Stadion miejski. Prezes firmy, która złożyła wniosek o upadłość Budusa: - My wykonaliśmy prace, oni wzięli pieniądze

- Prace skończyliśmy w terminie, własnymi pracownikami i wkładając w nie własne pieniądze. Budus nie włożył w to ani złotówki. Otrzymał za to pieniądze od zamawiającego, ale nam ich już nie przekazał - mówi ?Gazecie? i Łódź.sport.pl Edward Michalewicz, którego firma złożyła w sądzie wniosek o upadłość likwidacyjną Budusa Katowice.
W sobotę opisaliśmy problemy finansowe Budusa. Jeden z dwóch głównych wykonawców stadionu miejskiego i hali przy al. Unii pod koniec września złożył wniosek o upadłość układową. Od tej pory każdego tygodnia katowicka firma musi zmagać się z kolejnymi problemami. Jak już napisaliśmy, od początku października straciła aż pięć ważnych kontraktów na ponad 150 mln zł. Dodając nieco wcześniejsze kontrakty, w ostatnim czasie łącznie straciła umowy na grubo ponad 200 mln zł (szczegóły tutaj)! Na tym złe informacje się jednak nie kończą. W ostatnich dniach SGB-Bank wypowiedział Budusowi umowę o kredyt i zażądał wykupu obligacji przed terminem (miał minąć w 2015 r.). Tydzień później umowę współpracy i umowę kredytową wypowiedział firmie także BRE Bank. Ostatni cios nadszedł 18 października. Tego dnia jeden z podwykonawców złożył w sądzie wniosek o upadłość likwidacyjną. To firma Edwarda Michalewicza, która na zlecenie Budusa przebudowała kanalizację w Tarnowskich Górach. Z informacji "Gazety" wynika, że zaległości wobec niej wynoszą kilkaset tysięcy złotych.

Szymon Bujalski: Dlaczego pana firma zdecydowała się na złożenie wniosku?

Edward Michalewicz, prezes firmy Michalewicz EM: Gdyż nie otrzymaliśmy zapłaty za wykonane roboty. Prace w Tarnowskich Górach skończyliśmy w terminie, własnymi pracownikami i wkładając w nie własne pieniądze, częściowo pochodzące z kredytu. Budus nie włożył w to ani złotówki. Otrzymał za to pieniądze od zamawiającego, ale nam ich już nie przekazał.

Skoro złożyliście wniosek, to rozumiem, że wszelkie inne sposoby uzyskania zapłaty okazały się nieskuteczne?

- Tak naprawdę tych sposobów nie jest za wiele. Przyznam szczerze, że jako podwykonawca Budusa cały czas miałem jakieś problemy z płatnościami. Ale nie spodziewałem się, że firma, która ma w portfelu zamówień na - lekko licząc - kilkaset milionów złotych, będzie miała takie problemy i że złoży wniosek o upadłość układową.

I nie wierzycie w odzyskanie pieniędzy poprzez układ?

- W tej chwili roboty budowlane bierze się po kosztach albo na minimalnym zysku, w granicach 2-3 proc. Budus proponuje, że zapłaci mi 40 proc. za ileś lat i rozłożone na wiele rat. Jak ja mogę się na to zgodzić? Patrzmy na to realnie. Przecież nie mogę powiedzieć moim dostawcom, że za pięć lat oddam im 40 proc. kwoty, którą wziąłem w materiałach. Przecież to, że Budus mi nie zapłacił, przekłada się na mnie i na moją sytuację. Przez to sam jestem monitowany przez ludzi, którzy nie otrzymali płatności. To jest łańcuch. A Budus po prostu wziął pieniądze, których nie chce mi dać. A nie chce mi dać, bo twierdzi, że ma ciężką sytuację. Ale tak naprawdę co mnie to interesuje? Zlecona robota w Tarnowskich Górach została wykonana w terminie, pieniądze zostały wypłacone firmie przez miasto, ale do nas już nie trafiły. Dlatego też występuję z roszczeniem do miasta. Ktoś w końcu w tym kraju musi przejrzeć na oczy. Nawet jak ktoś idzie w upadłość, to powinno zaspokoić się potrzeby tych, którzy roboty faktycznie wykonali, a nie tych, którzy postawili na budowie dwa kontenery. Bo do tego to się sprowadza.

Kiedy spodziewa się pan zakończenia tej sprawy?

- Z tego co wiem, Budus jakieś kroki ciągle prowadzi. Słyszałem, że przynajmniej u was próbuje pozyskać finansowanie na inwestycję. Swego czasu akcje Budusa spadły gwałtownie, ale ostatnio podskoczyły trochę do góry. Może więc ktoś coś w tej sprawie wie i coś faktycznie jest na rzeczy. Mam nadzieję, że Budus się uratuje, bo co dla mnie za pocieszenie, że firma, z która współpracuję, upada? Dla mnie to tak naprawdę bardzo wielki problem, bo to wiąże się z tym, że wkrótce i ja mogę ogłosić upadłość. I zamknę firmę, która od 25 lat istnieje na rynku. Niestety, do decydujących w tym kraju wciąż nie dociera, że podwykonawca, który wykonuje pracę, powinien w pierwszej kolejności dostać pieniądze. To najpierw jego pieniądze powinny być zabezpieczone, a dopiero później tego, który tak naprawdę to tylko firmuje i zgarnia swój procent.

A co z pana wnioskiem o upadłość Budusa?

- Ja tak naprawdę ten wniosek mogę w każdej chwili wycofać. Tylko czekam na ruch ze strony Budusa, żeby zaspokoił przynajmniej w części moje roszczenia. Nie jestem w stanie nagle wrzucić kilkuset tysięcy złotych do firmy, bo mnie na to po prostu nie stać.

Więcej o sporcie w Łodzi i stadionach na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego