"Korwin-Mikke? Ale o kim my mówimy? Nie ma zielonego pojęcia o sporcie..." [REPORTAŻ]

Marcinowi kilka dni po narodzinach lekarze nie dawali żadnych szans. Karol przeżył okropny wypadek. - To dla mnie prawdziwi zwycięzcy - mówi o medalistach Wojciech Kikowski, trener paraolimpijskiej kadry lekkoatletycznej na igrzyskach Londynie
Popularności Oscara Pistoriusa, biegacza ścigającego się na specjalnych protezach z włókna węglowego i rywalizującego ze zdrowymi zawodnikami, nigdy nie zdobędą. Zresztą, nawet o tym nie marzą. Ale ich zmagania na stadionie olimpijskim w Londynie oglądało 80 tysięcy kibiców i to się dla nich najbardziej liczy. To oni przyczynili się do wielkiego sukcesu polskiej kadry w igrzyskach paraolimpijskich. Zdobyliśmy na nich 36 medali i zajęliśmy dziewiąte miejsce w generalnej klasyfikacji. Oto nasi bohaterowie z paraolimpiady.

Jestem indywidualistą

Karol Kozuń z Sieradza wywalczył srebro w pchnięciu kulą, a Mariusz Sobczak ze Zduńskiej Woli taki sam medal w skoku w dal. Dla tego pierwszego były to już drugie igrzyska. Na poprzednich w Pekinie mu nie poszło. Był 13. w rzucie oszczepem i 6. w pchnięciu kulą. Od tamtej pory 30-letni sieradzanin zrobił olbrzymie postępy. W ubiegłym roku w nowozelandzkim Christchurch zdobył mistrzostwo świata w pchnięciu kulą.

Od siedmiu lat jeździ na wózku inwalidzkim. - Miałem wypadek samochodowy. Przywaliłem w drzewo. Złamałem kręgosłup. Skończyło się porażeniem kończyn dolnych - opowiada Kozuń. - Przez dwa lata przechodziłem rehabilitację. To była harówa. Dzień w dzień, od rana do wieczora, zmienianie jednego przyrządu na drugi, masakra.

To był okres, po którym miała nastąpić największa poprawa neurologiczna. Satysfakcjonującego efektu jednak nie było. - Przyszedł kryzys, ale go pokonałem. Psychikę mam mocną - mówi Kozuń. - Rodzice powtarzali, żebym szedł na studia, kazali mi coś robić. Ale, gdzie ja tam do nauki? Babcia nazywała mnie bałwanem bez pamięci. Zawsze mnie do sportu ciągnęło. Przed wypadkiem trenowałem chyba wszystko, co było możliwe. Nigdzie jednak nie zagrzałem miejsca na długo. Szybko mi się nudziło. Zaczynałem od judo, później było karate, boks, ju jitsu, przez chwilę siatkówka, oczywiście też siłownia. Kto wie, może gdybym wtedy wybrał konkretny sport, to teraz występowałbym na igrzyskach z pełnosprawnymi zawodnikami? - zastanawia się.

Pięć lat temu Kozuń rozpoczął treningi z Wojciechem Kikowskim, trenerem polskich paraolimpijczyków na igrzyskach w Atenach, Pekinie i ostatnio w Londynie; Kikowski mieszka w Zduńskiej Woli. Od razu nastawił się na pchnięcie kulą, które trenował przed wypadkiem. - Doradzano mi, żebym może wybrał koszykówkę, ale to nie dla mnie. W sportach drużynowych nie wszystko zależy od ciebie. Możesz dawać z siebie wszystko, sumiennie trenować, ale kiedy pozostali koledzy z drużyny olewają sprawę, to wiadomo, że nic z tego nie będzie. Poza tym jestem indywidualistą - mówi Kozuń.

I po chwili dodaje: - I tak jestem szczęściarzem. Zwiedziłem kawał świata. Gdyby nie sport, mógłbym co najwyżej o tym pomarzyć.

Za srebro zdobyte w Londynie dostał 10 tys. złotych od Witolda Stępień, marszałka województwa łódzkiego. To ważne, bo niepełnosprawni sportowcy, nie mogą liczyć na kontrakty sponsorskie, tak jak zdrowi zawodnicy. Wyjątkiem jest tylko Oscar Pistorius. Słynny biegacz z RPA rocznie może liczyć na wpływy z reklam w wysokości 2 mln dolarów. - W Polsce niepełnosprawni sportowcy mogą dostać tylko stypendia. Oczywiście pod warunkiem, że z najważniejszych imprez przywożą medale. Za złoto 3 tysiące złotych miesięcznie na rękę. Ale wystarczy, że jesteś czwarty, zostajesz bez pieniędzy i musisz szukać pracy - tłumaczy Kozuń.

Nazywamy ich ceptusiami

Mariusz Sobczak w konkursie skoku w dal zajął w Londynie drugie miejsce. Dla przyjaciół "Docent". Skończył informatykę na uniwersytecie w Poznaniu. Pracuje w firmie zajmującą się stronami internetowymi. - Ma umysł Einsteina. Jest niesamowicie inteligentny - mówi o nim trener Kikowski.

Sobczak podobnie, jak kolejni paraolimpijczycy ze Zduńskiejm Woli - Marcin Mielczarek i Marta Langner (w Londynie była szósta w skoku w dal) cierpią na porażenie mózgowe. - To groźnie brzmi i ktoś może sobie różnie o nich myśleć. Dla nas są "ceptusiami". Dlaczego taka nazwa? Zaliczają się do grupy CP. To angielski skrót od cerebral palsy, czyli dziecięcego porażenia mózgowe. Mają dysfunkcję kończyn - mówi Kikowski.

Po urodzeniu ich rokowania były bardzo złe. W przypadku Mielczarka, lekarz stwierdził, że za kilka dni zejdzie z tego świata. Nauczył się chodzić, kiedy miał dwa lata. Ma problemy ze słuchem i mową. Oprócz tego wszystko jest z nim w porządku, treningi łączy z pracą. Prowadzi normalne życie. Mielczarek jest kierowcą w firmie drukarskiej "Centrum" w Zduńskiej Woli. Jej właścicielem jest Bogdan Owczarek. - Nie chciałbym przesadzać z komplementami, ale naprawdę nie znajduję innych słów, aby opowiadać o Marcinie. Zawsze jest punktualny, znakomicie wywiązuje się ze swoich obowiązków. W firmie go wszyscy bardzo lubią - mówi Owczarek. - Jest nie tylko kierowcą, ale także pracownikiem gospodarczym, praktycznie od wszystkiego. Oczywiście nie w znaczeniu, że do miotły, ale jeśli chodzi o takie rzeczy, jak na przykład załatwianie transportu do materiałów. Świetnie się w tym odnajduje. Obsługuje też urządzenia pomocnicze. Jeśli powiem o nim, że to człowiek renesansu, to na pewno przesadzę, ale jest uniwersalnym, mądrym i po prostu dobrym człowiekiem. Kiedy nasi zawodnicy wrócili z igrzysk do Zduńskiej Woli, powiedziałem im, że może mnie będzie stać na wycieczkę do Londynu, może nawet stanę na Wembley, ale mnie osiemdziesiąt tysięcy ludzi nigdy nie będzie oklaskiwało. To są herosi.

Mało brakowało, a Mielczarek na olimpijskim podium stanąłby razem z Sobczakiem. Niestety, przegrał brązowy medal z Rosjaninem Vladimir Sviridovem zaledwie o centymetr! Byłby to jego drugi krążek w karierze. Na igrzyskach w Atenach zajął trzecie miejsce, tyle że w finale... biegu na 400 metrów. - Czwarta pozycja, w dodatku w takich okolicznościach, to dla wielu sportowców koszmar. Mi też było przykro, ale nie załamałem się. Może gdyby to był mój debiut, to wtedy nie mógłbym się z tym pogodzić? Najważniejsze, że przeżyłem super przygodę. W ogóle cieszę się, że uczestniczyłem w tak fantastycznej imprezie - mówił Mielczarek.

