Jan Tomaszewski o roli "sierotki" w losowaniu grup el. do ME: "Gdy dowiedzieli się, że jestem parlamentarzystą..." [WYWIAD]

- Wiedziałem, że Holender Hans van Breukelen będzie losował drużyny z trzeciego koszyka, a ja z Włochem Dino Zoffem z drugiego. Przed ceremonią podszedłem do Hansa i poprosiłem, że jak nas wylosuje, to niech nie mówi po angielsku Poland, lecz po prostu Polska. I tak się stało - mówi w rozmowie z Łódź.sport.pl i "Wyborczą" Jan Tomaszewski, były bramkarz ŁKS i reprezentacji Polski
Rozmowa z Janem Tomaszewskim, będącym jednym ze słynnych bramkarzy, którzy losowali eliminacje do mistrzostw Europy we Francji

Jerzy Walczyk: Jak to jest być sierotką?

Jan Tomaszewski: Fantastycznie. Zaproszenie na losowanie otrzymałem osobiście od Michela Platiniego, który do roli sierotek zaprosił 13 największych europejskich bramkarzy wszech czasów. Dla mnie była to ogromna satysfakcja, bo na ceremonii byli ludzie z najwyższej piłkarskiej półki w Europie. Uważam, że dostałem też wsparcie od Zbyszka Bońka, a dodatkowym atutem były także osiągnięcia polskich bramkarzy. Wystarczy wymienić choćby Jurka Dudka, Wojtka Szczęsnego czy Artura Boruca, aby stwierdzić, że polska szkoła bramkarska w Europie ma się bardzo dobrze.

Jakie było to losowanie dla drużyny trenera Adama Nawałki?

- Nie podzielam zadowolenia prezesa Bońka, bo wcale nie musimy walczyć z Niemcami o pierwsze miejsce w grupie. Jeżeli zdobędziemy z Niemcami punkt u siebie, będzie super. Musimy skupić się na walce o drugie miejsce. W tej rywalizacji języczkiem u wagi będzie reprezentacja Gruzji. Takie drużyny wyraźnie nam nie leżą. Pamiętam, że przed laty przegraliśmy z Gruzinami 0:3. I to dla ludzi Nawałki jest sygnał, by nie lekceważyć rywali. Do rangi supermeczu tego roku, ale nawet całych eliminacji, urasta nadchodzące spotkanie towarzyskie ze Szkocją, która przyjedzie do Warszawy przetestować Stadion Narodowy. Szkoci to nasz bezpośredni rywal o drugie miejsce, dlatego zwycięzca warszawskiego spotkania zyska przewagę psychologiczną. Stąd postawa naszych kibiców w czasie tego meczu będzie bardzo ważna. O zwycięstwa nad Irlandią się nie obawiam, bo oba mecze zagramy u siebie. Pierwszy na Stadionie Narodowym w Warszawie przy komplecie kibiców, drugi wprawdzie w Dublinie, ale jestem przekonany, że na trybunach będą wyłącznie Polacy.

Podczas losowania w Nicei spotkał pan byłych rywali z boiska.

- Kogo tam nie było w Nicei... Pojawili się m.in. Portugalczyk Vitor Baia, Belg Jean Marie Pfaff, Czech Ivo Viktor. Rozmawialiśmy, co każdy z nich teraz robi i o najbliższych planach. Przed losowaniem byli bramkarze zapewniali mnie, że nie chcieliby znaleźć się w grupie z Polakami.

Dlaczego?

- Ich zdaniem mamy czterech, pięciu światowej kasy zawodników, ale nie mamy drużyny. Moi rozmówcy obawiają się, że polski zespół wreszcie wypali i będzie rewelacją nie tylko eliminacji, ale i finałów. Dlatego nie chcieli na nas trafić w eliminacjach.

Miał pan tremę przed losowaniem?

- Nie. Przed losowaniem mieliśmy próbę, ale przyznam szczerze, że zmieniłem nieco scenariusz. Wiedziałem, że Holender Hans van Breukelen będzie losował drużyny z trzeciego koszyka, a ja z Włochem Dino Zoffem z drugiego. Przed ceremonią podszedłem do Hansa i poprosiłem, że jak nas wylosuje, to niech nie mówi po angielsku Poland, lecz po prostu Polska. I tak się stało. Krzyknął wtedy na cały głos "Polska". Następnie spojrzał się na mnie, a ja mu pogratulowałem i podziękowałem. Cały pobyt w Nicei przebiegał na dużym luzie. Kiedy koledzy bramkarze z innych krajów dowiedzieli się, że jestem parlamentarzystą, zaczęli żartować z mojego ubioru. "Janek polityk" - śmiał się van Breukelen, bo byłem w białej koszuli i czerwonym krawacie. Odpowiadałem Hansowi, że na każdym meczu jestem ubrany w białą koszulę i mam też czerwony krawat.

Przywiózł pan jakieś pamiątki?

- Jedną z kul, ale za zgodą organizatorów. Wszyscy bramkarze na koniec otrzymali wspaniały prezent. To sporych rozmiarów obraz z zatopionymi w nim rękawicami bramkarskimi oraz umieszczonym na nim nazwiskiem każdego nas.