Puchar Davisa już wkrótce w Łodzi, a organizatorzy... walczą o brakujące pieniądze. "Apelujemy o pomoc"

Już za dwa tygodnie polscy tenisiści zagrają w Łodzi w prestiżowym Pucharze Davisa. Podczas gdy kibice powoli mogą szykować się na spotkania z udziałem Łukasza Kubota czy Jerzego Janowicza, organizatorzy... muszą walczyć o znalezienie dodatkowych pieniędzy.
Od 14 do 16 września w hali sportowej przy ul. Skorupki reprezentacja Polski rozgrywać będzie spotkanie z Białorusią. Stawką pojedynku będzie awans do grupy I Strefy Euroafrykańskiej, z której nasi tenisiści spadli rok temu. Spotkanie, które transmitować będzie stacja Canal Plus, będzie mogło obejrzeć z trybun około 5-6 tys. kibiców (ceny biletów: 10 i 20 zł).

W kadrze Polski na ten mecz mają znaleźć się najlepsi tenisiści, czyli 79. w rankingu ATP Kubot, urodzony w Łodzi Janowicz (86. miejsce) i eksportowa para deblistów: Mariusz Fyrstenberg i Mariusz Matkowski. Gwiazdą wśród rywali jest 35-letni tenisowy weteran Max Mirnyj, najlepszy obecnie deblista świata. - Znam go od 12. roku życia, więc mógłbym wiele o nim opowiadać. Wystarczy jednak powiedzieć, że ma sześć wygranych w Wielkim Szlemie, a ostatnio z Wiktorią Azarenką zdobył w mikście złoty medal igrzysk olimpijskich w Londynie - mówi Wiktor Archutowski, wiceprezes Polskiego Związku Tenisowego, z pochodzenia Białorusin.

Wrześniowy mecz zostanie rozegrany na decoturfie, czyli na tej samej nawierzchni, na której obecnie rozgrywany jest wielkoszlemowy US Open. - Jako gospodarz mogliśmy wybrać rodzaj nawierzchni. Przygotowaliśmy więc odpowiednią dla naszych zawodników i przy okazji trochę przeciwko rywalom - przyznaje Piotr Szkiełkowski, inny z wiceprezesów PZT.

Tak jak kibice z niecierpliwością mogą wyczekiwać walki tenisistów, tak samo powody do zdenerwowania mają organizatorzy. W tym przypadku przyczyna jest jednak zupełnie inna. Przy planowaniu budżetu imprezy, który wyniósł ponad 300 tys. zł, uwzględniono bowiem 100 tys. zł z urzędu marszałkowskiego. Taką deklarację złożyły władze województwa. Przy rozstrzyganiu konkursu na dofinansowanie urząd przekazał jednak na organizację Pucharu Davisa o ponad 40 tys. zł mniej. - Wnioskowana kwota mogła być wyższa, ale jury konkursowe postanowiło przyznać na ten cel 57 tys. zł - tłumaczy Dariusz Klimczak z zarządu województwa łódzkiego.

- Z tego powodu powstała w naszym budżecie dziura - martwi się Ewa Wróbel-Nadel, prezes MKT, która od początku była zaangażowana w zorganizowanie Pucharu Davisa w Łodzi, a którą przedstawiciele PZT nazwali nawet "matką chrzestną" imprezy. - Niestety, teraz zbierają się nad nią czarne chmury. Organizacja samych zawodów na szczęście nie jest zagrożona, ale podczas rozmów z PZT gwarantowałam swoim nazwiskiem, że ten budżet jednak uzbieramy. Gdy będą z tym problemy, okażemy się niewiarygodni, a nasze miasto może na tym stracić bardzo wiele, np. organizację kolejnych ważnych imprez. Mam przed sobą jeszcze dwa tygodnie na uzbieranie brakującej kwoty i wierzę, że to się uda. Przy okazji apeluję do władz miasta, urzędu marszałkowskiego i wszystkich miłośników tenisa o to, by pomogli nam znaleźć brakujące 40 tys. zł.

Jak oceniasz postępowanie urzędu marszałkowskiego? Podyskutuj na blogu Szymona Bujalskiego