Zbigniew Bródka, pierwszy mistrz olimpijski z województwa łódzkiego!

To tak, jakby w kraju furmanek wyprodukować ferrari - napisał na Twitterze jeden z kibiców po zdobyciu przez Zbigniewa Bródkę złotego medalu zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi
Na złoto dla sportowca z regionu łódzkiego musieliśmy czekać aż 90 lat. Zdobył go Zbigniew Bródka, trenujący w maleńkiej UKS Błyskawicy Domaniewice, skupiającej tylko 34 zawodników.

Wcześniej sportowcy z regionu łódzkiego wielokrotnie stawali na podium, nawet najwyższym, jak pochodzący z Tomaszowa Mazowieckiego siatkarze Wiesław Gawłowski, Edward Skorek, urodzony niedaleko tego miasta bokser Jan Szczepański czy wreszcie Halina Konopacka z Rawy Mazowieckiej, pierwsza polska mistrzyni olimpijska. Wszyscy byli wtedy jednak zawodnikami innych klubów. Blisko złota byli ełkaesiak Artur Partyka, zapaśnicy Piotr Stępień z Piotrcovii i Tomasz Busse z łódzkich Budowlanych i piłkarze Widzewa i ŁKS w Barcelonie.

Bródka to fenomen, bo został łyżwiarzem, choć do najbliższego sztucznego lodowiska miał ponad 40 km. Uczył się jeździć na łyżwach na szkolnym boisku, na które nauczyciele wylewali wiadrami wodę. Gdy nie było mrozu, nie można było ćwiczyć. Ale nie tylko to sprawia, że sukces 30-letniego sportowca jest wyjątkowy. W światowej czołówce nie ma zawodnika, który normalnie pracuje. Bródka od kwietnia do października gasi w Łowiczu pożary. - Po studiach miał do wyboru zostać nauczycielem lub strażakiem. Wybrał straż. Jazda do pracy to dla niego trening, bo 16 km z Domaniewic do Łowicza pokonuje na rolkach lub rowerze - podkreśla jego pierwszy trener Mieczysław Szymajda.

Bródka długo gonił najlepszych na świecie. Osiem lat temu nie pojechał na igrzyska do Turynu z powodu kontuzji, w 2010 roku w Vancouver był dopiero 27. Pierwszy wielki sukces odniósł w marcu ubiegłego roku, kiedy jako pierwszy Polak zdobył puchar świata na 1500 m. Od tego czasu był wymieniany w gronie faworytów do olimpijskiego medalu. Ale czy złotego?

Bukmacherzy umieszczali go na siódmej pozycji. W wyścigu na kilometr Bródka był 14. - Po nim powiedział do mnie: "panie ministrze, niech pan poczeka, w sobotę ja startuję na 1500 m" - opowiada Andrzej Biernat, minister sportu. Dodaje, że wierzył w medal strażaka z Domaniewic, ale o złotym nawet nie marzył. - Zbyszek postawi sobie cel i konsekwentnie do niego dąży - mówi Szymajda.

W sobotę w swojej koronnej konkurencji Bródka miał szczęście, bo jako rywala wylosował swojego idola Shaniego Daviesa, najbardziej utytułowanego łyżwiarza ostatnich lat. Amerykanin prowadził przez dużą część dystansu, ale przed ostatnim okrążeniem zwolnił. Szymajda obawiał się, że to wpłynie na czas jego wychowanka, ale on pojechał kapitalnie. - To był najlepszy bieg w jego karierze. Perfekcyjny - uważa trener z Błyskawicy. Taki sam wynik uzyskał Holender Koen Verwijk, dlatego o złocie musiały decydować tysięczne części sekundy. Nasz zawodnik był lepszy o trzy tysięczne, czyli o mniej więcej 4 cm.

W sobotę o godz. 16.07 Bródka został złotym medalistą olimpijskim. W domu jego triumf oglądała żona Agnieszka i córeczki Gabrysia i Amelka oraz reszta rodziny. Pierwszy z gratulacjami pospieszył miejscowy ksiądz, który jest wielkim kibicem. Aż do wieczora przed domem zatrzymywały się samochody, których kierowcy trąbiąc, cieszyli się z ogromnego sukcesu.

- To bardzo miłe gesty - przyznaje ze łzami w oczach Andrzej Bródka, ojciec łyżwiarza. - Po cichu wierzyłem w medal, ale nie myślałem, że będzie złoty. Kiedy Zbyszek w geście triumfu uniósł ręce, nie wierzyłem, że został złotym medalistą. Synowa z wnuczkami popłakały się, a ja gdybym miał skrzydła, na pewno bym pofrunął - wspomina.

Już teraz wszyscy czekają na powrót mistrza. - Do domu wróci 24 lutego. Będzie na niego czekała ulubiona pieczeń z kaszą i surówką. W nagrodę dostanie zaś... do wymiany 250 litrów wody w akwarium - śmieje się tata. Hobby najsłynniejszego mieszkańca Domaniewic to rybki, a konkretnie paszczaki. Przy nich najlepiej wypoczywa.

Nie mniejsza radość była w budynku straży pożarnej w Łowiczu. Transmisje z igrzysk oglądało ponad 20 strażaków. Opowiadają, że modlili się, by w tym czasie nie było alarmu. Wśród nich był trener Szymajda. Kamil Owczarek, kolega Bródki z pracy, zdradza, że strażacy nie mogą już doczekać powrotu łyżwiarza, który jest także wyśmienitym kucharzem. - Przygotuje nam dania chińskie lub kuchni włoskiej - liczy Owczarek.

Strażacy z Łowicza już postanowili, że część swojej premii przekażą Bródce jako nagrodę za złoty medal - Nie mam słów, aby opisać Zbyszka - zauważa Jacek Szyligowski, komendant powiatowy straży z Łowicza. - To nie tylko idealny sportowiec. Prowadziłem akcje ratownicze, w której uczestniczył. Po kilku godzinach akcji chciałem go zmienić, bo czułem, ze może być zmęczony. Stanowczo jednak odmawiał, bo ludzie potrzebowali pomocy. Kiedyś jadąc na zgrupowanie kadry narodowej, zatrzymał samochód i uczestniczył w ratowaniu ofiary wypadku - dodaje.

W Domaniewicach liczą, że po sukcesie ich krajana w wiosce powstanie sztuczne lodowisko, zaś trener Szymajda i łyżwiarze marzą o krytym torze, jakiego Polska, jako jedyna w światowej czołówce nie ma. - Decyzja o przykryciu jednego z torów już zapadła. Prawdopodobnie będzie to Tomaszów lub Warszawa. A Bródka ma szanse na jeszcze jeden medal - w wyścigu drużynowym. - Jeśli nie trafimy od razu na Holandię, może być nawet srebro - prorokuje Szymajda.