Rzecznik Hanny Zdanowskiej odpowiada: Widzew nie zgłosił się z prośbą o wsparcie do żadnej miejskiej spółki

Marcin Masłowski, rzecznik prasowy prezydent Hanny Zdanowskiej, poinformował na swoim profilu na Facebooku, że w ciągu ostatnich dwóch lat Widzew nie zgłosił się do żadnej miejskiej spółki o wsparcie bądź wymianę reklamową. To odpowiedź na czwartkowy tekst ?Gazety?, w którym podaliśmy, że ŁKS otrzymał w tym czasie od miasta blisko 400 tys. zł, a klub z al. Piłsudskiego - ani złotówki.
W czwartkowej "Gazecie" i na lodz.sport.pl napisaliśmy o odpowiedzi na interpelację radnego Rafała Markwanta, w której wiceprezydent Marek Cieślak poinformował, które miejskie spółki oraz jakimi kwotami wspierają łódzkie kluby (więcej tutaj). Okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch lat najwięcej pieniędzy otrzymał piłkarski ŁKS. W 2011 r. dostał 100 tys. zł od Grupowej Oczyszczalni Ścieków (70 tys. zł darowizny, 30 tys. zł - usługi reklamowe). 2 tys. zł od MPO (usługi reklamowe), 158 tys. zł od Aquaparku Fala (karnety wejściowe - barter) i 122 tys. zł od zarządzającej Atlas Areną Miejskiej Areny Kultury i Sportu (umowy najmu w zamian za reklamy). Łącznie piłkarski ŁKS dostał w tym czasie ponad 382 tys. zł. Drugi najpopularniejszy łódzki klub, czyli Widzew, przez ostatnie dwa lata nie otrzymał ani złotówki.

- Pierwsza myśl, jaka nasuwa się po przeczytaniu tych informacji, jest taka, że Widzew widocznie nie starał się, by nawiązać współpracę z miejskimi spółkami. Ale tak nie było. Długo staraliśmy się o uzyskanie jakichkolwiek środków, ale przekaz zawsze był ten sam: to jest niemożliwe - odpowiedział Paweł Młynarczyk, wiceprezes Widzewa. - Ostatnio przestaliśmy już zabiegać o wsparcie, bo jeśli tak długo odbijaliśmy się od muru, to w pewnym momencie po prostu przestaliśmy wierzyć w możliwość uzyskania pomocy od miasta. Mówię "od miasta", bo powiedzmy sobie szczerze, że żadna miejska spółka nie przekazałaby pieniędzy na dany klub - bez względu na to, w jakiej formie - gdyby nie miała "namaszczenia" od władz Łodzi. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.

Młynarczyk dodał, że "wygląda to tak, jakby nad wszystkim czuwała jakaś niewidzialna ręka, która według własnych, niejasnych zasad decyduje o sposobie i wielkości wsparcia dla łódzkich klubów". Stwierdził również, że to kolejny przykład tego, że mimo deklaracji władz Łodzi o równym traktowaniu klubów, nie do końca tak jest. - Prawda jest taka, że gdy za słowami o równym traktowaniu kryją się takie czyny, to wobec Widzewa nie jest to do końca sprawiedliwe - powiedział.

Na wypowiedzi wiceprezesa Widzewa postanowił zareagować magistrat. "Gwoli wyjaśnienia. Mam informację z 8 spółek, które wspierały kluby sportowe, że do żadnej z nich Widzew nie zgłosił się w latach 2011-12 z prośbą o wsparcie finansowe bądź wymianę reklamową" - napisał na swoim profilu Marcin Masłowski, rzecznik prasowy prezydent Hanny Zdanowskiej.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego