Budowlani szykują się na rewanż z Lechią. W finale pucharu zagrają jednak mocno osłabieni

Tydzień po porażce w finale mistrzostw Polski rugbiści Blach Pruszyński ponownie zmierzą się z Lechią Gdańsk. W zaplanowanym na niedzielę finale Pucharu Polski zagrają jednak mocno osłabieni.
W ostatni weekend Budowlani w obecności sześciu tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie przy al. Piłsudskiego przegrali z Lechią 22:27, tracąc decydujące punkty w ostatnich minutach. W ten sposób drugi rok z rzędu zamiast cieszyć się złotych medali, pozostało im zadowolić się srebrnymi. Czasu na przeżywanie porażki zbyt długo jednak nie mieli, bo już w najbliższą niedzielę zagrają z gdańszcznami w finale krajowego pucharu.

Decyzją Polskiego Związku Rugby - co nikogo w łódzkim klubie nie dziwi - na gospodarza spotkania wyznaczono oczywiście Lechię. Przy ul. Górniczej większy problem niż miejsce rozegrania finału stanowią jednak kolejne braki kadrowe, które sprawią, że do obrony trofeum (Budowlani rok temu pokonali w finale Arkę Gdynia) przystąpią w mocno okrojonym składzie. Do nieobecnych w ostatni weekend Pawła Grabskiego, Michała Mirosza i Jeana Boutesa, któremu gry zakazał związek, dołączyć może nawet czterech kolejnych graczy z podstawowego składu.

Pewne jest, że na Wybrzeże nie pojadą Kamil Bobryk i Kacper Ławski, którzy wrócili już do Francji. - Nie wiadomo co będzie z Michałem Królikowskim, który jest strażakiem i w weekend czeka go wyjazd do szkoły podoficerskiej. Z kolei inny gracz formacji młyna, Władek Grabowski, ma być świadkiem na ślubie - opowiada Mirosław Żórawski, trener Budowlanych, - Nie wiadomo również co z występem Marka Mirosza. Jak widać będziemy mieć więc spore problemy z zestawieniem składu. A zwłaszcza z zestawieniem solidnej formacji młyna. Wierzę jednak, że mimo braków uda nam się zrewanżować Lechii i w tym sezonie będziemy się cieszyć przynajmniej ze zdobycia pucharu.