Walka o stadion, czyli listy, oskarżenia, podejrzenia i protesty. Kto wygra w łódzkim piekiełku?

Ostra wymiana złośliwości, wzajemne oskarżenia, przerzucanie się listami i podejrzeniami, a w tle obawa o referendum i licencję - tak wygląda łódzka walka o stadion, w której wszyscy obwiniają wszystkich. Czy w tej sytuacji może z niej wyniknąć jeszcze cokolwiek dobrego?
Od wtorku w Łodzi rozpętało się prawdziwe piekiełko. Zaczęła je konferencja prasowa, na której prezydent Hanna Zdanowska ogłosiła, że nowy stadion powstanie na Widzewie bądź na Orle. Przekonywała, że o wyborze lokalizacji zadecydują analizy finansowe, które zleciła urzędnikom.

Problem w tym, że w czystość intencji magistratu przy al. Piłsudskiego chyba nikt nie wierzy. W emocjonalnym liście serię zarzutów wobec Zdanowskiej wystosował Sylwester Cacek. Szef Widzewa, który od dawna uważa, że miasto chce "uciąć" inwestycję przy al. Piłsudskiego, po raz kolejny dał temu wyraz. W liście wytknął niekompetencje UMŁ, m.in. zaproszenie na spotkanie do magistratu prezesa Widzewa Rafała Walczaka. Tyle że nie pełni on już tej funkcji od półtora miesiąca. Cacek zapowiedział ponadto, że akcjonariusze nie wyłożą na klub ani złotówki, jeśli nie zapadnie decyzja o budowie stadionu przy al. Piłsudskiego. Po raz kolejny wykluczył też możliwość gry na Orle i dziwił się, czemu Zdanowska oczekuje "stabilnej sytuacji finansowej klubu", skoro takich oczekiwań nie miała wobec ŁKS-u. Stwierdził również, że jeśli klub w przyszłym tygodniu nie dostanie licencji, to będzie to wina miasta.

Pełen emocji list popiera duża część kibiców, którzy od dawna czują się przez miasto oszukiwani. Podobnie jak Cacek uważają, że pomysł ze stadionem Widzewa to PR-owa zagrywka, która ma uwiarygodnić to, że miasto podchodzi do sprawy merytorycznie.

Według nich decyzje już jednak zapadły i stadion ma powstać na Orle. Podobno taka informacja dotarła już nawet do samego PZPN-u, a stamtąd oraz od informatorów z magistratu - do Cacka. Z tego właśnie powodu szef Widzewa miał odrzucić dyplomację i zdecydował się na ostrą wymianę ciosów. Po prostu uznał, że innej możliwości na wygranie batalii o stadion już nie ma.

Delikatność porzucili też kibice ŁKS-u, którzy czują się równie mocno oszukani. Po tym jak Zdanowska ogłosiła, że stadionu przy al. Unii nie będzie, wśród fanów zawrzało. Cześć z nich początkowo zarzuciła swoim przedstawicielom, że gdy kibice Widzewa mocno manifestowali swoje niezadowolenie, ci siedzieli cicho. W swojej obronie stowarzyszenie kibiców ŁKS-u przedstawiło relację z ostatnich spotkań ze Zdanowską. Według nich prezydent miała zapewniać, że gdy tylko nowe stowarzyszenie się uformuje i rozpocznie odbudowę klubu, to lokalizacja obiektu się nie zmieni. Gdy do tego doszło, ze swych obietnic się wycofała. "Tym samym przekonaliśmy się o nieszczerych intencjach Pani Zdanowskiej, która kilkukrotnie w żywe oczy kłamała podczas rozmów z nami, a jej zapewnienia o tym, że nie ulegnie pretensjonalnym roszczeniom ze strony Pana Cacka, należy włożyć między bajki (...) Pani Zdanowska okazała się być niesłownym, a mówiąc dosadniej kłamliwym człowiekiem. Śmiało można przy tym powiedzieć, że ogłoszenie decyzji o budowaniu stadionu przy ul. 6 Sierpnia lub al. Piłsudskiego to próba zniszczenia nowego stowarzyszenia" - napisali oburzeni fani.

Prezydent obalić oskarżeń nie chciała. - Bez komentarza - odpowiedziała wczoraj, dopytywana o sprawę przez "Gazetę". Nie skomentowała też teorii, według której pomysł z budową stadionu na Widzewie miałby być zagrywką PR-ową. - Różne teorie krążą. A do słów pana Cacka odniosę się w liście - skwitowała. I tak też się stało.

"Z wielkim niepokojem przeczytałam Pański list. Napisał Pan w nim wprost, że Widzew prawdopodobnie nie dostanie licencji na grę w przyszłym sezonie [Cacek napisał, że Widzew "może być tym zagrożony" - przyp. red.]! Czy oznacza to, że Widzew będzie grał w trzeciej lidze? Na to pytanie oczekuje odpowiedzi cała piłkarska Łódź, nie tylko ja i kibice klubu. Rolą szefostwa klubu jest zapewnienie właściwego funkcjonowania organizacyjnego i finansowego. Klub musi płacić piłkarzom" - napisała. I dodała: "Obserwując ostatnie Pańskie posunięcia, można odnieść wrażenie, że szuka Pan pretekstu, żeby wycofać się z Widzewa. Dlatego podczas spotkania chcę jasnej deklaracji, czy los Widzewa nadal leży na Pańskim sercu i czy zapewni Pan klubowi finanse na dalsze funkcjonowanie. Proszę również nie zrzucać na miasto odpowiedzialności za procedurę licencyjną. To rola klubu i PZPN".

Zdanowska nie odniosła się do zarzutów Cacka ani nie odpowiedziała na jego pytania. Podtrzymała za to chęć rozmowy o przyszłości stadionu i w tym celu zaprosiła go we wtorek do magistratu. Tym samym wiadomo już, że do spotkania nie dojdzie dziś, czego chciał szef Widzewa.

Nie oznacza to jednak, że dziś nic ważnego się nie wydarzy. O godzinie 14 manifestację pod magistratem rozpoczną kibice, którzy mobilizują się na nią od tygodni. Być może będą na niej zbierać podpisy pod zwołaniem referendum w sprawie odwołania Zdanowskiej. Na podobną manifestacją szykują się także fani ŁKS-u. Ma do niej dojść w niedzielę o godz. 11 na stadionie przy al. Unii, podczas meczu Akademii Piłkarskiej ŁKS z SMS. Po nim kibice zamierzają wybrać się na Plac Wolności.

Więcej o stadionie na blogach Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego.

Gdzie powinien powstać stadion miejski?