Sport.pl

Podejrzani o korupcję byli piłkarze GKS Bełchatów chcą pozwać klub

- Razem z moimi najbliższymi kolegami z GKS-u myślimy nad zbiorowym pozwem przeciwko GKS-owi. Zostaliśmy wmieszani w tę całą aferę - mówi Radosław Matusiak, były napastnik drużyny z Bełchatowa, który jest podejrzany o korupcję.
W maju wyszło na jaw, że wrocławska prokuratura i CBA rozpracowały korupcję w klubie z Bełchatowa. Według organów ścigania GKS w sezonach 2003-2005 kupował mecze w ówczesnej II lidze.

Zarzuty w tej sprawie postawiono 29 osobom, w tym byłym piłkarzom i trenerom bełchatowskiego zespołu. Podejrzani o udział w korupcji są m.in.: Radosław Matusiak, były zawodnik m.in. GKS-u (z którym siedem lat temu awansował do ekstraklasy), Łukasz G. z Wisły Kraków, Dariusz P., wcześniej Śląsk Wrocław, a także Łukasz Sapela (on i Matusiak poprosili o podawanie całych nazwisk), Jacek P. i Grzegorz F. Trzej ostatni niedawno rozwiązali umowy z PGE GKS-em.

Matusiakowi prokuratura z Wrocławia przypisuje udział w przekupieniu sędziów aż w 24 spotkaniach. Były reprezentant Polski stanowczo zaprzecza. - Już raz się w tej sprawie wypowiedziałem. Nigdy nie kupiłem ani nie sprzedałem żadnego meczu. Ta cała afera jest po prostu śmieszna, a prokuratura nie ma się chyba czym zajmować - twierdzi 30-letni napastnik.

Udało nam się dowiedzieć, że Matusiak razem z kilkoma innymi podejrzanymi piłkarzami przygotowują się do złożenia do sądu pozwu przeciwko klubowi z Bełchatowa. - Rzeczywiście, jest taki pomysł. Razem z moimi najbliższymi kolegami z GKS-u myślimy nad tym - przyznaje były napastnik Widzewa. - Uważam, że to byłoby dobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. To wina klubu.

Co piłkarze chcą osiągnąć? - Przede wszystkim walczyć o nasze dobre imię, które zostało nadszarpnięte przez tę całą aferę - podkreśla Matusiak.

Były reprezentant Polski zarzeka się, że nigdy nie brał udziału w jakichkolwiek składkach. - Jeszcze raz podkreślam, że jestem niewinny! - dodaje.

Inny podejrzany zawodnik GKS-u, który nie chce podawać swojego nazwiska, twierdzi jednak co innego. - Robiliśmy zbiórki, to fakt. Tyle tylko, że myśleliśmy, że ta kasa idzie na imieniny, urodziny dziecka czy imprezę, którą zwykle organizowało się po zakończeniu rundy. Na pewno nie wiedzieliśmy, że może być wykorzystywana na przekupywanie sędziów - wyjaśnia.

Według naszych informacji odmowa udziału w zbiórce pieniędzy groziła pomijaniem piłkarza w składzie drużyny prowadzonej wówczas przez Mariusza K. Przekonał się o tym jeden z ówczesnych zawodników.

Były reprezentant Polski w kadrze Leo Beenhakkera ma o co walczyć. W tej chwili jest bez klubu, a ostatnia runda wiosenna, jaką rozegrał w Widzewie, była słaba w jego wykonaniu. Strzelił tylko jednego gola. Przed rozpoczęciem rozgrywek twierdził, że właśnie w drużynie z al. Piłsudskiego, której jest wychowankiem, chciałby zakończyć karierę. W Widzewie nie ukrywają, że zarzuty korupcyjne przyczyniły się do nieprzedłużenia kontraktu.

Sytuacja, w jakiej znalazł się Matusiak, nie pomaga mu w znalezieniu nowego zespołu. - Wiem o tym - przyznaje. - Jeśli nie otrzymam propozycji z żadnego klubu, to rozważam też zakończenie kariery. Mam pomysł na życie, a występy w drugiej lidze mnie nie interesują - kończy.

Klub z Bełchatowa odmówił komentarza w tej sprawie.

Więcej o: