"Dziękujemy kibicom", "Brawa dla chłopaków". Wielka wygrana Polski w Pucharze Davisa [ZDJĘCIA]

Polscy tenisiści podołali roli faworyta i po dwóch latach przerwy powrócili na zaplecze światowej elity. - Chłopakom należy się wielkie uznanie - chwalił swoich zawodników po błyskawicznej wygranej z Białorusią w Pucharze Davisa kapitan reprezentacji Radosław Szymanik.
Ostatni weekend był dla łódzkiego tenisa wydarzeniem historycznym. Po raz pierwszy w naszym mieście zorganizowano bowiem tak wielką imprezę. Przez trzy dni hala sportowa przy ul. Skorupki zamieniła się w arenę walki najlepszych tenisistów z Polski i Białorusi. Stawką spotkania był awans do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej, która stanowi zaplecze dla najlepszych reprezentacji grających w grupie światowej.

Pojedynek ułożył się dla faworyzowanych Polaków kapitalnie. Już pierwszego dnia zmagań nasi tenisiści wygrali oba mecze, nie tracąc w nich ani jednego seta. Najpierw najlepszy z naszych singlistów Łukasz Kubot (75. miejsce w rankingu ATP) bez najmniejszych problemów pokonał mało znanego Dmitrija Żyrmonta 6:1, 6:4, 6:2, a następnie grający przed własną publicznością Jerzy Janowicz (85.) wygrał z Władimirem Ignatikiem 7:6, 6:2, 6:3. - Powiedziałem sobie, że tego meczu nie przegram. Że będę orał kort i walczył o każdą piłkę. I się opłaciło - cieszył się po zwycięstwie 21-letni łodzianin. - Nie mogę ukrywać, że nie byłem zdenerwowany, bo na pewno stres się pojawił. Puchar Davisa to zawsze dodatkowe emocje, które dodatkowo spotęgowane były tym, że grałem w Łodzi. Ufałem jednak swojej grze i wiedziałem, że muszę grać agresywnie bez względu na wszystko. Wiadomo, że mój tenis nie jest piękny dla oka kibica, bo oparty jest na serwisie i szybkim kończeniu akcji, ale mimo wszystko mam nadzieję, że kibice byli zadowoleni.

Byli. Jeszcze większe powody do zadowolenia mieli jednak w sobotę, gdy po ponad dwóch godzinach walki Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali Aleksandra Burego i legendarnego Maksa Mirnyja 6:4, 7:6, 6:7, 6:4. Spotkanie to było niezwykle zacięte, a zgromadzeni w hali kibice wielokrotnie nagradzali tenisistów zasłużonymi brawami. Najważniejsze jednak, że po ostatniej piłce mogli cieszyć się razem z zawodnikami z pokonania Białorusi i awansu na zaplecze światowej elity. - Chciałem serdecznie wszystkim podziękować za wsparcie. Mam nadzieję, że za rok znowu będziemy mogli dla was zagrać i przyjdziecie na trybuny jeszcze liczniej - przemawiał do publiczności tuż po zakończeniu meczu deblistów Janowicz, którego do mikrofonu przywołał Matkowski.

Łódzki tenisista podobnie jak i cała reprezentacja zostali nagrodzeni wielkimi brawami, na które w pełni zasłużyli. - Chciałbym, żeby ci zawodnicy zostali docenieni. Ja osobiście jestem pełen uznania zarówno dla nich, jak i ich sztabów szkoleniowych, z którymi pracują na co dzień. Za ich grę należą im się brawa - wychwalał swoich graczy Szymanik.

Gratulacje Polakom złożyli także Białorusini, którzy zgodnie przyznawali, że rywale byli od nich po prostu lepsi.

35-letni Mirnyj, który w karierze wygrał aż 45 turniejów deblowych, z czego sześć wielkoszlemowych, podkreślił także bardzo dobre zachowanie kibiców i... sędziów. - W Pucharze Davisa gram od wielu lat i wiem, jak to czasami wygląda. Dlatego chcę podziękować polskiej publiczności za świetne zachowanie wobec nas, a sędziom za obiektywizm. Jedno i drugie zdarza się naprawdę bardzo rzadko - mówił Mirnyj.

Niedzielne mecze singlistów nie miały już żadnego znaczenia, dlatego w pierwszym spotkaniu kapitanowie obu drużyn dali odpocząć swoim najlepszym singlistom i do gry wystawili deblistów. W trwającym niecałą godzinę pojedynku Bury pokonał Matkowsiego 6:3, 6:3. Spotkanie nr 2 odwołano w ogóle, bo Polacy oddali je walkowerem.

Ostatecznie nasza reprezentacja pokonała więc Białoruś 3:2. Dzięki temu powróciła do Grupy I Pucharu Davisa po dwóch latach przerwy, gdy w 2010 roku grając jako gospodarz przegrali niespodziewanie z Finami. Na kogo chcieliby trafić w kolejnej rundzie? - Mamy na tyle silną drużynę, że w pierwszej grupie możemy wygrać z każdym. Dlatego ważniejsze od rywala jest miejsce - twierdzi Matkowski. - Chcemy grać w Polsce, bo tutaj atmosfera jest zupełnie inna. Przez ostatnie cztery graliśmy w roli gospodarza bardzo rzadko i mam nadzieję, że teraz fortuna się odwróci.