Jakie warianty dla stadionu miejskiego w Łodzi? I dlaczego najlepszym byłby wspólny dla Widzewa i ŁKS? [FELIETON]

Budowa stadionu zgodnie z planem, przejęcie roli głównego wykonawcy przez Mostostal, a nawet rozpisanie nowego przetargu - to niektóre z wariantów, jakimi może podążyć inwestycja przy al. Unii. Dla mnie jedyny wariant dobry jest jednak zupełnie inny - pisze Szymon Bujalski, dziennikarz ?Gazety Wyborczej? i Łódź.sport.pl
Ostatnie dni przyciągnęły nad budowę obiektu przy al. Unii czarne chmury. Powodem jest złożenie w sądzie wniosku o ogłoszenie upadłości układowej przez Budusa Katowice, czyli głównego wykonawcę stadionu miejskiego. Katowicka firma chce w ten sposób dogadać się z wierzycielami i zmienić warunki spłaty zadłużenia (szczegóły tutaj).

Jakie losy czekają inwestycję? Na swoim blogu Szymon Bujalski z wielu możliwych wariantów wymienia cztery. W pierwszym, mimo większej kontroli magistratu, który po decyzji Budusa z pewnością będzie dokładniej nadzorował plac budowy i postęp prac, nowy stadion wraz z małą halą udaje się zbudować do końca 2013 roku.

Wariant nr 2? "Pogarszająca się sytuacja finansowa katowickiej firmy sprawia, że nie jest w stanie dalej być głównym wykonawcą. Liderem konsorcjum może wówczas zostać Mostostal Zabrze, którego pozycja na rynku jest obecnie o wiele silniejsza. Na swojej stronie internetowej firma chwali się nawet dodatnią rentownością za pierwsze półrocze 2012 r. oraz tym, że jej wyniki "na tle branży budowlanej prezentują się bardzo dobrze" - pisze dziennikarz, który jako kolejną możliwość wymienia rozpisanie nowego przetargu. "Obecna umowa na inwestycję przy al. Unii jest umową ryczałtową, co oznacza, że z góry określono za jaką kwotę pieniędzy ma zostać zrealizowana. Gdyby konsorcjum Budus/Mostostal nie podołało wyzwaniu, a żadne z innych firm nie podjęłyby się tego zadania za kwotę 218 mln zł, przetarg trzeba byłoby rozpisać ponownie" - zauważa Bujalski.

Jego zdaniem jednym z wariantów wciąż pozostaje także budowa jednego, dużego stadionu. "Powiedzmy sobie szczerze: miasto chce zbudować stadiony dla dwóch klubów piłkarskich. Nie dla całej Łodzi, nie dla wielkich imprez, nie dla koncertów światowych gwiazd, nie dla rugbistów Budowlanych (piękna podkładka pod uzasadnianie "miejskości" obiektu przy al. Unii), ale właśnie dla dwóch klubów. Zwolennicy przekonują, że np. w Krakowie miasto się na to zdecydowało, a od Wisły i Cracovii nie wzięło nawet złotówki. Tak, nie wzięło. A teraz Kraków walczy, by uchronić się przed wprowadzeniem komisarza."

Bujalski uważa, że m.in. z tych powodów wydawanie około 350 mln zł na "zaspokojenie potrzeb szefów Widzewa i ŁKS oraz grupki głośno krzyczących kibiców jest nieporozumieniem". "Wydanie podobnej kwoty na 30-tysięczny stadion w neutralnym miejscu, który służyłby całej Łodzi, poprę jak najbardziej. Bo nasze miasto będzie miało z tego o wiele więcej korzyści. Szefowie klubów nie będą mieli wyjścia i zgodzić się na grę swoich drużyn na wspólnym stadionie będą musiały. A że część kibiców nie będzie przychodzić na mecze? Trudno, ich wybór. Skoro nie chcą dzielić stadionu z lokalnym rywalem, to najwyraźniej zdrowo do tej rywalizacji nie podchodzą" - twierdzi dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl. "Poza tym grupa, która krzyczy najgłośniej, nie musi być grupą największą. Wydaje mi się, a wręcz jestem przekonany, że łodzianie myślący podobnie stanowią większość. Tylko w przeciwieństwie do przepełnionych emocjami kibiców nie są zorganizowani, nie robią marszów pod magistrat i nie wypisują dziesiątek komentarzy pod tekstami o stadionach" - pisze Bujalski.

I dodaje: "Osobiście nie wierzę ani w budowę stadionu Widzewa w partnerstwie publiczno-prywatnym, ani w dokończenie inwestycji przy al. Unii zgodnie z terminem. I paradoksalnie nie będzie to dla mnie pogrzebanie się w bagnie, lecz ostatnia szansa, by się z niego wygrzebać."

Cały felieton na blogu Szymona Bujalskiego.