Włoski inwestor zbuduje stadion miejski i pomoże ŁKS? I co nowego w sprawie stadionu Widzewa?

Szefowie ŁKS twierdzą, że są blisko pozyskania inwestora, który zbuduje stadion miejski. Przeciwne nastroje są za to w Widzewie. Według jego włodarzy inwestycja jest nie na rękę władzom Łodzi
W poniedziałek na obiektach SMS zorganizowano spotkanie zespołu z udziałem posłów z Łodzi i regionu. Główny temat: przyszłość stadionów przy al. Unii i al. Piłsudskiego. Na debacie pojawili się m.in. Krzysztof Kwiatkowski, Dariusz Joński, John Godson, Cezary Olejniczak i Jan Tomaszewski. Obecni byli także, a raczej przede wszystkim, szefowie obu klubów, przedstawiciele środowiska kibiców oraz wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak razem z najważniejszymi urzędnikami. Czego nowego dowiedzieliśmy się o budowie stadionów dla Widzewa i ŁKS?

Najważniejsze wiadomości dotyczyły inwestycji przy al. Unii. Przypomnijmy, że w ostatnich dniach Budus Katowice złożył wniosek o upadłość likwidacyjną, a to oznacza, że jeden z głównych wykonawców stadionu miejskiego będzie zmuszony z niej się wycofać. Pozostał jednak Mostostal Zabrze, obecnie partner Budusa. Jarosław Turek, przewodniczący rady nadzorczej ŁKS, poinformował, że pomaga firmie z Zabrza w znalezieniu partnera do inwestycji. Co więcej, jest podobno tego bardzo bliski, a nowym wykonawcą miałoby być włoskie konsorcjum, które prowadzi już duże podwykonawstwo w Warszawie. - Ten włoski partner jest w stanie zorganizować bieżące finansowanie inwestycji i chciałby uczestniczyć w niej jako podwykonawca - zdradził Turek. Mówił też, że doprowadził już do rozmów firmy z władzami Łodzi i z konsorcjum. - Wiadomo, że partner ten nie mógłby zostać uczestnikiem konsorcjum, bo takie działanie groziłoby rozpisaniem nowego przetargu. Dlatego dążymy do tego, aby wsparł Mostostal w bieżącym finansowaniu - tłumaczył. Podobno Włosi są w stanie wyłożyć większość pieniędzy na inwestycję.

Turek opowiadał również, że rozmawia z Włochami nie tylko o budowie, lecz także o wsparciu ŁKS. Włosi mieliby wykupić akcje klubu z al. Unii. Docelowo zarządzaliby częścią komercyjną obiektu.

Zdaniem przewodniczącego rady nadzorczej firma z Zabrza złożyła w sądzie wniosek o zmianę warunków umowy z miastem, by po nieoczekiwanych problemach Budusa zyskać więcej czasu na negocjacje. - Jeśli to się uda, to wniosek zostanie wycofany - stwierdził. - Wydaje mi się, że Mostostal zrobi wszystko, by doprowadzić inwestycję do końca. Budowa stadionu to dla niego być albo nie być. Gdyby się z niej wycofał, to musiałby zapłacić nie tylko kary, ale miałby również trzyletni zakaz uczestnictwa w przetargach - tłumaczył.

Podobnie wypowiadał się Cieślak, który przyznał, że zejście Mostostalu z budowy stadionu oznaczałoby dla firmy także "zejście z mapy Polski". Wiceprezydent zaapelował także do posłów o wsparcie miasta przy staraniach o dofinansowanie z Ministerstwa Sportu budowy nowej hali. - To mogłoby być nawet 25 mln zł. Dla nas byłoby to spore odciążenie - mówił.

Według Turka decyzje w sprawie wejścia Włochów w inwestycję powinny zapaść w ciągu kilku najbliższych tygodni. Szef rady nadzorczej ŁKS przyznaje, że budowa stadionu oraz ewentualne wsparcie przez inwestora jest dla klubu z al. Unii światełkiem w tunelu. - To realna szansa na to, że wyjdziemy z tarapatów. Nie ukrywam, że jeżeli nie doszłoby to do skutku, to słabo widzę naszą przyszłość - podkreślił.

O ile w ŁKS wierzą, że nowy obiekt powstanie, o tyle w Widzewie nastroje są coraz gorsze. Co prawda na debacie zabrakło Sylwestra Cacka, ale właściciel wystosował list. W ostrym tonie napisał m.in.: "Zdajemy sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji obecnie jest rynek, co z pewnością przekłada się na budżet miasta. Jednak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego inne miasta w dziedzinie wspierania sportu profesjonalnego radzą sobie dużo lepiej niż Łódź, a Łódź staje się synonimem nieudolności. (...) Zdajemy sobie sprawę, że budowa stadionu Widzewa nie jest na rękę miastu Łódź i że nagle osoby nim zarządzające nie zaczną postępować w tej sprawie w sposób przejrzysty. Jesteśmy przygotowani na dalsze ataki urzędników na mnie osobiście oraz na klub, jak też w związku z brakiem potencjalnego sukcesu, z próbą przerzucenia odpowiedzialności na nas i inwestorów, którzy zgłosili się do przetargu. Jestem także przekonany, że wszystkie szczegóły postępowania związane z budową stadionu wypłyną wcześniej czy później i będą w przyszłości stanowić dla państwa duży problem polityczny (...).

W trakcie debaty wiele do powiedzenia miał także Paweł Młynarczyk, wiceprezes Widzewa. Przyznał, że Hellmich Inwestycje Polska złożyła w sądzie skargę w sprawie partnerstwa publiczno-prywatnego po rozmowach z klubem. Widzew przekazał firmie to, co usłyszał na wrześniowym spotkaniu z władzami Łodzi: że to jedyna szansa na uratowanie inwestycji. - Wiedzieli państwo [władze Łodzi - przyp. red.] już wtedy, że będziemy chcieli kontynuować PPP. Pani prawnik wskazała tylko jedno wyjście: złożenie skargi.

Zdaniem Młynarczyka miasto nie poinformowało Hellmicha, że skarga w sądzie wcale nie jest konieczna, wystarczy tylko cofnąć rezygnację z negocjacji. Dodał także, że jeżeli sąd nie podejmie decyzji po myśli niemieckiej firmy, to budowa nowego obiektu Widzewa przedłuży się o kolejne lata. - Tak samo jak dla ŁKS, tak samo dla nas kwestia stadionu jest kluczowa. Bez nich nie będzie w Łodzi poważnej piłki - dodał.

Wiceprezydent Cieślak nie skomentował tego zarzutu. Przedstawiciele miasta tłumaczyli, że rolą UMŁ nie jest wyręczanie firmy w takich sprawach.

Turek zaapelował, by kibice i przedstawiciele obu klubów przestali wytykać sobie błędy i wzajemnie się oskarżać. - Lepiej zastanówmy się, co możemy zrobić, by stadiony dla Widzewa i ŁKS powstały - zakończył.

Posłowie obecni na debacie postanowili, że spotkają się za miesiąc. - Mamy nadzieję, że będziemy mieć wówczas znacznie więcej konkretów - zakończył Kwiatkowski.