Po powrocie z Anglii cała czwórka wciąż przeżywa swoje "pięć minut". Udzielają wywiadów, są zapraszani przez urzędników. Politycy chcą sobie zrobić z nimi zdjęcie. - Myśleliśmy, że ta euforia skończy się równie szybko, jak się zaczęła. Ale jest inaczej. W telewizji o nas mówią, piszą w gazetach. I dobrze, mnie to odpowiada. Taka popularność, to żaden problem - śmieje się Kozuń.

Wszyscy podkreślają, że nie lubią, kiedy porównuje się ich do występu zdrowych sportowców, którzy w Londynie zdobyli tylko dziesięć medali. - Startują przecież na innych zasadach. Gdzieś przeczytałem informację, że paraolimpijczycy są lepsi od zdrowych o osiem razy. Totalna bzdura. Niby na jakiej podstawie? Z wykształcenia jestem fizykiem i nie lubię, jak ktoś posługuje się bezmyślnymi liczbami. Trzeba pamiętać, że system kwalifikacji na igrzyska wśród zdrowych sportowców jest znacznie trudniejszy niż u niepełnosprawnych - wyjaśnia Kikowski.

Na igrzyskach dla zdrowych sportowców w lekkiej atletyce było do zdobycia 60 kompletów złotych medali, paraolimpijczycy mieli ich trzy razy wiecej.

Korwin-Mikke? Nie obrażam się, ale..

Podczas igrzysk paraolimpijskich w Londynie głośno było o blogu Janusza Korwina-Mikkego, który zamieścił prowokacyjny wpis "Każdy ma prawo uprawiać dowolne ćwiczenie fizyczne i urządzać dowolne zawody. Można się tylko cieszyć, że inwalidzi też organizują zawody. Ze sportem nie ma to jednak wiele wspólnego - równie dobrze można by organizować zawody w szachy dla debili. Kiedy kobieta ma pryszcz na twarzy - stara się nie wychodzić z mieszkania. Podobnie z inwalidami. I nie chodzi tu o względy estetyczne. Dlaczego para-olimpiada jest - jako wydarzenie sportowe - nonsensem? Dlatego, że premiuje cechę będącą przeciwwskazaniem do uprawiania sportu: kalectwo."

Jak te słowa odebrali sportowcy? - To nie był dla mnie żaden cios. Zresztą o kim my mówimy? To człowiek, który nie ma zielonego pojęcia o sporcie, więc po co z nim dyskutować? Chciał zabłysnąć, spowodować, żeby mówiło się o nim i cel osiągnął. Cieszę się, że spotkało się to z wielką krytyką społeczeństwa. Skompromitował się na całej linii - uważa Kozuń. - Jeśli wziąć pod uwagę jego poglądy, że tylko pięknych ludzi należy pokazywać w telewizji, to powinien być konsekwentny i sam nie stawać przed kamerami.

Sobczak: - To jest w jakiś sposób polityk niepełnosprawny. Przegrał przecież tyle wyborów.

Po powrocie z igrzysk zawodnicy dostali miesiąc wolnego. Od listopada znowu zaczynają treningi i przygotowania do przyszłorocznych mistrzostw świata we Francji.

- Energia mnie rozpiera. Najchętniej to od dzisiaj zacząłbym ostro trenować. Nie cierpię bezczynności - mówi Kozuń.

Takie podejście do zajęć robi wrażenie na trenerze Kikowskim. - Trafiłem na wspaniałych ludzi. Gdyby oni nie zarazili się tą pasją, nie pracowali ciężko, to nic by nie osiągnęli - mówi. - To niesamowite, z jaką motywacją i pozytywną postawą podchodzą do treningów. Są zakręceni na tym punkcie. Podziwiam ich, to tacy sportowi narkomani.