Sport.pl

Wielki sukces Jerzego Janowicza! Łodzianin w drugiej rundzie Wimbledonu!

bujal
25.06.2012 , aktualizacja: 25.06.2012 21:14
A A A Drukuj
Jerzy Janowicz

Jerzy Janowicz (Fot. Lukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta)

Debiutujący w wielkoszlemowym turnieju Jerzy Janowicz pokonał w pierwszej rundzie Wimbledonu (z pulą nagród 16,1 mln funtów) Włocha Simone Bolelliego 3:6, 6:3, 6:3, 6:3. Będący w życiowej formie 22-latek z Łodzi w drugiej rundzie zmierzy się z Łotyszem Ernestsem Gulbisem, którego w tym roku już pokonał.
Tenisista łódzkiego MKT do turnieju głównego przedzierał się przez eliminacje, w których nie stracił nawet seta. Imponujący był zwłaszcza mecz decydujący o awansie, w którym błyskawicznie rozprawił się z Amerykaninem Denisem Kudlą, którego rozgromił 6:1, 6:0, 6:2.

W turnieju głównym 22-latek trafił na innego kwalifikanta. Włoch Simone Bolelli, który w rankingu ATP wyprzedza Janowicza o niespełna 20 pozycji, na trawie grać jednak potrafi. Pokazał to już przed rokiem, gdy osiągnął trzecią rundę Wimbledonu, pokazał to także nieco ponad tydzień temu, gdy doszedł do trzeciej rundy turnieju rozgrywanego na kortach Queen's Clubu, gdzie pokonał m.in. 13 w rankingu ATP Gillesa Simona.

Poniedziałkowy mecz kwalifikantów zdecydowanie lepiej rozpoczął Włoch, który błyskawicznie objął prowadzenie 3:0, do 0 wygrywając podanie Janowicza. Do końca seta Polak przy swoim serwisie grał kapitalnie i stracił już tylko jeden punkt. Przełamać rywala mu się jednak nie udało i Bolelli wygrał pierwszego seta do trzech.

Co ciekawe, w drugim secie obaj tenisiści stracili przy swoim podaniu tyle samo punktów, co w pierwszym (Janowicz pięć, Bolelli sześć), a set również zakończył się do trzech. Różnica była jednak taka, że tym razem jedyne przełamanie w partii zanotował Polak, który przy prowadzeniu 3:2 ograł starszego o pięć lat rywala do 15. Janowicz zanotował w tej partii aż sześć asów (przy dwóch w pierwszej) i 14 piłek wygrywających, przy zaledwie dwóch niewymuszonych błędów. Popisał się także 80-procentową skutecznością pierwszego podania, z którego wygrał 18 z 20 piłek. Słowem - Janowicz na zwycięstwo w drugiej partii zdecydowanie zasłużył.

Rozpędzony łodzianin kapitalną grę kontynuował w trzecim secie i już w pierwszym gemie ponownie przełamał Włocha. Speszony Bolelli, któremu przed meczem nazwisko Janowicza zbyt wiele pewnie nie mówiło, mógł tylko przyglądać się, jak kolejne piłki padają łupem mniej utytułowanego rywala. Główną przyczyną przejęcia inicjatywy przez Polaka był słabszy serwis Bolelliego, który w drugim i trzecim secie miał spore problemy z pierwszym podaniem (odpowiednio 57 i 68 proc. skuteczności). Efektem tego były kolejne okazje na przełamanie w gemie siódmym i dziewiątym. Tych pierwszych Janowicz jeszcze nie wykorzystał, te drugie - przesądziły o jego zwycięstwie w secie. Warto podkreślić, że w partii tej łódzki tenisista zanotował aż trzy razy więcej winnerów (15 do pięciu) i wygrał 19 piłek przy serwisie Bolelliego, samemu tracąc ich tylko pięć. Oprócz tego zanotował sześć kolejnych asów, a łącznie po trafieniu pierwszym podaniem wygrał 15 z 16 piłek.

Zajmujący w rankingu ATP 136. miejsce Polak równie dobrze zagrał w czwartym secie. Tym razem przełamał Bolelliego przy prowadzeniu 2:1, a uzyskanej przewagi nie oddał już do końcowa. Łącznie w całym meczu Janowicz zanotował 19 asów i 41 winnerów przy 15 niewymuszonych błędach. Wygrał także 40 piłek przy podaniu rywala, samemu tracąc ich 21. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Janowicza 3:6, 6:3, 6:3, 6:3.

Wygrana z Bolellim to kolejny ogromny sukces Janowicza w 2012 roku. Będący w życiowej formie łodzianin wygrał 18 z 22 ostatnich spotkań. W tym czasie zaliczył kilka udanych występów w silnie obsadzonych challangerach - osiągnął m.in. ćwierćfinały w Tunisie i Nottingham, półfinał w Prościejowie i wygrał w Rzymie. W drodze po triumf w tym ostatnim turnieju pokonał w trzech setach Ernestsa Gulbisa (55. w rankingu ATP), który będzie jego rywalem w drugiej rundzie Wimbledonu. Łotysz w pierwszej rundzie nieoczekiwanie pokonał rozstawionego z nr 6 Czecha Tomasa Berdycha, którego ograł po trzech tie-breakach.

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:

Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX