Trening, pytania i zabawa. Marcin Gortat Camp w Łodzi zakończony

Około 80 dzieci wzięło udział w campie Marcina Gortata, który nasz jedyny koszykarz w NBA przeprowadził w środę w rodzinnej Łodzi.
Marcin Gortat w te wakacje zorganizował już szóstą edycję campów. Po weekendowej inauguracji w Bielsku-Białej w środę przyszła pora na rodzimą Łódź. Tym razem młodzi koszykarze opanowali halę przy ul. Małachowskiego, w której w 2008 r. rozpoczynało się doświadczenie Gortata z campami.

Środowy trening z Gortatem zaplanowano na godz. 10, ale dzieciaki halę zaczęły wypełniać znacznie wcześniej. Łącznie na camp przyszło około 80 chłopców i dziewcząt w wieku 9-13 lat. Gdy po kilkunastominutowej rozgrzewce nasz jedynak w NBA wyszedł na parkiet, rozległy się ogromne brawa. Następnie Gortat razem z trenerami ze swojej grupy przez półtorej godziny trenował z młodymi koszykarzami różne elementy gry. Dzieci miały się od kogo uczyć, bo oprócz lidera reprezentacji Polski camp prowadził m.in. Jared Dudley, kolega Gortata z Phoenix Suns, a obecnie zawodnik Los Angeles Clippers. W Łodzi zabrakło niestety zapowiadanego wcześniej Ralpha Samsona. Jednego z najlepszych graczy lat 80. (czterokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd NBA i dwukrotnego mistrza NBA) zatrzymały w Stanach sprawy rodzinne. Nie zabrakło za to polskich akcentów - trening prowadził m.in. Piotr Trepka, były kapitan ŁKS.

Oczywiście największą frajdę dzieciaki miały, gdy trenował z nimi Gortat. Zawodnik Phoenix cały czas chodził między czterema ćwiczącymi grupami, rozmawiał z dziećmi i pokazywał im, jak mają wykonywać kolejne zadania.

Po zakończeniu treningu Gortat zamienił się w tłumacza i długo tłumaczył odpowiedzi Dudleya dzieciom na pytania, które musiały zadawać po angielsku. A pytań nie brakowało. "Kto jest pana ulubionym graczem w NBA?" (odpowiedź: Gortat), "czy jest pan szczęśliwy?" (jestem szczęśliwy i głodny, gdzie macie najlepsze jedzenie?), "czy lubi pan Polskę?" (Tak, jest tu bardzo dużo zieleni), "czy ma pan dziewczynę?" (Mam żonę i dwójkę niegrzecznych dzieci) , "czy lubi pan zwierzęta?" (Nie za bardzo, bo mam alergię na koty i psy), "czy lubi pan piłkę nożną?" (Tak), "woli pan Real czy Barcelonę?" (Barcelonę) i wiele więcej. Po pytaniach od dzieci pytania zaczął zadawać Dudley: Z jakim nr. byłem wybrany w drafcie? Kto lepiej rzuca, ja czy Marcin? Z jakim nr. gra Kevin Durant? Za każdą dobrą odpowiedź dzieci otrzymywały nagrody. Były nimi koszulki Phoenix i reprezentacji z autografami zawodników, koszulki fundacji Gortata, czapki czy opaski. Każde dziecko mogło zachować także treningową koszulkę i piłkę z campu, a na pożegnanie otrzymało dodatkowo zestaw pamiątek złożony m.in. z plakatów i koszulek. Znalazł się także czas na wspólne, grupowe zdjęcie.

Po zakończeniu części dla najmłodszych zorganizowano drugą część campu, czyli jr. NBA. - Takie wydarzenie jest organizowane w Polsce po raz pierwszy - opowiadał Gortat. Jr. NBA to zajęcia dla młodzieży w wieku 14-17 lat, a poprowadzili je sprowadzeni do Łodzi inni zawodnicy z doświadczeniem z NBA.

Z łódzkiego Campu Gortat wybrał najlepszych zawodników, którzy w nagrodę zostali zaproszeni na piątkowy, finałowy obóz w Trójmieście. Na Gortacie i reszcie największe wrażenie zrobiła dziewczynka, której zawodnik wróży zrobienie prawdziwej kariery. - Wystarczyło pół godziny treningu, byśmy wybrali MVP. To, co ta dziewczynka robi z piłką, jej sprawność i koordynacja ruchowa, są naprawdę niespotykane - podkreślał Gortat.