Wielkie zmiany przy stadionie miejskim, wielka niewiadoma przy stadionie Widzewa. Czy trzeba było iść do sądu?

Władze Łodzi nie zdecydowały się na wznowienie negocjacji w sprawie stadionu Widzewa z pominięciem sądu. O przyszłości inwestycji zadecyduje więc Wojewódzki Sąd Administracyjny. Jednocześnie miasto domaga się od konsorcjum Budusa i Mostostalu kontynuowania prac przy stadionie miejskim.
Wciąż nie wiemy, czy przy al. Unii i przy al. Piłsudskiego staną nowe stadiony. Wczoraj po raz kolejny debatowały o tym władze Łodzi.

Stadion Widzewa

Przypomnijmy, że pod koniec września miasto poinformowało, że firmy wycofały się z negocjacji w sprawie wyboru partnera na budowę stadionu Widzewa.

Później okazało się, że firma Hellmich Inwestycja Polska wciąż zainteresowana jest inwestycją, a wycofała się z niej tylko dlatego, że została wprowadzona w błąd. Niemiecka firma złożyła więc w magistracie skargę, którą UMŁ w ciągu 10 dni miał przekazać razem z własną odpowiedzią do WSA. Termin ten minął wczoraj.

I właśnie wczoraj miasto poinformowało, że kompletną dokumentację w tej sprawie wysłało. Sąd ma teraz 30 dni na rozpatrzenie skargi, co oznacza, że nastąpi to najpóźniej do połowy listopada. Możliwe, że wtedy też poznamy decyzję sądu.

Osobną kwestią pozostaje to, czy miasto rzeczywiście musiało skierować papiery do sądu. Od jakiegoś czasu spekulowano bowiem, że to jednak może nie być konieczne. W ubiegłym tygodniu w telewizji TOYA mówił o tym nawet Wojciech Rosicki, dyrektor departamentu prezydenta. - Staramy się sprawdzić przez prawników, czy jest taka możliwość, żeby to odwołanie w ogóle nie trafiło do sądu i żebyśmy wznowili procedurę ppp bez tego - mówił Rosicki. Możliwości takie daje kodeks postępowania administracyjnego.

O możliwości ominięcia drogi sądowej dyskutowano jeszcze na poniedziałkowej komisji sportu. Małgorzata Belta, dyrektor wydziału inwestycji, tłumaczyła jednak, że miasto tak czy inaczej musi oddać sprawę do sądu. - Jeżeli uwzględnimy skargę w całości, to sąd mógłby odwołać wówczas proces. Nie wiem jednak, jaka będzie decyzja w tej sprawie - mówiła. Jak dowiedziała się "Gazeta", decyzja była inna, a UMŁ w wysłanej odpowiedzi na skargę nie zgodził się ze wszystkimi zarzutami.

Stadion miejski

W tym samym czasie czarne chmury zawisły też nad stadionem miejskim.

Przypomnijmy, że Budus Katowice, czyli lider konsorcjum, które ma go zbudować, złożył wniosek o upadłość układową. Jednocześnie w sądzie został złożony inny wniosek: o zmianę warunków umowy.

Wczoraj w urzędzie miasta doszło do spotkania władz Łodzi z szefami Budusa i Mostostalu Zabrze, po którym magistrat poinformował, że otrzymał w piątek kopię pozwu i ma 30 dni na zajęcie stanowiska w tej sprawie. Stanowisko to jest już jednak znane. "Miasto będzie domagać się od konsorcjum kontynuowania budowy lub rozwiązania umowy i zapłacenia wszelkich kar wynikających z umów oraz pokrycia kosztów UMŁ wynikających z zawartych umów.

Miasto liczy się z rozpisaniem nowego przetargu z uwzględnieniem dotychczas wykonanych prac i z wykorzystaniem projektu na budowę stadionu i hali" - napisano w komunikacie.

Oznacza to, że jeżeli konsorcjum nie zmieni zdania i nie wycofa pozwu, to o przyszłości budowy stadionu miejskiego również zadecyduje sąd. Warto przy tym dodać, że ostatnio Mostostal został liderem konsorcjum, choć jeszcze niedawno taką możliwość odrzucał. Jednocześnie wykonawcy zarządzali od miasta zabezpieczenia gwarancji wypłaty wynagrodzenia, do czego Łódź obliguje prawo. Gwarancja ta - wyliczona procentowo - wynosi 1,850 tys. zł.

O ile kibice Widzewa muszą się martwić o przyszłość stadionu, o tyle kibice ŁKS-u, którzy w poniedziałek spotkali się ze Zdanowską, wydają się być spokojniejsi. "Z niekrytą satysfakcją informujemy, iż Pani Prezydent zapewniła nas o tym, że realizacja inwestycji nie jest zagrożona, a kibice najstarszego łódzkiego klubu mogą spać spokojnie" - napisało na stronie lksfans.pl stowarzyszenie kibiców ŁKS.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego