Sylwester Bednarek, łódzki skoczek wzwyż: Dokuśtykałem, spojrzałem w górę, powiedziałem "K..., no znowu?"

Sylwester Bednarek

Sylwester Bednarek (Fot. Malgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Urwał się Achilles. Cztery miesiące w łóżku ze specjalnym butem. Przeleżałem, przecierpiałem. Ciężko, ciężko było. Ale powoli wracam. Jestem coraz mocniejszy - mówi Sylwester Bednarek, brązowy medalista mistrzostw świata w skoku wzwyż z Berlina w 2009 r.
17 czerwca 2012. 88. mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce w Bielsku-Białej. Ostatnia szansa na uzyskanie minimum na Igrzyska Olimpijskie w Londynie, które wynosi 231 cm.

Dzień wcześniej łódzki skoczek w towarzystwie Artura Partyki oglądał pojedynek Polski z Czechami podczas Euro 2012. Bednarek jest w doskonałym nastroju. Co prawda po meczu mina mu trochę zrzedła, ale chwilę później znowu tryska humorem. Pozytywną energią potrafi zarażać innych wokół siebie. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Ma się z czego cieszyć. Na treningach skacze, wręcz przelatuje nad poprzeczką z największą łatwością. Trener Lech Krakowiak jest zaskoczony wysoką formą swojego podopiecznego. - Może być pięknie. Ale poczekajmy do konkursu. Oby tylko zdrowie dopisało... - przestrzega przed hurraoptymizmem Krakowiak.

Psychicznie jestem mocny

Przez prawie dwa lata Bednarek zmagał się bowiem ze skomplikowaną kontuzją kolana. Objawia się kłującym bólem, który ustępował po dłuższej chwili odpoczynku. Kiedyś opowiadał, co wtedy dokładnie czuł. Kazał mi sobie wyobrazić, że ktoś młotkiem wbija gwóźdź w moje kolano.

Przeszedł dwie operacje. Co najgorsze, osobisty dramat rozpoczął się tuż po największej euforii, jaką młody łodzianin przeżył, czyli po mistrzostwach świata w Berlinie w 2009 r. W stolicy Niemiec wówczas 20-letni zawodnik osiągnął sensacyjny sukces, sięgając po brązowy medal. Według Jonathana Edwardsa, brytyjskiej legendy w trójskoku, Bednarek był autorem najpiękniejszej i najbardziej wzruszającej baśni, jaką obejrzał wtedy. - Ja w jego wieku byłem beznadziejnym sportowcem, a on już ma medal mistrzostw świata. To coś pięknego - mówił Edwards. Spontaniczną radość i łzy - chwilę po zaliczeniu 232 cm - pokazywały telewizje całego świata.

Po tak spektakularnym osiągnięciu dla studenta Politechniki Łódzkiej nadeszły gorsze czasy. Z powodu urazu nie pojechał na kolejne mistrzostwa świata. Pocieszał się jednak i wymieniał przykłady skoczków, którzy przeszli jeszcze dłuższą mękę od niego i znów wrócili na szczyt. - Taki Andrej Silnow, złoty medalista z Pekinu, potrzebował trzech lat na powrót do zdrowia. Wrócił w kapitalnym stylu, skacząc 2,36. Psychicznie jestem mocny - zapewniał łódzki skoczek.

"K..., no znowu? I to był koniec"

W czerwcu ubiegłego roku na międzynarodowym festiwalu skoków w Opolu Bednarek pofrunął nad poprzeczką zawieszoną na 2,20 m. Później na rozgrzewce przed zawodami w Pradze odbił się jeszcze wyżej i skoczył 2,25 m. - To był dla mnie szok, bo zazwyczaj sezon startowy zaczynałem od skoków na 2,05-2,10 m. Sam siebie zaskakiwałem, co ja wyczyniam. Wszystko współgrało. Była technika, siła i dynamika. W końcu nadszedł dzień mistrzostw w Bielsku. Chyba za bardzo marzyłem o Londynie... - przerywa na chwilę i łapie się za głowę. Po chwili kontynuuje. - Słuchaj, takie odbicia robiłem, że Lecha [trenera Krakowiaka - przyp. red.] przeskoczyłbym na prostych nogach. Pamiętam ten moment. Założyłem kolce, wszedłem na skocznię i poczułem, że Achilles zaczyna lekko pobolewać. Na rozgrzewce oddałem trzy bardzo dobre skoki. Usiadłem, odpocząłem i było po bólu. Chwilę potem wszedłem na rozbieg, zrobiłem dwa kroki i tylko usłyszałem trzask za plecami. Stopa w dole, nie mogłem nic z nią zrobić. Na prawej nodze dokuśtykałem do materaca. Położyłem się, spojrzałem w niebo i powiedziałem sobie: "K..., no znowu?" - opowiada.

I dodaje: - Karetka odwiozła mnie do bielskiego szpitala. Zrobili mi USG. Stwierdzono, że Achilles trzymał się na ścięgnie strzałkowym i w 50 proc. był urwany. Chwyciłem za telefon i w drodze powrotnej wydzwaniałem do wszystkich możliwych lekarzy w całej Polsce. Od razu zaznaczałem, że interesuje mnie takie leczenie, które pozwoli mi w miarę szybko wrócić do sportu. Ktoś mi proponował nowoczesną metodę artroskopową, ale skonsultowałem się z doktorem Jankiem Sokalem. Z kolei on skierował mnie do dr. Marcina Domżalskiego, znakomitego fachowca, który stwierdził, że konieczna jest operacja. Niestety, okazało się, że pierwsza diagnoza była zła. Okazało się, iż nie w połowie, ale całkowicie miałem zerwane ścięgno - opowiada.

