Antonio Lindbaeck, najbarwniejsza postać łódzkiego sportu w 2014 roku

Co łączy żużel, ADHD, narciarstwo oraz Łódź, Szwecję i Brazylię? Odpowiedź może być tylko jedna: Antonio Lindbaeck, nowy zawodnik Orła Łódź.
Lindbaeck urodził się 28 lat temu w Brazylii. Rodzice porzucili go na ulicy w małym mieście niedaleko Sao Paulo. Przy dziecku zostawili kartkę z z napisem "Mam na imię Antonio". Malec miał szczęście, ponieważ został adoptowany przez szwedzkie małżeństwo Lindbaecków. - Historia Antonia to materiał na film. Nie dokumentalny, lecz fabularny - mówi Tomasz Lorek, ekspert żużlowy m.in. w Polsacie Sport.

"Toninho", bo taki pseudonim nosi Lindabeck, próbował odnaleźć swoich biologicznych rodziców. Starania skończyły się jednak fiaskiem. - Nie mam problemu z opowiadaniem o mojej historii. Tak naprawdę przeprowadziłem się do Szwecji już w wieku trzech lat i to tam się wychowałem - podkreśla żużlowiec. Nie ma żalu do swoich rodziców. - Antonio niemal co roku jeździ do Brazylii - mówi Lorek. - Rozumie, jaka jest tam strefa ekonomiczna i wie, że prawdopodobnie jego rodzice nie mogli zapewnić mu należytego bytu.

Okazało się, że Antonio trafił do sportowej rodziny. Jego mama jest nauczycielką i prowadzi zajęcia z gimnastyki. Lindbaeck trenował także golf, piłkę nożną i koszykówkę. Najbardziej spodobała mu się jazda na nartach. Ten sport zawodowo uprawiali również jego rodzice.

Ulubioną dyscypliną Lindbaecka jest freestyle, czyli wykonywanie podniebnych ewolucji. - Rzeczywiście, to nie jest typowe zajęcie dla Brazylijczyka - śmieje się Lindbaeck. - Ale to też dobry sport uzupełniający do żużla. Na stoku można pracować nad zachowaniem równowagi. Jeśli nie robisz w życiu czegoś szalonego, to nie możesz też być żużlowcem. Kontuzje? Gdy nad czymś pracujesz, to w końcu robisz to naprawdę dobrze, dlatego teraz nie dostrzega się ich ryzyka.

Niewielu Brazylijczyków uprawia także żużel. Tymczasem Lindbaeck już w wieku 12 lat po raz pierwszy wsiadł na motor. Jego kariera rozpoczęła się od startów w ligach szwedzkiej i angielskiej. Do Polski trafił w 2005 roku, a jego pierwszym klubem był Atlas Wrocław. Oprócz tego jeździł w barwach Włókniarza Częstochowa, RKM Rybnik, Polonii Bydgoszcz i Startu Gniezno. To z tego ostatniego klubu trafił do Orła. - Owszem, mogłem podpisać kontrakt z klubem z wyższej klasy rozgrywkowej, ale od razu poczułem to "coś", gdy dostałem ofertę z Orła - opowiada. - Z tego, co wiem, to klub jest wypłacalny, a to też bardzo ważne. Poza tym powstaje tutaj naprawdę dobra drużyna, która będzie walczyła o wysokie miejsce w tabeli.

Lindbaeck jest zaliczany do czołówki światowej, a wyjątkowe sukcesy odnosił rok temu. W cyklu Grand Prix zajął siódme miejsce, wygrał turnieje w Terenzano i Toruniu, zaś w Cardiff i Malilli wywalczył trzecie miejsca. - To bardzo dobry zawodnik o atomowym starcie - uważa Lorek. - Cwaniactwa sportowego nauczył się w Anglii. Tam po starcie inni zawodnicy blokowali go, dążyli do starć. Toninho jako uczciwy i wrażliwy gość nie mógł tego przeżyć. Z czasem sobie z tym poradził. Czy zniesie rolę lidera w Orle? Na pewno, tylko trzeba pozwolić mu robić swoje.

Nowy łódzki żużlowiec jest bardzo otwartym i wesołym człowiekiem, nie unika rozmowy z kibicami. Jest wiecznie uśmiechnięty. - To naprawdę nie tylko spontaniczny, ale ciepły, kochany człowiek - mówi Lorek. - Pamiętam, że kiedyś dostał od jakiegoś dziecka rysunek. Oczywiście był tam motor, a na nim właśnie Antonio. Żużlowiec do dziś wozi ten rysunek w busie na każdy mecz. Kocha dzieci i kibiców. Jak zobaczy kogoś znajomego, to rzuca wszystko i leci do niego, aż mało mu dredy nie odpadną. Rzuca się na szyję, rozmawia. Kiedyś wyskoczył z auta na maskę i zaczął machać do kibiców, którzy go rozpoznawali. Innym razem w jednym z przydrożnych barów ubrał fartuch i zaczął bawić się w sprzedawcę. Była kupa śmiechu.

Lindbaeck ma jednak swoją drugą, ciemniejszą stronę. W 2007 roku po raz drugi został zatrzymany przez policję za jazdę pod wpływem alkoholu. Postanowił wówczas zakończyć sportową karierę. Do żużla jednak powrócił. - Znalazłem się wtedy w złym miejscu. Na szczęście wróciłem i staram się patrzeć wyłącznie w przyszłość. Teraz widzę przed sobą jeszcze 10 lat startów. Speedway to moje życie - podkreśla ciemnoskóry żużlowiec.

Problem z alkoholem pojawił się u Szweda w związku ze złamanym sercem. To jednak człowiek, któremu nie jest łatwo pomóc. - Po prostu nie wolno go pilnować - mówi Lorek. - Były sytuacje, kiedy prezesi niektórych klubów wysyłali za nim dziewczyny, by szpiegowały, czy Toninho za dużo nie pije. On w takich sytuacjach wpada w furię. Zresztą jego dawny menedżer Tony Rickardson chciał, by Antonio zachował dobry PR. On nie potrafi grać. Na konferencjach prasowych chciałby czuć się swobodnie.

W 2013 roku żużlowiec wspólnie ze swoim menedżerem ogłosili, że Lindbaeck cierpi na odmianę ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej) i jest w trakcie terapii. - Wszystko przebiega zgodnie z planem, a przez zimę mam jeszcze zamiar się do tego przyłożyć. Na następny sezon powinno być już o wiele lepiej - mówi "Toniniho".