Arkadiusz Świętosławski kończy karierę. "Trudno zapomnieć okres w Widzewie. Wciąż mam pamiątkę od Marka Citko" [WYWIAD]

- Trudno zapomnieć o okresie spędzonym w Widzewie. Zagrałem wtedy w kilkunastu meczach i byłem członkiem naprawdę wielkiej drużyny. Sama możliwość trenowania z takimi piłkarzami jak Citko, Michalski, Łapiński czy Bogusz to było wielkie przeżycie - mówi 34-letni Arkadiusz Świętosławski, który podjął decyzję o zakończeniu piłkarskiej kariery.
W sobotę piłkarze Widzewa rozegrają dwa ostatnie sparingi przed nowym sezonem. Jednym z nich będzie spotkanie z III-ligowym Sokołem Aleksandrów. W meczu tym nie zagrał już Świętosławski, który spędził w Sokole ostatnie dziesięć lat, a wcześniej przez kilka lat grał w Widzewie, z którym zdobył ostatnie mistrzostwo Polski w 1997 r. 34-letni zawodnik niedawno postanowił zakończyć piłkarską karierę.

Rozmowa z Arkadiuszem Świętosławskim

Szymon Bujalski: Kończy pan karierę, ponieważ...?

Arkadiusz Świętosławski: Ponieważ uznałem, że to będzie najlepsza decyzja dla mojej rodziny. Od ośmiu lat oprócz gry w piłkę cały czas pracuję w systemie czterobrygadowym. Przez to nie miałem zbyt dużo czasu dla żony i syna, który teraz ma już cztery lata i ciągle się pyta: gdzie jest tata? Jestem z nim bardzo zżyty i nie chce przegapić tego ważnego etapu w jego życiu. Postanowiłem więc być lepszym ojcem i więcej czasu spędzać z dzieckiem, a nie na treningach. Jednocześnie odciążę też od obowiązków żonę, która praktycznie sama opiekowała się dzieckiem, a do tego też pracuje. Poza tym nie ukrywam, że w takim wieku i z taką pracą nie jest łatwo mieć siły na regularne treningi i grę.

Z wielkim bólem przyszło panu podjąć tę decyzję?

- Z bardzo wielkim. Ale obiecałem żonie, że to już mój ostatni sezon i chciałem dotrzymać słowa. Teraz, w wakacje łagodzę jej wieloletnie rany (śmiech) i widzę, że chodzi już bardziej uśmiechnięta, a nasze małżeństwo jest pełniejsze. To pokazuje mi, że podjąłem dobrą decyzję. Oczywiście do piłki wciąż mnie ciągnie i nie mogę powiedzieć, że już nigdy nie zagram w żadnym klubie. Jeśli zdecyduję się na granie, to jednak już raczej w formie rekreacji, w jakiejś drużynie z niższej ligi. Żebym po prostu nie zdziadział (śmiech).

Kibicom najbardziej utkwił w pamięci pana gol w derbach w 1999 r., gdy Widzew ograł ŁKS 5:0. Dla pana to też najlepsze wspomnienie z boiska?

- Zdecydowanie. Ale też bardzo miło wspominam wszystkie lata spędzone w młodzieżowych reprezentacjach. Posłuchać hymnu na środku boiska i zdobyć bramkę dla kadry to jednak wielka sprawa. Nawet w młodzieżówce. Jeśli chodzi o moje dokonania ligowe, to trudno zapomnieć też o okresie spędzonym w Widzewie. Zagrałem wtedy w kilkunastu meczach i byłem członkiem naprawdę wielkiej drużyny. Sama możliwość trenowania z takimi piłkarzami jak Marek Citko, Radosław Michalski, Tomasz Łapiński czy Daniel Bogusz to było wielkie przeżycie. Pamiętam, że choć miałem wtedy naście lat, wszyscy traktowali mnie jak równego sobie i byli wobec mnie bardzo koleżeńscy. O miejsce w składzie było mi wtedy jednak bardzo trudno. Być może gdybym wtedy grał w innym klubie, to moja kariera potoczyłaby się inaczej i miałbym więcej spotkań w ekstraklasie. Ale cóż, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam wspaniałą rodzinę, zdrowego i cudownego syna, pracę, dom, samochód... Każdy dąży w życiu, by to mieć. Mimo że nie zrobiłem wielkiej kariery, to myślę, że mogę uważać się za szczęściarza.

