Stadion miejski. "Nikt nie będzie nas szantażował" - rozmowa z Jarosławem Pruszowskim, wiceprezesem Budusa

- Byliśmy już straszeni przez niektóre firmy, że złożą wniosek do sądu. Inni wywierają na nas nacisk innymi metodami - mówi o problemach finansowych Budusa Jarosław Pruszowski, wiceprezes katowickiej firmy odpowiedzialnej za budowę stadionu miejskiego.
Budus to jeden z głównych wykonawców stadionu miejskiego i hali przy al. Unii. Firma pod koniec września złożyła w sądzie wniosek o upadłość układową. Od początku października straciła aż pięć ważnych kontraktów na ponad 150 mln zł. Co więcej, przed tygodniem dwa banki wypowiedziały Budusowi umowy kredytowe. Ostatni cios nadszedł 18 października, gdy jeden z podwykonawców złożył w sądzie wniosek o upadłość likwidacyjną spółki. To firma Edwarda Michalewicza, która na zlecenie Budusa przebudowała kanalizację w Tarnowskich Górach. Z informacji "Gazety" wynika, że zaległości wobec niej wynoszą kilkaset tysięcy złotych.

Rozmowa z Jarosławem Pruszowskim, wiceprezesem Budusa

Szymon Bujalski: czy wiadomo już coś w sprawie waszego wniosku o upadłość układową?

Jarosław Pruszowski: Nie ma jeszcze decyzji sądu w tej sprawie. Pani sędzia mówiła, że od momentu ustanowienia biegłego i tymczasowego nadzorcy sądowego ma to potrwać około miesiąca. Do 10-15 listopada powinny być znane obie opinie. Na ich bazie sąd podejmie następnie decyzję i wyda postanowienie o otwarciu postępowania bądź układowego, bądź likwidacyjnego. Mamy nadzieję, że będzie to ta pierwsza. Trudno teraz powiedzieć coś konkretnego, bo każdy dzień przynosi nowe informacje, nowe rozwiązania. Nie ma co ukrywać, że i nowe problemy. W związku z naszymi kłopotami podpisaliśmy niedawno aneks do umowy i przekazaliśmy liderowanie w konsorcjum Mostostalowi. Trudno oczekiwać, żeby firma, która starała się o zawarcie układu, liderowała w tak ważnym kontrakcie.

A co z pozwem o zmianę warunków umowy?

- Najlepiej byłoby, gdyby rozmawiał pan o tym z Mostostalem, gdyż on jest bliżej tego tematu. Ja mogę powiedzieć tyle, że pozew został złożony i czekamy na decyzję sądu. W międzyczasie dalej rozmawiamy - głównie Mostostal - z różnymi instytucjami finansowymi w sprawie finansowania tego obiektu.

No właśnie - podobno we wtorek miały zapaść decyzje w tej sprawie...

- To było drobne przekłamanie prasowe. Powołano się na dyrektora Urbańca, który miał o tym mówić. Rozmawialiśmy z nim i powiedział nam, że przekazał jedynie, że odbyła się pierwsza tura rozmów, a we wtorek ma odbyć się druga. Ale to nie miały być jakieś przełomowe rozmowy. Oczywiście dalej rozmawiamy z różnymi instytucjami w tej sprawie, ale trudno powiedzieć, z jakim skutkiem i kiedy się one zakończą.

Może pan spróbować ocenić szanse na to, że prace przy al. Unii będą kontynuowane?

- Trudno rozpatrywać to w takich kategoriach. Mogę powiedzieć tyle, że umowa dalej nas obowiązuje. Wykonujemy prace projektowe, są złożone wnioski o pozwolenie na budowę i spodziewamy się, że niedługo będą wydane. Tak sytuacja wygląda z naszej strony.

Widziałem harmonogram prac przy al. Unii. Jest w nim napisane, że we wrześniu m.in. miało rozpocząć prace przy trybunie północnej. Tymczasem tak się nie dzieje.

- Z racji problemów z uzyskaniem pozwolenia na przekładkę sieci kV termin został przesunięty. Są pewne proceduralne przesunięcia i po prostu czekamy na wydanie pozwolenia w tej sprawie.

Czy powodem przesunięcia jest to, że nie zostało wydane jeszcze pozwolenie na wycinkę kolejnych drzew?

- Według moich informacji nie mamy jeszcze zgody na wycinkę drzew w etapie 3. i 4.

18 października wpłynął do was faks, w którym zostaliście poinformowani, że do sądu został złożony wniosek o upadłość majątkową Budusa. Jak pan to skomentuje?

- Jesteśmy po rozmowie z nadzorcą, któremu przekazaliśmy informacje w tej sprawie. Ten wniosek nie zmienia jednak naszej obecnej sytuacji. Sąd czeka na opinię nadzorcy i biegłego i to na ich opiniach zapadną decyzje, co dalej z Budusem.

Właściciel firmy domagającej się upadłości Budusa mówi, że może wniosek wycofać, ale pod warunkiem że chociaż część roszczeń zostanie spełniona.

- Nadzorca wyraża się w tej sprawie jasno: nie możemy płacić wybiórczo, a to, któremu z podwykonawców płacimy, musimy uzgadniać z nim. Nadzorca jest powołany po to, by sprawować pieczę nad majątkiem firmy. Żeby pilnował, by w równomierny sposób zaspokoić wierzycieli, czy to poprzez układ, czy poprzez postępowanie likwidacyjne. Firmy próbują wykorzystać obecną sytuację. Byliśmy już straszeni przez niektóre, że złożą wniosek do sądu. Inni posługują się innymi metodami, by wywrzeć na nas nacisk i wywołać presję. Ale tak jak powiedziałem: teraz o wszystkim decyduje nadzorca. Nie będzie więc tak, że ten, kto jest sprytniejszy czy ma pieniądze, by opłacić wniosek w sądzie, będzie nas szantażował, by otrzymać dzięki temu pieniądze. Niemniej chcę podkreślić, że rozmawiamy z tą firmą, - tak samo jak z pozostałymi - gdyż chcemy jak najlepiej wywiązać się z naszych zobowiązań. Nasze możliwości są teraz jednak mocno ograniczone.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego