Bogusław Adamski opowiada o kreatywnej księgowości w PZPS

- Zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej prowadzi kreatywną księgowość, by przed wyborami pokazać, że z finansami nie jest źle - twierdzi Bogusław Adamski, były już sekretarz generalny PZPS.
Adamski tydzień temu został odwołany przez zarząd związku. Opowiada, że prezes Mirosław Przedpełski chciał się go pozbyć już zimą, a później szukał tylko okazji. W końcu dopiął swego na ostatnim posiedzeniu. Jednym z zarzutów było to, że przed wyborami nie może współpracować z ludźmi, którzy są jego przeciwnikami w wyborach.

- Chciałem powiedzieć, że nie mam zamiaru kandydować na szefa PZPS - oświadczył prezes Łódzkiego Związku Piłki Siatkowej. Przyznał jednak, że ma zamiar poprzeć kontrkandydata Przedpełskiego, czyli gdańszczanina Waldemara Bartelika. - Prezes zarzuca mi, że chcę zrobić skok na kasę, bo związek jest teraz bardzo bogaty. Gdyby tak było, prościej byłoby przykleić się do obecnych władz - uzasadnia.

Adamski nie ukrywa, że jest przeciwnikiem polityki finansowej prowadzonej przez obecne władze PZPS. Jego zdaniem największym błędem jest oddanie organizacji imprez spółkom zewnętrznym, zamiast oprzeć ją na pracownikach związku.

- W 2009 roku swoimi siłami przeprowadziliśmy mistrzostwa Europy kobiet. Wiem, że to turniej mniejszy niż mistrzostwa świata w 2014 roku, ale przypominam, że frekwencja była największa w historii - mówi Adamski. W 2011 roku organizacją imprez zajęła się Polska Siatkówka spółka z o.o. - Z tego co wiem, do dziś nie złożyła sprawozdania finansowego z ubiegłorocznych rozgrywek Ligi Światowej, lecz tylko przedstawiła prezentację z wynikami. Wcześniej słyszałem, że cała impreza przyniosła 800 tys. strat, później, że 463 tys. zysku - mówi były sekretarz generalny. I dodaje: - Tego się nie zamiecie pod dywan.

Od kilku miesięcy PZPS jest kontrolowany przez CBA, które sprawdza m.in. umowy zawierane z miastami, w których mają zostać rozegrane mecze mistrzostw świata.

Szefowie związku zarzucają Adamskiemu, że z zemsty za odsunięcie go od władzy złożył doniesienie do CBA.

- Nie będę tego komentował. Powiem tylko, że art. 304 Kodeksu postępowania karnego mówi, że każdy, kto ma wiedzę o popełnionym przestępstwie [ściganym z urzędu - przyp. red.], ma obowiązek zawiadomić o nim prokuratora lub policję - tłumaczył. Stwierdził również, że zgłaszał zastrzeżenia do jednej z podpisanych umów, a innym spornym punktem było przyjęcie sprawozdania finansowego za poprzedni rok. - Przygotowane przez nas zostało sprawdzone przez biegłego audytora z Katowic, który robił to już po raz trzeci - wspomina. Wykazywało ono 3,5-milionową stratę. Nie było ono na rękę szefom PZPS, dlatego wymienili księgowość. - Nowa firma przygotowała inny bilans bez dokumentów, które są w prokuraturze. To kreatywna księgowość, żeby przed wyborami pokazać, że w związku nie jest źle. Strata zmniejszyła się o 1,9 mln zł. Poprawione sprawozdanie nie zostało przyjęte - twierdzi Adamski.

Podkreśla, że nie ma zamiaru odchodzić od sportu. - Wziąłem ślub z siatkówką 40 lat temu. Rozwodu nie będzie. Mam zamiar cały wysiłek wkładać w rozwój tej dyscypliny w Łodzi - deklaruje. Na pytanie, czy nie obawia się, że PZPS będzie dyskryminować miasto, odpowiedział: - Tutaj jest piękna hala, najlepsi kibice w Polsce. Jeśli przyszłe władze będą omijać miasto, to popełnią harakiri.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego