Budowa stadionów. Czy telefoniczne przepytanie 600 osób powinno zadecydować o wydaniu kilkuset milionów? [KOMENTARZ]

Czy warte 15 tys. zł analizy powinny zadecydować o wydaniu kilkuset milionów złotych? Nie wydaje mi się. Podobnie jak wątpię, czy 600 przepytanych przez telefon mieszkańców może być na tyle reprezentatywną grupą, by służyć jako głos całej Łodzi - pisze Szymon Bujalski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl
W poniedziałek napisaliśmy, że prezydent Hanna Zdanowska zleciła wykonanie badania opinii publicznej, które ma jej pomóc w podjęciu decyzji w sprawie budowy w Łodzi stadionów bądź stadionu. Jak ustaliliśmy, badania, które kosztowały około 15 tys. zł, zostały przeprowadzone drogą telefoniczną na grupie 600 osób. Pod uwagę brano cztery kryteria: miejsce zamieszkania (dzielnicę), wiek, płeć i wykształcenie. W trakcie rozmowy ankieterzy mieli pytać łodzian o to, ile stadionów powinno powstać w mieście oraz czy są za budową na Widzewie i na ŁKS-ie (więcej tutaj).

Oto jak najnowszy pomysł władz Łodzi komentuje Szymon Bujalski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl:

Do tej pory miasto sporządziło już parę analiz stadionowych, kosztujących kilkaset tysięcy złotych. Przy podejmowaniu decyzji nie wzięto pod uwagę żadnej z nich. Zlecenie kolejnego badania, tym razem opinii publicznej, jest więc zaskoczeniem. Jeszcze bardziej zaskakuje mnie jednak zamówienie TAKIEGO badania. Bo czy warte 15 tys. zł analizy powinny zadecydować o wydaniu kilkuset milionów złotych? Nie wydaje mi się. Podobnie jak wątpię, czy 600 przepytanych przez telefon mieszkańców może być na tyle reprezentatywną grupą, by służyć jako głos całej Łodzi. Zastanawiam się także, jakie znaczenie będą miały przyjęte kryteria, jak płeć czy wykształcenie. Czy jeśli większość kobiet stwierdzi, że chce jednego stadionu, to będzie to znaczyć, że warto budować jeden? A gdy większość ludzi po studiach uzna, że najlepiej zbudować dwa obiekty, to miasto zbuduje dwa?

Nie znam rezultatu badań. Nie piszę więc tego z powodu rozczarowania wynikami. Mam tylko nadzieję, że nie posłużą one jako główny argument za którąkolwiek z opcji. Bez względu na to, jaka by ona była. Wspomniane "badanie" 600 mieszkańców traktuję jedynie jako kolejną próbę pozbycia się odpowiedzialności i przerzucenia jej na mieszkańców. Jestem przekonany, że gdyby spytać łodzian o sens budowy kanału i tunelu pod Piotrkowską, to 90 proc. byłoby przeciw.

Od tego mamy wybrane władze Łodzi, by tą Łodzią rządziły. Nawet jeśli oznacza to podejmowanie decyzji, które mogą być uznane za niepopularne. I z których potem będą one rozliczane.

Cały komentarz na Realiście, blogu Szymona Bujalskiego.