"Hann Anonim" - jak nie rozpoznano prezydent Łodzi. I dlaczego chciałaby, by nie rozpoznawano jej częściej [BLOG]

"Nie pamiętam, co dokładnie powiedział ochroniarz, ale to było coś na kształt: "przepraszam, ale bez akredytacji nie da rady". Moje zdziwienie się zwiększa, zdziwienie pani też. Pani szuka czegoś w torebce. W taki oto sposób blokowano wejście na Puchar Davisa... prezydent Hannie Zdanowskiej" - pisze na swoim blogu Szymon Bujalski.
"W drodze na niedzielne mecze Pucharu Davisa napotkałem po drodze pewną kobietę. Zatrzymała się jakieś dwa metry przed wejściem do hali. Uścisk ręki na przywitanie, kilka luźnych zdań o tym, dlaczego tenis jest fajny i zmierzamy do środka. [...] I zaczynam się dziwić. I pani też zaczyna się dziwić, bo wejść nie może. Nie pamiętam, co dokładnie powiedział ochroniarz, ale to było coś na kształt: "przepraszam, ale bez akredytacji nie da rady". Moje zdziwienie się zwiększa, zdziwienie pani też. Pani szuka czegoś w torebce. Prada? Gucci? Cherokee z Tesco? Nie wiem, nie znam się" - pisze na swoim blogu Szymon Bujalski, dziennikarz Łódź.sport.pl i "Gazety Wyborczej".

"Nie wiem, czy jakaś dobra ochroniarska dusza koledze coś podpowiedziała, wyraźnie pokazała, czy wysłała wiadomość podprogową, ale pani za chwilę weszła. Równie rozbawiona, co zdezorientowana. Jeszcze bardziej zdezorientowany był ochroniarz. W taki oto bowiem sposób blokował wejście do hali prezydent Hannie Zdanowskiej." [...]

Ukryty morał z przypowiastki? "Lepiej trafić na ochroniarza, który prezydent Łodzi nie pozna, niż np. kibica Widzewa, który prezydent Łodzi zna aż za dobrze. Hanna Zdanowska dałaby pewnie bardzo wiele, by sztukę czynienia z siebie anonima opanować do perfekcji" - pisze Bujalski.

Dokończenie przygód "Hann Anonima" na bujalski.blox.pl.