"To nie było fair". Dlaczego Kacper Ławski, lider Budowlanych Łódź, będzie grać w Arce Gdynia?

Kacper Ławski po powrocie z Francji będzie grał w Arce Gdynia. Dlaczego wychowanek i wieloletni lider Budowlanych zdecydował się nie wracać do Łodzi?
Słowa z tytułu tego tekstu wypowiada i klub, i zawodnik. Obie strony czują się rozgoryczone i uważają, że wobec nich postąpiono niesprawiedliwie. Sprawa jest poważna, bo zawodnikiem jest wychowanek Budowlanych, który przy ul. Górniczej spędził praktycznie całe życie.

Łaski zdobywał złote medale, wyrósł na lidera drużyny i reprezentacji Polski, a z Łodzi odchodził w roli kapitana. - Nie chcę się żegnać i to nie będzie pożegnanie. Jestem wychowankiem tego klubu, gram tutaj całe życie i w przyszłości też będę - mówił "Gazecie" w połowie 2011 r., kilka dni przed wyjazdem do Francji.

W Budowlanych liczyli, że podobnie jak przed rokiem, tak i teraz Ławski pomoże drużynie w fazie play-off. Wiadomo już jednak, że tak się nie stanie. Wychowanek Budowlanych zdecydował się bowiem pójść śladami Tomasza Stępnia i Władysława Grabowskiego i w najważniejszych meczach sezonu występować w Arce.

- Nie ukrywam, że byłem zaskoczony decyzją Kacpra. Miał jednak do niej pełne prawo, więc pozostało nam to zaakceptować - mówi Krzysztof Serafin, prezes Budowlanych. Zdziwienia nie kryje też trener Mirosław Żórawski. - Wydawało mi się, że w rugby przywiązanie do barw to coś naprawdę silnego. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak Kacper, który przecież grał tutaj całe życie. Wyjeżdżając, zapowiadał, że z chęcią powróci do Budowlanych. Okazało się, że jest inaczej. To chyba nie jest do końca fair.

Sytuację zupełnie inaczej postrzega Ławski. - W ostatnim czasie w klubie było bardzo dużo zamieszania, bo, niestety, środowisko rugby w Łodzi jest bardzo podzielone. Nie ukrywam też, że na przyjeździe do Gdyni zależało mojej narzeczonej, która razem z córeczką chciałaby spędzić czas nad polskim morzem i po prostu poodpoczywać w miłym otoczeniu. Poza tym w Budowlanych zdobyłem wszystko, co było do zdobycia. Szukam nowych wyzwań, a takim jest gra w Arce - tłumaczy "Gazecie" powody przejścia do klubu z Gdyni.

Ławski nie ukrywa, że wpływ na jego decyzję miały tez większe pieniądze, jakie może zarobić w Arce. - Rugby chce przestać być sportem niszowym i zmierza w stronę profesjonalizmu. Transfery pomiędzy największymi drużynami nie powinny więc dziwić - uważa. Za jeden z głównych argumentów podaje jednak to, że chciał być w porządku wobec zawodników z drużyny. - Chłopaki nie mieli płacone przez wiele miesięcy, a tu nagle przyjeżdżam ja, gram w kilku spotkaniach, zgarniam ileś tysięcy i wyjeżdżam. To nie fair wobec wszystkich kolegów, którzy byli w Łodzi na co dzień, a pieniędzy nie dostawali. Po prostu źle się z tym czułem i nie chciałem przerabiać tego ponownie - tłumaczy.

Tajemnicą poliszynela pozostaje również to, że Ławski niezbyt dobrze dogadywał się z trenerem Żórawskim. Kapitan Budowlanych słynął z tego, że nie boi się wyrazić swojego zdania, co miało prowadzić do nieporozumień.

Budowlani nie dość, że stracili więc swojego lidera, to jeszcze muszą pogodzić się z tym, że nic na nim nie zarobią, bo może odejść za darmo. Łódzki klub powoływał się bowiem na umowę z Ławskim, gwarantującą, że w Polsce będzie grał tylko w drużynie, tej z ul. Górniczej. W tym tygodniu komisja ligi uznała jednak, że kontrakt nie spełniała kryteriów formalnych. A to oznacza, że 28-letni Ławski może grać, gdzie chce.