierzy we wsparcie kibiców. - Największy sentyment do Górniczej mam ja, bo z tego miejsca nie ruszałem się przez ponad 30 lat. Dlatego liczę na to, że kibice rugby będą tam, gdzie będziemy my. Bo bez względu na to, gdzie gramy, gramy dla całej Łodzi.