Nie trzeba małej hali. Po dwóch latach miasto zrozumiało to, co inni rozumieli od dawna [KOMENTARZ]

Od ponad dwóch lat apelowaliśmy do władz Łodzi, by zrezygnowały z budowy małej hali sportowej obok Atlas Areny. Wreszcie się udało, a decydujące znaczenie miał argument finansowy
Prezydent Hanna Zdanowska zakomunikowała wczoraj oficjalnie, że hala na 3 tys. miejsc obok Atlas Areny nie powstanie. Przynajmniej w ciągu kilku najbliższych lat. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mają zostać przeznaczone na stadion, który przy al. Unii stanie na miejscu obecnie istniejącego.

Od dawna próbowaliśmy przekonać rządzących Łodzią, że mała hala obok Atlas Areny jest niepotrzebna. Odpowiedź urzędników i prezydent była jedna: bez niej stracimy organizację przyszłorocznych mistrzostw świata siatkarzy. Miała ona bowiem pełnić rolę obiektu rozgrzewkowego przed meczami. Na nic były argumenty, że podczas poprzednich mistrzostw we Włoszech takich hal nie było, a nawet arcybogaci Katarczycy na czas ważnych imprez stawiali tylko tymczasowe. Na podawany już miesiące temu argument, że nawet w siatkarskim związku twierdzą, że hala nie jest potrzebna, odpowiadająca za sport Luiza Staszczak-Gąsiorek z UMŁ stwierdziła kategorycznie, że "widocznie w związku nie wiedzą wszystkiego". Urzędnik zawsze ma rację, nawet jak jej nie ma. I basta.

Wczoraj okazało się, że jednak można zorganizować największą siatkarską imprezę na świecie bez konieczności wydawania blisko 50 mln zł. - Mamy warunkową zgodę światowej federacji - oznajmił rzecznik prasowy prezydent Łodzi. Pani Staszczak-Gąsiorek nie było, więc nie mogła wytłumaczyć, dlaczego rok czy dwa lata temu z budowy nie można było zrezygnować, a teraz jest inaczej.

W Łodzi jest kilka hal sportowych. Wizytówką miasta jest Atlas Arena, poza tym drużyny siatkarskie czy koszykarskie mogą grać przy ul. Małachowskiego, Karpackiej czy Sobolowej. Każda z hal ma swoje zalety, ale i wady. Atlas Arena jest za duża dla naszych zespołów, które nie są w stanie zapełnić jej nawet w połowie. Pozostałe są małe. Potrzebny jest obiekt na trzy, cztery tysiące miejsc. Zaproponowaliśmy więc w "Gazecie", żeby za połowę pieniędzy przeznaczonych na halę przy al. Unii zmodernizować stary obiekt, a oszczędności przeznaczyć na inne cele sportowe. Korzyści byłyby nie tylko ekonomiczne. Przede wszystkim udałoby się przywrócić świetność obiektowi, który wpisał się na stałe do historii miasta. Za kilka lat i tak trzeba będzie go albo wyremontować, albo zburzyć.

Głupia inwestycja, jaką byłoby stawianie nowej hali, w poniedziałek przeszła do historii. Powodem było fiasko drugiego przetargu na jej budowę. Władze Łodzi chciały na nią wydać 45 mln zł, a najtańsza oferta przewyższała tę kwotę o 8 mln. Oszczędności pójdą na dofinansowanie stadionu przy al. Unii. Boisko z jedną trybuną na 5700 miejsc ma kosztować 94,4 mln zł. Dużo, więcej za koszt jednego krzesełka na warszawskiej Pepsi Arenie (gra na niej Legia).

Skorzysta także Pałac Sportowy, tak lubiany przez siatkarzy czy siatkarki. - Mamy wiele rzeczy do zrobienie, jak np. remont hali na Skorupki czy innych obiektów sportowych. Najpierw czekamy jednak na wyniki przetargu - stwierdziła Hanna Zdanowska.

Czyli wyszło na nasze, choć przez upór urzędników straciliśmy mnóstwo czasu. Ale lepiej późno niż wcale. Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego