Później i drożej - oto przyszłość stadionu przy al. Unii? [BLOG]

"Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Mostostal i Budus wkrótce z Łodzią się pożegnają. Miasto będzie więc najprawdopodobniej zmuszone do rozpisania nowego przetargu" - pisze na swoim blogu Szymon Bujalski, dziennikarz "Gazety Wyborczej i Łódź.sport.pl
Od kilku dni ważą się losy inwestycji przy al. Unii. Najpierw Budus Katowice złożył wniosek o upadłość układową, by następnie razem z Mostostalem Zabrze złożyć w sądzie pozew o zmianę warunków umowy. Zapisano w niej, że ponad 97 % z 218 mln zł zostanie zapłacone dopiero po zakończeniu budowie. Tymczasem konsorcjum chce, by miasto płaciło firmom co miesiąc, wraz z postępem prac. Swoją propozycję tłumaczy brakiem możliwości finansowania inwestycji z własnych pieniędzy, ponieważ po ostatnim kryzysie i upadku wielu firm banki bardzo niechętnie udzielają firmom budowlanym pożyczki (szczegóły tutaj).

"Dążenia firm z Katowic i Zabrza są z ich punktu widzenia zrozumiałe. Problem w tym, że... pieniędzy nie ma też Łódź - pisze na swoim blogu Szymon Bujalski.

"Jaki będzie więc finał sprawy? To rozstrzygnie sąd, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi (a wśród nich moi rozmówcy) wskazują, że Mostostal i Budus wkrótce z Łodzią się pożegnają. Bo jeżeli sąd wniosek firmy o zmianę warunków odrzuci, to konsorcjum wniesie o rozwiązanie umowy. Miasto zapowiedziało już, że w takim wypadku poszuka nowego wykonawcy. Ale jest kilka "ale" - zauważa Bujalski. "Kto jak nie Budus i Mostostal? I za ile? No właśnie! Powiedzmy, że miasto mogłoby wybrać kolejną firmę z przetargu. Problem w tym, że chciała ona 100 mln zł więcej niż zwycięzca. A że jak już napisałem - miasto jest biedne - opcja ta odpada. Tak samo jak nierealne jest, by nagle pozostałe firmy z przetargu zgodziły się budować za tak drastycznie mniejszą cenę."

Dziennikarz "Gazety" i Łódź.sport.pl dodaje, że teoretycznie miasto mogłoby też poszukać wykonawcy z wolnej ręki, który byłby gotów budować za obecną kwotę. "Podobnie zrobił Wrocław przy budowie stadionu na Euro, gdy po rozwiązaniu umowy z pierwszym wykonawcą, podpisał nową z firmą Max Boegl. I sprawa - z powodu podejrzeń o naruszenie prawa - trafiła do Komisji Europejskiej. A więc ta opcja też odpada" - pisze.

I dodaje: "Miasto będzie więc najprawdopodobniej zmuszone do rozpisania nowego przetargu. Ale, ale... Czy myślicie, że wówczas inwestycja dalej będzie kosztować 218 mln zł? Wątpicie? Ja też.

Cały wpis na blogu Szymona Bujalskiego.