MŚ w Super Enduro. Błażusiak po wygranej w Atlas Arenie: Myślałem, że z powodu kontuzji w ogóle nie wystartuję

- Myślałem, że w ogóle nie będę w stanie wystartować, ale udało nam się to wszystko jakoś posklejać - opowiada Tadeusz Błażusiak, zwycięzca Mistrzostw Świata w Super Enduro, w których wystąpił mimo wielkiego bólu spowodowanego niedawną kontuzją barku.
W sobotę Błażusiak przy ponad 10 tys. kibiców wygrał w łódzkiej Atlas Arenie pierwszą rundę Mistrzostw Świata w Super Enduro. Niewiele brakowało, by urodzony w Nowym Targu "Taddy" w ogóle nie wziął udziału w imprezie, bo przed tygodniem doznał bolesnej kontuzji barku. Jak sam opowiada, był to jego największy upadek w tym roku, a ból był tak duży, że jeszcze kilka dni przed zawodami nie wierzył to, że będzie mógł w nich wystąpić. - Myślałem, że w ogóle nie będę w stanie wystartować, ale udało nam się to wszystko jakoś posklejać. Wielkie podziękowania należą się moim fizjoterapeutom, bo nie wierzyłem, że będę w stanie jeździć. To męczyło mnie od tygodnia - mówi Błażusiak. - Po pierwszym treningu nie było najlepiej. Na drugim wprowadziliśmy kilka zmian i okazało się, że będę w stanie utrzymać kierownicę, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. A wygranie tych zawodów to już naprawdę coś niesamowitego. Biorąc pod uwagę okoliczności radość ze zwycięstwa jest podwójna.

Łódź po raz drugi zorganizowała mistrzostwa świata. Zdaniem Błażusiaka, który jest największą gwiazdą enduro na świecie, impreza w Atlas Arenie ponownie była na bardzo dobrym poziomie. A nawet na jeszcze lepszym niż przed rokiem. - To, co działo się tutaj rok temu, było wielkim sukcesem, a to, co zrobili wtedy kibice, zostanie w mojej pamięci na zawsze. Myślę, że w tym roku było jeszcze lepiej. Impreza była na światowym poziomie, a jeśli chodzi o kibiców, to wiadomo, że doping w rodzinnym kraju jest o wiele mocniejszy. Naprawdę było przyjemnie się tutaj ścigać. Wielkie gratulacje dla organizatorów i mam nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się tutaj kolejna impreza i że znowu będę mógł się pokazać przed polską publicznością.

Błażusiak odniósł się także do toru, którym w tym roku był zupełnie inny. Nowością był m.in. wjazd na trybuny tuż obok kibiców, trudniejsze były także skalne fragmenty, a zamiast jednego mostu stały dwa. - Tor torowi nierówny. Trudno jest je porównywać i oceniać. Ten tutaj był bardzo fajny, miał bardzo dobrze rozplanowany start, dzięki czemu można było się wciskać w pierwszy zakręt, bo było dużo miejsc. Był także fajny rytm jazdy, nie było hamowania i paraboli jazdy, tylko wszystko było dobrze wyliczone. Również piasek był dobrze dobrany. Naprawdę świetna robota. Najważniejsze, żeby ci, którzy oglądają, i ci, którzy się ścigają mieli frajdę. Mnie się podobało i z tego co widziałem na trybunach myślę, że kibicom też.

Polski mistrz świata wypowiedział się również o zainteresowaniu super enduro w naszym kraju, które powoli staje się coraz popularniejsze. - Z tego co widzę, w Polsce super enduro ma coraz więcej fanów i jestem przekonany, że ma swoje miejsce w sercach polskich fanów sportów motorowych - zakończył.