Gdyby nie rodzina i przyjaciele, tobym ześwirował

Po operacji Bednarek na sześć tygodni był przykuty do łóżka. Później przez trzy miesiące człapał w bucie ortopedycznym. - Jak tak sobie myślę, to po tych wszystkich operacjach i zabiegach po Berlinie w sumie przeleżałem 10 miesięcy.

Olimpijski konkurs skoku wzwyż z żalem obejrzał przed telewizorem. - Było mi szkoda, że mnie tam nie ma. Gdybym tam pojechał, to naprawdę mogłoby coś z tego być. Jak zobaczyłem, że pokonanie 2,29 m dawało trzy brązowe medale [Mutaz Essa Barshim (Katar), Robert Grabarz (Wielka Brytania) i Derek Drouin (Kanada) - przyp. red.], to już nie mogłem dłużej na to patrzeć i przełączyłem kanał - wspomina.

Normalny człowiek w takiej sytuacji mógłby się załamać. Wydaje się, że depresja murowana, a bez wizyt u psychoanalityka byłoby ciężko. Ale Bednarek dał radę. Otrzymał wsparcie od rodziny i bliskich znajomych. - Dobrze, że mam prawdziwych przyjaciół w Łodzi. Często u mnie przesiadywali. Mama też wpadała, kiedy tylko mogła. Zawsze ktoś był, więc na samotność w trudnych momentach nie mogłem narzekać. Gdyby nie oni, tobym chyba kompletnie ześwirował. Oczywiście starałem się sobie tłumaczyć, dlaczego tak się stało. Może stosowałem złą dietę? Pamiętam, że wtedy chciałem się odchudzić. A może po prostu miałem cholernego pecha? Przecież przy wychodzeniu z tramwaju czy zbiegając ze schodów, też można się nieźle załatwić. Kwestia nieuwagi i nieszczęście gotowe. Teraz uważam praktycznie na każdym kroku. Jestem bardzo czujny i na treningach odczuwam jeszcze lekki strach. I mam mały problem. Od Nike dostałem ostatnio sześć par kolców tego samego modelu, w którym startowałem w Bielsku. Tamtą parę wyrzuciłem do śmietnika. Teraz złe wspomnienia znowu wracają. Chyba będę musiał je sprzedać i zamówić inne - uśmiecha się.

A jak podczas leczenia Bednarek radził sobie finansowo? - Z oszczędności. Na stypendium ani dotacje z miasta nie mogłem liczyć. W tym czasie nie osiągnąłem znaczącego wyniku. Ale nie mogę narzekać. Polski Związek Lekkiej Atletyki wciąż mnie wspiera. Zapewnia obozy, sprzęt i odżywki - twierdzi.

Lekkoatleta RKS przyznaje, że po wszystkich problemach ze zdrowiem miał chwile zwątpienia i zastanawiał się nawet nad zakończeniem kariery. - Rozważałem tzw. plan B. Myślałem o jakiejś pracy i spokojnym dokończeniu studiów na Politechnice. Od ubiegłego roku, kiedy pojawiła się szansa wyjazdu na igrzyska, kilka razy byłem na urlopie dziekańskim. Ale treningi wciąż sprawiają mi przyjemność. Mam nadzieję, że limit pecha już wyczerpałem i fatum po Berlinie przestało mnie już prześladować. Muszę w to wierzyć - opowiada.

Od tygodnia Bednarek przebywa na obozie z kadrą we włoskiej Formii. - Trenuję na odnowionym stadionie lekkoatletycznym. Spokój i cisza, warunki są bardzo dobre. Do Łodzi wracam 20 maja - mówi Bednarek. - Nie chcę mówić zbyt wiele, ale naprawdę czuję, że moja dyspozycja jest coraz lepsza. Priorytetem jest przygotowanie do mityngów. Nigdzie się nie spieszę. Nie narzucam sobie presji, jak to było przed ubiegłorocznymi igrzyskami. Ćwiczę dopiero na 90 proc., ale chyba mógłbym jeszcze mocniej. Czasami muszę się kontrolować i studzić zapędy. Wszystko przyjdzie z czasem - opowiada.

Za trzy miesiące na Łużnikach w Moskwie odbędą się mistrzostwa świata... Co na to Bednarek? - Proszę, nie poruszaj tego tematu. Nie zapeszajmy. Na razie w ogóle nie nastawiam się na tę imprezę. Jak skoczę minimum [2,31 m - przyp. red.], to wtedy pojadę. A jak nie dam rady, to też pojadę, ale na wakacje. Na pewno się nie poddam. Jeszcze pokażę, co potrafię...

Skomentuj:
Sylwester Bednarek, łódzki skoczek wzwyż: Dokuśtykałem, spojrzałem w górę, powiedziałem "K..., no znowu?"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Łódź - Wyniki/Terminarz wydarzeń

»