Rozumiem, że jako piłkarz nie czuje się pan jednak do końca spełniony?

- Chyba nikt, kto kończy karierę w III lidze, nie może czuć się jako spełniony piłkarz. Ze mną jest podobnie. Oczywiście to bardzo fajne, że zasłużyłem się dla takiego klubu jak Sokół, w którym uważają mnie, w cudzysłowie, "za gwiazdę". Niektórzy mówią nawet, że jestem w Aleksandrowie drugim piłkarzem po Smolarku. To bardzo miłe, ale jednak za młodego miałem większe marzenia i dlatego teraz odczuwam niedosyt, że nie udało mi się pograć dłużej w wyższej lidze. Mam nadzieję, że moje nazwisko nie zostanie jednak zapomniane i kibice będą czasami wspominać takiego piłkarza jak Świętosławski. Fajnie byłoby również wychować w przyszłości jakiegoś dobrego zawodnika. Gdybym za te kilkanaście lat usiadł na trybunach i mógł się pochwalić, że ten chłopak, co teraz strzelił bramkę, wyszedł spod moich skrzydeł, to byłoby naprawdę super.

Ostatnio wielu byłych piłkarzy decyduje się na zostanie menedżerami. Dlaczego pan woli zająć się trenerką?

- Do menedżerki trzeba mieć dużo czasu, którego ja nie mam. A trenowanie młodych daje wiele radości i satysfakcji. Wiadomo, że podobnych pieniędzy z tego nie zarobię, ale bycie wzorem dla jakiegoś młodego piłkarza, który słuchałby wszystkich twoich uwag, byłoby bardzo fajne.

Zamierza pan zorganizować pożegnalny mecz na koniec kariery?

- Szczerze mówiąc, to nie byłem nigdy czymś takim zainteresowany. Takie huczne obchody to nie dla mnie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem skromnym człowiekiem. Dlatego pożegnałem się z drużyną symboliczną zgrzewką piwa i powiedziałem w klubie, że w razie czego mogą liczyć na moje wsparcie. I tyle.

Ma pan swoją ulubioną anegdotę z kariery, której nigdy nie zapomni?

- Trochę by się ich znalazło (śmiech). Przede wszystkim zapamiętam jednak ludzi i przyjaźnie, jakie przez ten czas zawarłem. Takie bardzo dobre relacje miałem chociażby w Widzewie z Markiem Citką, który ćwiczył ze mną w parze. Mam od niego nawet pamiątkę, mały różaniec, którą do dziś noszę na palcu. Gdy na niego patrzę, to zawsze wracam z pamięcią do tamtych czasów. Wielkim przeżyciem była też sama gra w ekstraklasie. Teraz młody chłopak dwa razy kopnie dobrze piłkę i uważa się za gwiazdę. Kiedyś było inaczej i żeby zagrać na takim poziomie, trzeba było się naprawdę bardzo postarać. Dlatego jestem dumny, że mimo wszystko trochę spotkań udało mi się w niej rozegrać.

Komentarze (1)
Arkadiusz Świętosławski kończy karierę. "Trudno zapomnieć okres w Widzewie. Wciąż mam pamiątkę od Marka Citko" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • loverewelka

    Oceniono 9 razy 3

    Jesteś juz historią Widzewa a to znaczy bardzo wiele, nie sprzedales sie jak Snickers i Broź, mozesz być dumny i głośno mówić jestem Widzewiakiem-pozdro.

    -ŁÓDŹ-
    To miasto jest juz nasze
    -WIDZEW-

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Łódź - Wyniki/Terminarz wydarzeń

»