Kapitan Budowlanych Łódź po porażce z Lechią: Można powiedzieć, że jesteśmy nikim

- Walczyliśmy, byliśmy na ich terenie, zdobywaliśmy metry, a oni jedną akcją, jednym podaniem kładli nam słupy - mówi Michał Królikowski, kapitan Blach Pruszyński Budowlanych, którzy w niedzielnym finale ekstraligi rozegranym na stadionie przy al. Piłsudskiego przegrali z Lechią Gdańsk 22:27.
- Czym tłumaczę porażkę? Niczym nie tłumaczę. Na boisku zmierzyły się dwie równorzędne drużyny, a my walczyliśmy o zwycięstwo od początku do końca. W szatni powiedziałem chłopakom, że o zwycięstwie będą decydować małe szczegóły. Wychodzi na to, że tych małych, malutkich błędów zrobiliśmy trochę więcej, przez co z mistrzostwa może cieszyć się Lechia - ocenia przegrany finał. Królikowski. - Przykro mi z tego powodu bardzo. Prowadziłem tę drużynę najlepiej jak mogłem i mam nadzieję oraz wierzę w to, że to złoto do nas wróci.

I dodaje: - Walczyliśmy, byliśmy na ich terenie, zdobywaliśmy metry, a oni jedną akcją, jednym podaniem kładli nam słupy. Takie jest właśnie rugby. Nie do końca zgadzam się z tym, żeby o mistrzostwie decydował jeden mecz. Może dla atrakcyjności to dobrze, bo widać jak wielu kibiców przyszło na finał. Przy okazji chciałbym im podziękować za wsparcie, bo naprawdę cudownie się tutaj grało. Mam nadzieję, że równie licznie będą przychodzić na mecze w trakcie sezonu i będą nas dopingować równie mocno.

Kapitan Budowlanych nie ukrywa, że po porażce w finale marnym pocieszeniem jest to, że łodzianie jako pierwsza drużyna w historii zakończyła sezon zasadniczy z kompletem zwycięstw. - Nie ma rundy zasadniczej, nie ma niczego. Przegraliśmy finał i można powiedzieć, że jesteśmy teraz... nie chciałbym tego powiedzieć, bo jednak jesteśmy wicemistrzami Polski, ale jesteśmy nikim. Przegraliśmy mecz, który decydował o wszystkim. Pozostaje nam pogratulować Lechii i zrobić wszystko, by za rok odzyskać złoto.